Warszawski Indeks Giełdowy spadł o 8,1%
Warszawska giełda poddała się ogólnoświatowej panice, która rozpoczęła się w piątekod przeceny akcji w USA. Wczoraj WIG stracił 8,1%, a WIG Teleinformatyka aż 9,9%.Nieco spokojniej było podczas notowań ciągłych ? WIG20 stracił jeszcze ?tylko? 1,4%.
To, że poniedziałkowa sesja nie będzie taka jak zwykle, wiadomo było już w piątek wieczorem, kiedy indeksy giełd w Stanach Zjednoczonych zanotowały największe, wyrażone w punktach, spadki w historii. W komentarzach przeważały opinie, że ?monday after friday? przyniesie również bardzo głębokie spadki, choćby dlatego, że inwestorzy zaniepokojeni wydarzeniami mijającego tygodnia będą zastanawiać się i kalkulować przez całą sobotę i niedzielę.No i stało się. WIG stracił na fixingu 8,1%, a WIG20 aż 8,5%. Najgorzej wypadł jednak WIG Teleinformatyka, który spadł o 9,9%. Większość spółek sektora IT była notowana na fixingu z ofertą sprzedaży.Według prezesa GPW Wiesława Rozłuckiego, spadek cen akcji w Warszawie jest przede wszystkim rezultatem zawirowań na giełdach za oceanem i trudno przewidzieć, co będzie się działo na giełdzie przez następne dni. ? Z mojego doświadczenia wynika, że zachowanie rynku jednego dnia nie daje żadnych wskazówek na to, co będzie się działo na następnej sesji ? stwierdził W. Rozłucki.? Takie dni jak wczorajszy zdarzają się niezmiernie rzadko. Ostatnio mieliśmy do czynienia z podobnym zjawiskiem podczas kryzysu rosyjskiego ? mówi Andrzej Tabor, dyrektor Wydziału Doradztwa Inwestycyjnego COK BH. ? Wydaje mi się, że reakcja inwestorów była przesadna. Zadziałała psychologia. Panicznie wyzbywano się nawet spółek o bardzo dobrych fundamentach ? dodaje A. Tabor. Jego zdaniem, trudno ocenić, jak będą wyglądać najbliższe sesje. Z pewnością pojawią się gracze stawiający na odbicie. ? Chwytanie lecącego noża nie jest jednak łatwe ? twierdzi A. Tabor.Sektor IT przyniósł największe straty także podczas notowań ciągłych. WIG20 przejściowo spadł nawet o 4,1%, aby jednak ostatecznie zamknąć się o 1,4% poniżej fixingu. Na wczorajszej sesji bardzo aktywnie handlowano kontraktami terminowymi na WIG20 (FW20M0 straciły 5,91%). Widać było także zwiększone zainteresowanie kontraktami futures na dolary i euro, które ze względu na ostatnie osłabienie złotego również stały się obiektem większego zainteresowania.
Zdaniem Anety Wynimko z ABN Amro, bardzo silnym poziomem wsparcia dla spółek IT byłyby ceny sprzed internetowej hossy. ? Uważam, że bardziej prawdopodobne jest jednak, iż spadki zostaną powstrzymane nieco wyżej ? mówi A. Wynimko. ? Sprawa jest jasna. Potężna fala wyprzedaży przelała się przez cały świat ? stwierdził Jacek Lichota, doradca inwestycyjny ING BSK TFI. ? Ci, którzy mieli wpaść w panikę, właśnie to zrobili ? podkreśla doradca ING BSK dodając, że wczorajsza sesja była właśnie przykładem stadnego działania spanikowanych inwestorów.Anna Sobieraj, dyrektor ds. inwestycji PTE Pocztylion, jest przekonana, że do spadków przyczyniły się przede wszystkim działania mniejszych inwestorów indywidualnych, zwłaszcza tych, którzy zaciągali kredyty pod kupno akcji. Według niej, znacznie spokojniej zniżki przyjęli natomiast menedżerowie funduszy inwestycyjnych i emerytalnych. ? Na pewno funduszom trudno byłoby coś sprzedać na takim rynku. Gdyby do akcji włączyły się największe OFE, to byłaby katastrofa ? uważa A. Sobieraj. ? Wczorajsza sesja pokazuje, jak bardzo jesteśmy skorelowani z zachodnimi rynkami. Nastroje w Polsce mogą być dobre, tak jak miało to miejsce pod koniec ubiegłego tygodnia, ale w obliczu globalnej wyprzedaży przestaje się to liczyć ? podkreśla A. Sobieraj.Fundusze emerytalne, które w ostatnich miesiącach stały się jednymi z najważniejszych graczy na polskim rynku, mogą wpływać stabilizująco na giełdę, choćby dlatego, że ciągle trafiają do nich nowe środki, nagłe załamania na rynku zaś nie oznaczają umarzania jednostek uczestnictwa. ? W perspektywie 2?3 lat inwestycje w OFE będą z pewnością atrakcyjne, mim spadków na giełdzie ? twierdzi A. Sobieraj.? Pierwsza fala wzrostów się skończyła. Nie oznacza to jednak, że nowa ekonomia umarła. Poprzednio wzrosty spółek IT opierały się na oczekiwaniach inwestorów. Teraz przyjdzie czas na analizowanie fundamentów ? mówi A. Tabor. Według niego, spadki Nasdaq doprowadzą w pierwszej kolejności do ?przetrzebienia? liczby tzw. day traderów, spekulujących poprzez internet akcjami spółek nowych technologii. Kłopoty day traderów są ? zdaniem A. Tabora ? z perspektywy całego rynku bardzo zdrowym zjawiskiem, ponieważ agresywne spekulacje dokonywane przez day traders miały przeważnie niewiele wspólnego z ?normalnym? inwestowaniem na giełdzie.Bardzo groźne są natomiast straty tych inwestorów, którzy kupowali akcje stabilnych firm, a mimo to wartość ich portfeli zmniejszyła się o 20?30%. ? Jeżeli ta grupa zbiedniała, to należy sobie postawić pytanie, czy ich następnym krokiem nie będzie ograniczenie wydatków, a tym samym zmniejszenie konsumpcji. Gdyby tak się stało, oznacza to poważniejsze konsekwencje dla amerykańskiej gospodarki ? mówi A. Tabor.Jego zdaniem, ze względu na zbliżające się wybory prezydenckie w USA poważniejsze spadki na giełdach w USA nie są tam nikomu na rękę i dlatego można spodziewać się szybkiej reakcji decydentów (np. łagodniejszej polityki Fed). O tym, że amerykańscy politycy są bardziej aktywni w czasie kryzysów na giełdach, świadczy choćby niedawna wspólna konferencja prasowa założyciela Microsoftu Billa Gatesa i prezydenta Billa Clintona. Została ona zwołana zaraz po gwałtownej przecenie Microsoft, wywołanej niekorzystną decyzją amerykańskiego sądu, który uznał, że Microsoft stosował praktyki monopolistyczne.? W zeszłym tygodniu wielu inwestorów kupowało polskie akcje w nadziei na odbicie w USA. Uważali, że skoro indeksy spadły tak mocno, to nie może być gorzej. Widać jednak, że przeliczyli się ? uważa Marcin Sadlej, dyrektor Wydziału Analiz i Doradztwa Inwestycyjnego CDM Pekao SA. Jego zdaniem, skala spadków w Ameryce jest już tak duża, że niebawem można spodziewać się poważniejszego odbicia w górę.
GRZEGORZ BRYCKI