Choć konsumenci narzekają na producentów, ceny paliw w Polsce zależą od nich w najmniejszym stopniu. Prawie 60% ceny litra benzyny stanowią podatki (akcyza i VAT). Nic nie wskazuje na to, aby coś miało się zmienić. Dlatego ceny paliw nie obniży w znaczący sposób konkurencja na rynku paliwowym, której w Polsce na razie nie ma.

Podczas konferencji poświęconej sytuacji na rynku ropy naftowej, która odbyła się niedawno w Stanach Zjednoczonych, jeden z zabierających głos stwierdził: ? Nie róbmy afery z cen ropy, skoro galon benzyny kosztuje tyle samo, ile galon wody. Chodziło mu oczywiście o wodę mineralną sprzedawaną w supermarketach (w przeliczeniu na złote litr benzyny w USA kosztuje obecnie około 1,8 zł).? Nie sądzę, aby można było mówić o trzecim szoku naftowym ? twierdzi Krzysztof Cetnar, członek zarządu i dyrektor ds. właścicielskich PKN Orlen. Wprawdzie ceny ropy w wartościach bezwzględnych mogą przyprawiać o zawrót głowy, jednak biorąc pod uwagę dewaluację dolara, ropa Brent kosztowała w latach 1979-1982 znacznie więcej niż dziś. ? Obecny stan nazwałbym raczej kryzysem europejskiego systemu ustanawiania podatków ? mówi Andrzej Szczęśniak, prezes Polskiej Izby Paliw Płynnych.Kto winduje cenyNiewiele wskazuje, aby miało wkrótce dojść do spadku cen paliw. Skrajnie pesymistyczne prognozy mówią, że pod koniec roku ropa może kosztować około 40 USD za baryłkę. Trudno jednoznacznie wyrokować, ile przesłanek fundamentalnych, a ile spekulacji wliczonych jest w cenę baryłki. Na ironię zakrawa fakt, że analitycy zwracają uwagę na tragiczne ? oczywiście dla konsumentów ropy ? konsekwencje ewentualnej mroźnej zimy, która w dodatku w tym roku ma nadejść już jesienią (swoją drogą interesujące, że żaden bank inwestycyjny nie konsultował prognozy pogody z naszymi nieomylnymi w tych sprawach góralami).Wróćmy jednak do fundamentów. ? Trudno mi uwierzyć, aby państwom OPEC tak bardzo zależało na obniżeniu cen ropy o 30%, mimo iż przedstawiciele tej organizacji publicznie opowiadają się za tym ? twierdzi Iwona Pugacewicz-Kowalska, analityk CDM Pekao.Nawet jednak, gdyby ropa taniała, nic nie wskazuje, aby paliwa na polskich stacjach taniały równie szybko, a to ze względu na akcyzę, która stanowi największą część ceny litra paliwa. ? Nie sądzę, aby grupom nacisku w Polsce udało się wywrzeć skuteczną presję na obniżenie stawek akcyzy ? mówi I. Pugacewicz-Kowalska. Jej zdaniem, resort finansów będzie silnie obstawał przy swoim stanowisku, tłumacząc, że nie może obniżać akcyzy, bo z jednej strony, i tak jest ona jedną z najniższych w Europie, a z drugiej, nie ma możliwości zrekompensowania niższych wpływów budżetowych.Według kalkulacji PKN Orlen, po ostatniej podwyżce akcyzy, która miała miejsce 1 września, 56,7% ceny detalicznej litra paliwa na stacji to podatek akcyzowy i VAT (w niektórych państwach europejskich nawet 70% ceny paliwa to podatki), a 34,8% ? cena netto producenta, pozostałe 8,4% zaś to marża sprzedawcy. Zakładając więc, że litr benzyny kosztuje przeciętnie 3,4 zł, akcyza i VAT stanowią 1,92 zł, cena netto producenta 1,18 zł, pozostałe 30 groszy to marża sprzedawcy.W cenie netto producenta zawiera się zarówno koszt samej ropy, jak i koszty producenta. Według prezesa Orlena Andrzeja Modrzejewskiego, wszystkie wewnętrzne koszty spółki (m.in. płace, amortyzacja, koszty finansowe) to zaledwie 40?50 groszy w każdym litrze paliwa. Czy to dużo, czy mało?Nawet sama spółka przyznaje, że koszty te można jeszcze ograniczyć. W płockiej rafinerii pracują nad tym problemem specjaliści z międzynarodowej firmy doradczej KBC. Dzięki tym radom (chodzi m.in. o usprawnienie organizacji produkcji, np. poprzez minimalizację przestojów instalacji spowodowanych remontami) PKN Orlen chce w 2002 r. zaoszczędzić około 40 centów na każdej baryłce przerabianej ropy. Spółka nie podaje jednak, ile da to oszczędności na każdym litrze benzyny (ze względu na różnorodność produktów będących wynikiem rafinacji ropy podobno trudno to dokładnie skalkulować).Gdzie jest konkurencjaBardzo powszechny jest pogląd, że ceny paliw w Polsce mogłyby być niższe, gdyby istniała silna konkurencja między dwiema rafineriami: płocką i gdańską. Jak się okazuje, sprawa nie jest taka prosta. ? Z obserwacji rynku nasuwa się jeden wniosek: ceny paliw w Polsce nie zależą od tego, kto jest właścicielem rafinerii ? mówi Janusz Z. Kowalski, rzecznik prasowy Nafty Polskiej.O tym, że obecny paliwowy duopol w Polsce nie powoduje dziś żadnej konkurencji, na której korzystaliby konsumenci, świadczy sposób, w jaki Orlen i Rafineria Gdańska dokonują zmian cen. Następuje to zazwyczaj w tym samym czasie i w identycznej skali. Można wręcz odnieść wrażenie, że obie firmy patrzą sobie na ręce.Tak było np. w ostatni czwartek, kiedy PKN obniżył ceny hurtowe benzyn o 80 zł na tonie. Wiadomość o tym pojawiła się w serwisie ekonomicznym PAP o godzinie 11.13. Odpowiedź RG była błyskawiczna ? o godz. 11.42 pojawiła się depesza o obniżkach cen hurtowych benzyn o 80 zł na tonie w Rafinerii Gdańskiej. ? Nie ma między nami żadnej zmowy. Podejmując decyzję o zmianie cen paliw nie kontaktujemy się z RG, a oni z nami ? zapewnia przedstawiciel Orlena.Według Andrzeja Szczęśniaka, taki stan potrwa dopóty, dopóki polskie rafinerie nie będą zaspokajały w pełni potrzeb rynkowych krajowego rynku (ze względu na przewagę popytu około 15% paliw trzeba teraz sprowadzać do Polski). ? Dzięki takiemu układowi nasze rafinerie mogą być mniej efektywne od zachodnich ? mówi prezes PIPP. W obecnym stanie polscy producenci, ze względu choćby na przewagę logistyczną, mogą oferować paliwa o kilkadziesiąt złotych na tonie drożej niż zagranica. Ich oferta i tak jest bardziej konkurencyjna, bo nie ponoszą wysokich kosztów transportu (przed kilkoma dniami dochodziło do tego jeszcze kilkuprocentowe cło). ? Dlatego bardzo bym się cieszył, gdyby Polska miała nadwyżkę paliw. Tylko wtedy doszłoby do prawdziwej konkurencji ? dodaje Szczęśniak.Prezes PKN Orlen Andrzej Modrzejewski nie kryje, że połączenie (lub przynajmniej jakaś jego forma) Orlena z Rafinerią Gdańską byłoby korzystne dla obydwu firm. Według niego, dzięki współpracy i związkom kapitałowym doszłoby do poważnych oszczędności. Kilka dni temu do Nafty Polskiej, która jest właścicielem Rafinerii Gdańskiej, dotarł list prezesa PKN Orlen. Przedstawił on w nim korzyści i oszczędności, jakie mogłyby być rezultatem fuzji polskich rafinerii. Wcześniej taki list trafił do Ministerstwa Skarbu. ? Patrząc na to, co się dzieje na świecie, mówienie o monopolizacji polskiego rynku przez PKN jest nieporozumieniem ? powiedział kilka miesięcy temu PARKIETOWI prezes Modrzejewski.Jednak według szefa PIPP, oddanie Rafinerii Gdańskiej płockiemu Orlenowi, choć korzystne dla Płocka, nie będzie dobre dla całej gospodarki. ? PKN czerpie poważne korzyści z obecnej sytuacji. Jeśli przejmie Gdańsk, umocni się do tego stopnia, że konkurencji pozostanie praktycznie tylko stopniowe i trwające wiele lat ?nadgryzanie? tej pozycji ? mówi Szczęśniak. Jego zdaniem, najrozsądniejsze byłoby, aby w RG pojawiło się kilka podmiotów, tak jak ma to miejsce w niemieckiej rafinerii w Schwedt i czeskiej w Kralupach (współwłaścicielami obu firm jest kilka światowych koncernów petrochemicznych). ? Na całym świecie rafinerie są centrami kosztów, u nas próbuje się je zrobić centrami zysków ? podkreśla prezes PIPP.Kto za to zapłaciMając na uwadze strukturę kosztów paliwa w Polsce, wniosek jest jeden: niezależnie od tego, czy PKN Orlen przejmie Rafinerię Gdańską, ceny będą zależeć głównie od cen ropy, kursu dolara oraz polityki fiskalnej państwa. ? Sytuacja jest jasna. Jako kraj importujący większość ropy, w obliczu wzrostu jej ceny jesteśmy skazani albo na ograniczanie kosztów, albo poszukiwanie innych, alternatywnych źródeł energii ? mówi analityk CDM Pekao. ? W czasach, gdy mieliśmy tanią ropę, nikt nie zastanawiał się nad tym. Nie było motywacji ? dodaje.Iwona Pugacewicz-Kowalska podkreśla, że nie jest to tylko polska przypadłość: tak zachowują się wszystkie państwa, wystarczy tylko prześledzić historię dwóch kryzysów naftowych z lat 70. na gospodarki państwa zachodnich.Bezpośrednim skutkiem dotychczasowych wzrostów cen ropy dla Polski jest wzrost inflacji. Wzrost kosztów funkcjonowania przedsiębiorstw w połączeniu ze słabszym popytem spowoduje spadek rentowności wielu firm. W pierwszej kolejności dotyczy to sektora transportowego. Cieszyńska spółka Caspol, jedna z dwóch firm tej branży obecnych na GPW, poinformowała o utworzeniu spółki Bielkaspol, w której ma 60% udziałów. Siedzibą spółki jest Brześć na Białorusi, gdzie paliwo jest znacznie tańsze niż w Polsce.Wzrost cen ropy nie jest na rękę także Orlenowi. Spółka musi bowiem angażować znacznie większe kapitały, aby kupić tę samą ilość ropy, którą w ujęciu złotowym podraża w dodatku coraz droższy dolar. ? Myślę, że PKN Orlen jakoś sobie z tym poradzi. Znacznie gorzej wygląda sprawa w przypadku prywatnych dystrybutorów. Wzrost zapotrzebowania na kapitał obrotowy o 80% oznacza dla nich konieczność zaciągania kolejnych kredytów, których obsługa jest coraz droższa ? mówi Andrzej Szczęśniak.Choć nie są znane dotąd żadne kalkulacji, wiadomo, że rosnące ceny powodują także spadek popytu na paliwa. Zdaniem analityków, część Polaków zastanawia się już poważnie nad tym, czy stać ich na ?ciepły weekend? 300 kilometrów od domu.? Do tej pory ceny paliw nie miały większego wpływu na decyzje o kupnie samochodu. Ludzie interesowali się przede wszystkim ceną auta ? mówi Wojciech Drzewiecki z firmy Samar. Jednak jego zdaniem, powoli zaczyna się to zmieniać. ? Myślę, że koszt zakupu, kredytu i ubezpieczenia przy zakupie samochodu decyduje obecnie w około 80%. Reszta motywów to koszty eksploatacji. Ten drugi czynnik ma jednak coraz większe znaczenie ? dodaje W. Drzewiecki.

GRZEGORZ [email protected]