Wskaźnik Buffetta – wymyślony ponad 20 lat temu przez miliardera Warrena Buffetta, prezesa firmy inwestycyjnej Berkshire Hathaway – pokazuje, jak duża jest kapitalizacja amerykańskiego rynku akcji w porównaniu z PKB USA. Z reguły jeśli jest on niski, to akcje są niedowartościowane i mogą zyskiwać w długim terminie. Jeśli jest wysoki, to są one drogie, a ryzyko długoterminowych spadków jest duże. Obecnie wskaźnik ten wynosi 2,44. Znacząco spadł od szczytu hossy, gdy wynosił rekordowe 2,71. Wciąż jest jednak dużo wyższy niż w szczytach baniek z przeszłości.

W 2000 r., tuż przed pęknięciem bańki internetowej, wynosił on 2,11, a w 2007 r., przed globalnym kryzysem finansowym, sięgał 1,52. Po wybuchu tamtego kryzysu wskaźnik Buffetta spadł w okolice 0,8, by w 2011 r. wrócić na poziom z czasów przedkryzysowej bańki. Tuż przed pandemią Covid-19 dochodził do 2, a w czasie krachu z marca 2020 r. spadł do poziomu zbliżonego do 1,6. Bardzo szybko się jednak odbił i jeszcze w 2020 r. przekroczył poziom z czasów bańki internetowej.

– Inwestorzy, którzy kupują akcje, gdy wskaźnik dochodzi do 2,0, igrają z ogniem – ostrzegał Buffett w 2001 r.

Jego wskaźnik nie jest perfekcyjny. Porównuje on bowiem obecną kapitalizację rynku akcji z PKB z poprzedniego kwartału. Na kapitalizację spółek notowanych w USA mają natomiast wpływ czynniki niemające bezpośredniego związku z amerykańskim PKB, na przykład wypracowywane przez nie zyski zagraniczne. W okresie globalnego spowolnienia gospodarczego można jednak uznać wysoki wskaźnik Buffetta za kolejny zły sygnał dla rynków.

Pesymistycznie co do perspektyw amerykańskiego rynku akcji jest nastawiony m.in. Nouriel Roubini, prezes firmy badawczej Roubini Macro Associates i zarazem ekonomista, który przewidział kryzys z 2008 r. Stwierdził on w poniedziałek, że spodziewa się „długiej i brzydkiej” recesji w USA i na świecie, której będzie towarzyszyła dalsza przecena na giełdach. – Nawet w przypadku łagodnej recesji indeks S&P 500 może spaść o 30 proc. W scenariuszu prawdziwego twardego lądowania może zniżkować o 40 proc. – powiedział Roubini. Kontynuację spadków prognozuje też rynkowy guru Jeremy Grantham, współzałożyciel firmy inwestycyjnej GMO. Przypomina, że w przypadku pękania „superbaniek” S&P 500 tracił nawet 50 proc. od szczytu.

S&P 500 stracił od początku roku 19 proc. Większość prognoz strategów jest jednak dla niego umiarkowanie optymistyczna. O ile we wtorek zamknął się na poziomie 3 855,96 pkt, o tyle średnia prognoz strategów zebranych przez agencję Bloomberga wskazuje, że na koniec 2022 r. indeks powinien sięgać 4346 pkt. Najbardziej optymistyczna prognoza mówi o jego wzroście do 5100 pkt (Fundstrat), a najbardziej pesymistyczna o spadku do 3400 pkt (Piper Sandler).