Choć postkomunistyczna część Europy rządzi się czasem swoimi nietypowymi prawami, to sytuacja, z którą mieliśmy niedawno do czynienia w Rumunii, jest prawdziwą anomalią.
Na przełomie stycznia i lutego na ulicach Bukaresztu i innych dużych rumuńskich miast doszło do największych protestów od czasów obalenia Nicolae Ceausescu w 1989 r. Jednorazowo protestowało nawet 600 tys. ludzi. Demonstracje miały ostrze antyrządowe, a w światowych mediach przedstawiano je jako społeczny bunt przeciwko skorumpowanej, postkomunistycznej władzy, która uchwaliła ustawę pozwalającą na oczyszczenie z zarzutów tysięcy łapówkarzy.