W trakcie czwartkowej sesji krajowe indeksy poruszały się zgodnie z kierunkiem wyznaczonym przez zagraniczne rynki akcji, na których zdecydowanie więcej mieli do powiedzenia sprzedający. WIG20 finiszował 1,4 proc. pod kreską, a WIG poszedł w dół o ponad 1,3 proc.

Notowania na europejskich i azjatyckich giełdach ustawiła najgorsza od ponad dwóch lat sesja za oceanem. Przypomnijmy, główny wskaźnik amerykańskiej giełdy S&P500 poszedł w dół o ponad 4 proc., schodząc poniżej poziomu  4 tys. pkt, w oczekiwaniu na bardziej zdecydowane działania Fedu w celu opanowania inflacji. To była najsłabsza sesja za oceanem od dwóch lat. Co więcej, pierwsze godziny kolejnej sesji  przyniosła kontynuację spadków, choć przecena nie była już tak dotkliwa dla portfeli inwestorów. 

W Warszawie wyprzedaż najmocniej odczuli posiadacze akcji dużych spółek z WIG20, z których większość znalazła się na celowniku sprzedających. Biorąc pod uwagę zasięg czwartkowych spadków negatywnie wyróżniły się walory spółek odzieżowych i banków. Nie pomogły nawet lepsze od oczekiwanych wyniki kwartale PKO BP.

Negatywnym nastrojom natomiast oparły się akcje PGNiG, wypracowując całkiem okazałą, bo prawie 5 proc. zwyżkę. Inwestorzy docenili efektowna poprawę wyników finansowych spółki, która dzięki wysokim cenom gazu w I kwartale zarobiła na czysto ponad 4 mld zł. Mimo spadkowego początku notowań na solidne plusy zostały wyciągnie te papiery KGHM i JSW.

Chętnie pozbywano się również akcji małych i średnich spółek. W efekcie zdecydowana większość firm z szerokiego rynku akcji zakończyła notowania pod kreską. Najmocniej ucierpiały akcje Answear.com, które zanurkowały o ponad 16 proc. Spółka rozczarowała inwestorów wynikami , notując stratę netto za I kwartał br.

Ostatnie, bardzo burzliwe tygodnie na giełdach pokazały, że posiadacze akcji nie mogą się czuć zbyt pewnie, bo coraz więcej zaczyna przemawiać za tym, że największy rynek akcji jest już o krok od bessy. Tyle, że może ona być inna niż poprzednie, bo zdaniem ekspertów tym razem rynki akcji nie będą mogły liczyć na amerykański bank centralny w celu ustabilizowania sytuacji, ponieważ ten  będzie pochłonięty walką z inflacją. To oznacza, że nadchodząca bessa może potrwać dłużej i wyrządzić większe szkody w portfelach inwestorów.