W poniedziałkowym „Parkiecie" zarządzający funduszami postawili tezę, że WIG ma szansę urosnąć w tym roku jeszcze o około 8 proc. i osiągnąć rekordowy poziom z lipca 2007 r. Jednym z założeń przyjętych przy formułowaniu prognoz było pojawienie się napływów do funduszy akcji polskich, dzięki którym segment małych i średnich spółek nadrobiłby tegoroczny dystans dzielący go od blue chips.
Niekoniecznie „misie"
Czy rzeczywiście napływy do funduszy „misiów" są konieczne, żeby na GPW wróciła hossa? W tym roku fundusze kupiły na GPW akcje o wartości około 600 mln zł, choć wartość napływów do funduszy akcji małych spółek była zdecydowanie niższa.
– Szacując wartość zakupów akcji na GPW przez fundusze inwestycyjne, biorę pod uwagę wpłaty netto do funduszy akcji polskich szerokiego rynku oraz małych i średnich spółek, funduszy zrównoważonych, stabilnego wzrostu i innych mieszanych, a także absolutnej stopy zwrotu – wymienia Maciej Marcinowski, analityk Trigon DM. – W przypadku funduszy akcji zakładam, że około 90 proc. wpłat netto przekłada się na zakupy akcji, dla funduszy zrównoważonych – 50 proc., a dla pozostałych 25 proc. – precyzuje.
Skąd taka, a nie inna metodologia? – Nie tylko fundusze akcji inwestują na GPW. W ostatnich latach bardzo duże napływy do funduszy absolutnej stopy zwrotu z powodzeniem zrównoważyły negatywny wpływ na notowania małych spółek odpływów z funduszy akcji polskich – zwraca uwagę Marcinowski. – Zarządzający funduszami powtarzają, że potrzebne są napływy do funduszy „misiów", żeby dźwignąć sWIG80, i w pewnym sensie mają rację – jeżeli zarządzający funduszem małych spółek dostaje wpłaty od klientów, musi za nie kupić akcje. W przypadku pozostałych grup funduszy przełożenie nie jest takie jednoznaczne, ale również istnieje – wyjaśnia analityk.