Vistal Gdynia w restrukturyzacji na przełomie marca i lutego powrócił do łask inwestorów, kurs wzrósł o 150 proc., do 2,74 zł (obecny kurs to 2,1 zł), chociaż firma nie publikowała przełomowych raportów, a sprawozdanie roczne ukaże się dopiero 26 kwietnia. Co więcej, kluczowe dla Vistalu głosowanie wierzycieli dotyczące układu było oczekiwane pod koniec zeszłego roku, tymczasem kończy się I kwartał i cisza...
Do notowań nie chcę się odnosić. Zacznę od tego, że moim zadaniem jako zarządcy jest doprowadzenie do tego, by wierzyciele zatwierdzili układ. Musimy przekonać wierzycieli, że to, co zrobiliśmy w spółce w ostatnich kilkunastu miesiącach, jest solidnym fundamentem dalszego rozwoju.
Kiedy odbędzie się głosowanie wierzycieli? Wolałbym nie deklarować terminu, ale myślę, że mówimy o nieodległej przyszłości, porównując sytuację do meczu koszykarskiego, wchodzimy w czwartą kwartę. Ponad rok od otwarcia procesu do głosowania to w zasadzie standard. Trzeba sobie zdawać sprawę ze skali i stopnia skomplikowania. Restrukturyzacją objęta jest grupa złożona z kilkunastu podmiotów, która w 2016 r. miała niemal pół miliarda złotych przychodów i miała kilkanaście podmiotów zależnych – a wobec nich też prowadzone są działania. Niedawno w spółce zależnej Vistal Pref układ został zawarty po 14 miesiącach.
Termin zgromadzenia wierzycieli w samym Vistalu nie jest zależny ode mnie. Trzeba to dobrze przygotować, wierzyciele i spółka muszą uzgodnić, jakie są wzajemne ekspozycje, a wiadomo, że projekty budowlane są skomplikowane.
Czy to oznacza, że są problemy z osiągnięciem porozumienia z jakimiś wierzycielami?
Nie ma istotnych sporów. Przy takiej skali, jaką prowadził Vistal, to naturalne, że zabiera to tyle czasu. Trzeba te kwestie poukładać, żeby samo głosowanie nad przyjęciem układu przebiegło sprawnie.
Jak radzi sobie firma, będąc w restrukturyzacji?
Restrukturyzacja to z jednej strony ograniczenia, a z drugiej udogodnienia. Obecnie bazujemy na krótkoterminowych umowach. Zawarcie układu z wierzycielami otworzy nam drogę do pozyskania i realizacji długoterminowych kontraktów o wyższej wartości.
Proces restrukturyzacji oznacza, że możemy łatwiej wypowiadać umowy – dzięki temu pozbyliśmy się garbu w postaci nierentownych, długoterminowych kontraktów. Paradoksalnie dziś sytuacja Vistalu może być znacznie lepsza niż „zdrowych" przedsiębiorstw z ekspozycją na rynek infrastruktury. Oczywiście odstąpienie od kontraktów nie jest zupełnie bezbolesne dla spółki, ale w normalnym trybie nie byłoby to w ogóle możliwe. Zobowiązania z tytułu wypowiedzianych umów będą przedmiotem układu.
Z chwilą otwarcia procesu spółka jest odcięta od zewnętrznego finansowania, może liczyć najwyżej na kredyt kupiecki. Kluczem do sukcesu jest więc posiadanie kapitału obrotowego. Zdołaliśmy zebrać taki kapitał, na koniec III kwartału ub.r. mieliśmy około 19 mln zł środków pozyskanych z dezinwestycji, m.in. sprzedaży Nabrzeża Węgierskiego, wdrożenia działań restrukturyzacyjnych oraz ściągnięcia należności od kontrahentów. To znaczna kwota, która pozwala prowadzić działalność i zbudować potencjał pozwalający spółce nabrać rozpędu po tym, jak wierzyciele przyjmą układ.
Przed wpadnięciem w kłopoty Vistal prowadził działalność na bardzo wielu frontach. Na czym dziś skupia się firma?
To właśnie zbyt szybka i szeroka ekspansja doprowadziła Vistal do kłopotów – spółka straciła płynność. Firma wróciła do korzeni – budowy i montażu stalowych mostów w kraju i na rynkach skandynawskich. Szczególnie kompetencje w zakresie montażu są siłą i przewagą konkurencyjną. Jesienią sprawnie, i szybciej niż wszyscy sądzili, zainstalowaliśmy 150-tonową kładkę nad autostradą A1, teraz realizujemy kontrakt na Islandii.
Do momentu przegłosowania układu będziemy się koncentrować na mostach, mamy jednak opcję rozszerzenia działalności o offshore (m.in. konstrukcje dla przemysłu wydobywczego czy morskich elektrowni wiatrowych – red.) czy energetykę wiatrową.
Pozyskujemy kontrakty kilkumiesięczne, „przyjazne" pod względem kapitału obrotowego – tzn. gdzie są zaliczki i comiesięczne fakturowanie. To zmniejsza nasze ryzyko w zakresie płynności i kosztów, cen materiałów.
Po trzech kwartałach Vistal miał 49 mln zł przychodów, prawie 4 mln zł zysku brutto ze sprzedaży i ponad 30 mln zł straty netto. W planie restrukturyzacyjnym założył pan, że w całym roku spółka wypracuje sprzedaż rzędu 52–71 mln zł, a w przyszłym 144–166 mln zł, co pozwoliłoby już odzyskać rentowność operacyjną i netto. Plan powstał w lutym 2017 r. Jak dziś ocenia pan przytoczone tam szacunki?
To nie są oczywiście prognozy, tylko zarysowanie potencjału. Znamy wyniki po trzech kwartałach, raport roczny ukaże się w kwietniu. Jak faktycznie będą wyglądać kolejne lata, to zależy od wierzycieli. Mogę tylko powiedzieć, że Vistal jest gotowy do skoku. Pierwszy krok, zahamowanie negatywnych zjawisk, jest za nami. Spółka jest wyczyszczona z zaszłości, ma potencjał – buduje mosty, ma opcję wejścia w kolejne segmenty.
Myślę, że skoro wygospodarowaliśmy większe niż zaplanowane środki obrotowe, wierzyciele będą przychylni zawarciu układu, ponieważ nie potrzebujemy w tej chwili zewnętrznego wsparcia finansowego i w pierwszym okresie po zatwierdzeniu układu też nie.
Jednak kiedy w połowie zeszłego roku sąd zatwierdził plan restrukturyzacji, zobowiązał was do znalezienia inwestora. Znane są przypadki wchodzenia agend państwowych do akcjonariatów spółek. Myślicie o czymś takim?
Do procesu poszukiwania inwestora zatrudniliśmy KPMG i to wszystko, co na ten temat mogę dziś powiedzieć.
Sławomir Bohdziewicz od 2002 r. prowadzi działalność konsultingową w zakresie restrukturyzacji firm. Zarządcą Vistalu Gdynia został w 2017 r. Sąd zatwierdził przygotowany przez niego plan restrukturyzacji w połowie ub.r. Przyszłość spółki zależy od przyjęcia układu przez wierzycieli – w grę wchodzi częściowe umorzenie zadłużenia i konwersja na akcje.