Obawy przed wchodzeniem świata w recesję, skutkami dalszego zaostrzania polityki pieniężnej oraz pogłębianiem się kryzysu energetycznego – to tematy, które pod koniec lipca najbardziej zaprzątają głowę ankietowanym przez nas specjalistom. Przedstawiciele krajowych instytucji finansowych już trzeci raz przygotowali dla nas najważniejsze wykresy, które podsumowują sytuację na rynkach i perspektywy na najbliższe miesiące. W drugim kwartale Stany Zjednoczone znalazły się w technicznej recesji, a niepokojące są także sygnały dla polskiej gospodarki.

Pocieszać może jednak, że z analiz specjalistów wynika, że w scenariuszu bazowym inflacja osiągnie szczyt jeszcze w tym kwartale. Jednak niektóre sygnały wskazują, że istnieje pewne ryzyko czarnego scenariusza stagflacji. Innym korzystnym skutkiem recesji może być przejście banków centralnych do obniżania stóp procentowych.

Wiele będzie zależało od dalszego przebiegu kryzysu gazowego. Rosja jest jeszcze bardziej uzależniona od europejskich odbiorców gazu niż oni od niej, a to daje nadzieje, że na Kremlu nie zapadnie decyzja o zakręceniu kurka. Jednak już nawet dotychczasowe zwyżki cen surowców energetycznych sprawiają, że konsekwencje dla gospodarek będą bolesne.

Przyjrzyjmy się 13 wykresom, na które zwracają uwagę krajowi finansiści, ekonomiści, analitycy i zarządzający aktywami.

RYNKI/ŚWIAT

Recesja nieunikniona, ale to nie musi szkodzić giełdom

IMichał Stajniak, analityk XTB

Czwartkowy odczyt amerykańskiego PKB pokazał drugi z rzędu spadek kwartał do kwartału, co wypełnia definicję recesji, nawet mimo tego, że rok do roku największa gospodarka świata wciąż rosła. Jak zauważa Michał Stajniak z firmy brokerskiej XTB, na początku lipca w USA odwróciła się krzywa rentowności (wcześniej chwilowo doszło do tego w kwietniu), co jest niezwykle wiarygodnym sygnałem zbliżania się recesji.

– Różnica w rentownościach 10- i 2-latek zeszła najgłębiej poniżej zera od pęknięcia bańki dotcomów – zauważa specjalista.

Autopromocja
Wyjątkowa okazja

Roczny dostęp do treści parkiet.com za pół ceny

KUP TERAZ

Jego zdaniem to wskazuje, że obecny kryzys może być bardzo podobny do tego z początku bieżącego tysiąclecia. Choć recesja zwykle nie wróży niczego dobrego dla rynków akcji, to jednak jeśli wystąpi ona szybko, może obniżyć inflację. Jak ocenia Stajniak, wówczas banki centralne musiałyby przejść do obniżek stóp procentowych, a to otwierałoby drogę do ożywienia na giełdach.

RYNKI/ŚWIAT

Rynek obstawia, że Fed zmięknie

Ignacy Budkiewicz, analityk BM BNP Paribas BP

Gołębi zwrot w polityce banków może być bliżej, niż się wydaje. W kończącym się tygodniu decydenci z Fedu jednogłośnie zdecydowali o 75-punktowej podwyżce do przedziału 2,25–2,5 proc. Co więcej, z wykresu kropkowego wynika zapowiedź dalszych podwyżek do 3,4 proc. na koniec 2022 r. i 3,75 proc. na koniec 2023 r.

Jak jednak zauważa Ignacy Budkiewicz z BM BNP Paribas Banku Polska, inwestorzy zaczęli obstawiać, że Fed zmięknie. Notowania kontraktów futures na główną stopę Fedu wskazują na oczekiwania, że na koniec bieżącego roku sięgnie ona 3,3 proc., jednak w przyszłym roku spadnie do 2,8 proc., a przed końcem 2024 r. do 2,4 proc. – Rynek oczekuje dużo mniejszej skali zaostrzenia polityki pieniężnej w USA, niż sugerowałyby zapowiedzi decydentów z Fedu – zauważa Budkiewicz.

POLITYKA GOSPODARCZA/ŚWIAT

Fed nie pomoże w spowolnieniu

Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB

Oczekiwania łagodzenia polityki Fedu w przyszłym roku nie zmieniają jednak sytuacji, w której u progu recesji stopy procentowe nadal rosną. Zdaniem Przemysława Kwietnia z XTB to oznacza o wiele gorszą sytuację w porównaniu z kryzysem z 2008 r., gdy Fed mógł łagodzić politykę, reagując na spowolnienie. – Teraz mamy spowolnienie, a Fed nadal drastycznie podnosi stopy – zauważa ekonomista.

Jak dodaje, Powell ma rację, mówiąc, że spowolnienie jest konieczne, aby opanować inflację. Jednak wszystko wskazuje, że ten proces będzie długi i nieprzyjemny, winowajcą jest właśnie Fed, który był niechętny zaostrzaniu polityki, kiedy jeszcze był na to czas.

RYNKI/ŚWIAT

Krajobraz po pęknięciu bańki na długu

Piotr Żółkiewicz, zarządzający Zolkiewicz & Partners

Zaostrzanie polityki pieniężnej sprawia, że recesja staje się nie do uniknięcia. Według firmy inwestycyjnej Schwab w USA cykl zaostrzania polityki nie skończył się recesją tylko dwa razy – w latach 1984 i 1994. Tymczasem dla inwestorów najbardziej bolesną konsekwencją spóźnienia się Fedu z przeciwdziałaniem inflacji jest ogólnoświatowa wyprzedaż obligacji.

Obliczany przez Deutsche Bank globalny indeks obrazujący zachowanie 10-letnich obligacji rządowych ma za sobą najgorsze półrocze od 1788 r. Jak zauważa Piotr Żółkiewicz z funduszu Zolkiewicz & Partners, to oznacza, w przeszłość odeszło powszechne występowanie ujemnych rentowności. – Wzrost inflacji i stóp procentowych spowodował pęknięcie największej w historii bańki na obligacjach – komentuje.

W czerwcu zaledwie 1 proc. obligacji korporacyjnych w strefie euro było notowanych przy ujemnych rentownościach. Ich łączna kapitalizacja spadła z 950 mld euro jeszcze na koniec 2021 r. do 37 mld euro obecnie. W przypadku obligacji rządowych w strefie euro ujemną rentowność ma już mniej niż 10 proc. papierów. Najbardziej drastycznym przykładem jest 80-procentowy spadek w ostatnich kilku miesiącach notowań 100-letnich obligacji rządowych, które Austria wypuściła na rynek w 2020 r.

– To zrozumiałe, że widząc rosnące do 2021 r. wykresy funduszy obligacji, klienci lokowali w nich pieniądze, ale winą mediów i instytucji finansowych jest, że nie biły na alarm. Ujemne wieloletnie rentowności długu nie miały sensu ani przez moment, nawet w środowisku niskich stóp procentowych – ocenia Żółkiewicz.

POLITYKA GOSPODARCZA/ŚWIAT

Fed nie ma wyboru. Musi podnosić stopy

Piotr Popławski, ekonomista ING Banku Śląskiego

Spośród głównych banków najmniejsze pole manewru ma Fed. Jak tłumaczy Piotr Popławski z ING Banku Śląskiego, kondycja amerykańskiej gospodarki jest i tak bardzo dobra na tle innych państw rozwiniętych. Choć nastroje gospodarstw domowych się pogarszają, a USA znalazły się w technicznej recesji, to wciąż wyróżniają się m.in. solidnym rynkiem pracy.

– Na bezrobotnego za oceanem przypadają blisko dwie oferty pracy, a firmy, nie mogąc zapełnić etatów, muszą podnosić płace – zauważa ekonomista.

Jak dodaje, wysoki nawis ofert pracy sugeruje, że spowolnienie wzrostu powinno mieć ograniczony wpływ na zatrudnienie w USA, a więc i na dynamikę płac. To powinno zmusić Fed do skupienia się na walce z inflacją. Ceny konsumenckie rosną najszybciej od 40 lat, a za inflacją w dużym stopniu stoi popyt wewnętrzny (widać to np. po wysokich cenach usług).

– Dlatego Rezerwa Federalna prawdopodobnie jeszcze w tym roku podniesie stopy procentowe do ponad 3 proc. i będzie kontynuować redukcję swojego bilansu – przewiduje Popławski.

MAKROEKONOMIA/ŚWIAT

O polityce EBC zdecyduje kryzys energetyczny

Arkadiusz Balcerowski, ekonomista mBanku

Mimo podobnych odczytów inflacji zupełnie inaczej wyglądają jednak problemy strefy euro, a to sprawia, że EBC na razie reaguje inaczej niż Fed. Jak jednak zauważa Arkadiusz Balcerowski z mBanku, docelowo kierunek zmian stóp w Europie będzie taki sam jak i za oceanem. O ile w USA wraz ze spadkiem aktywności gospodarczej rynek wycenia stopniowe obniżki kosztu pieniądza aż do 2025 r., o tyle w przypadku strefy euro takiego łagodzenia polityki nie będzie można się spodziewać.

– Łagodzenie polityki pieniężnej przez EBC będzie nawet w czasie recesji skromne, a po 2025 r. stopy procentowe będą do końca dekady rosły po obu stronach Atlantyku – zapowiada ekonomista. Jego zdaniem spora w tym zasługa transformacji energetycznej, która przejściowo podbije ceny energii (w kolejnej dekadzie energia będzie najpewniej tańsza). Droga energia będzie wymuszać w tej dekadzie utrzymywanie wyższych stóp procentowych.

– Fakt, że w strefie euro nie wyceniamy obecnie zauważalnych obniżek stóp w 2023 r., wynika nie tylko z faktu, że EBC był do tej pory mniej jastrzębi niż Fed, ale także za sprawą znacznie większej podatności Europy na negatywne skutki szoku energetycznego – zauważa Balcerowski.

MAKROEKONOMIA/ŚWIAT

Zakręcenie kurka nieopłacalne dla Rosji

Adam Łukojć, zarządzający TFI Allianz

Choć część Europy boi się odcięcia od rosyjskiego gazu, to sytuacja związana z kryzysem gazowym wcale nie musi być tak zła, jak mogłoby wynikać z alarmujących nagłówków w mediach. Jak przyznaje Adam Łukojć z TFI Allianz, ekonomiści szacują, że całkowite zakręcenie kurków może kosztować niektóre kraje Starego Kontynentu kilka procent PKB.

– To prawda, że wysokie ceny energii już szkodzą europejskim gospodarkom, jednak najbardziej alarmistyczne prognozy należy być może zaliczyć raczej do rosyjskiej propagandy – ocenia zarządzający.

Jego zdaniem przy budowaniu scenariuszy warto jednak popatrzeć nie tylko od strony kupującego, ale także sprzedającego. Rosja pod względem dywersyfikacji kierunków eksportu gazu jest dużo mniej zdywersyfikowana niż Europa pod względem źródeł jego importu. W 2020 r. klienci z Azji odpowiadali jedynie za 12 proc. zagranicznej sprzedaży rosyjskiego surowca. Tymczasem nie istnieją techniczne możliwości, żeby tym klientom sprzedać gaz, który nie popłynie do Europy. Gaz do Azji płynie z innych pól i innymi gazociągami, więc odcinając Europę od gazu, Rosja straciłaby klientów na 88 proc. swojej produkcji.

– Nawet jeśli nadal sprzedawałaby gaz Białorusi, Kazachstanowi i paru innym krajom Azji Środkowej, to wciąż około 70 proc. gazu, głównego produktu rosyjskiej gospodarki, musiałoby zostać spalone na miejscu. Gaz to broń, której użycie spowodowałoby więcej szkody agresorowi niż ofiarom – podsumowuje Łukojć.

MAKROEKONOMIA/POLSKA

Kryzys gazowy każe oczekiwać jeszcze wyższej inflacji

Adrian Apanel, zarządzający portfelami w DM BOŚ

Jednak fakt, że Rosji nie opłacałoby się całkowicie zakręcać kurka z gazem, nie zmienia tego, że utrzymujące się wysokie ceny będą ze sobą niosły poważne skutki gospodarcze. Jak zauważa Adrian Apanel z DM BOŚ, za sprawą szantażu gazowego Rosji i wzmożonego popytu na surowiec w innych częściach świata ceny gazu na warszawskiej giełdzie TGE i na giełdach europejskich rosną dynamicznie już od połowy czerwca.

– Po stabilizacji cen w okolicach 400 zł/MWh w maju i w pierwszej połowie czerwca, w zaledwie półtora miesiąca cena w transakcjach natychmiastowych wzrosła o ponad 260 proc., sięgając w środę 1035,75 zł/MWh – zauważa zarządzający.

Gazprom pod różnymi pretekstami ogranicza przesył surowca do Europy, a całkowite zakręcenie kurka Nord Stream 1 jesienią powoli staje się scenariuszem bazowym. Zdaniem Apanela problem z ceną i dostępnością gazu uderzy w kondycję gospodarek unijnych. Nawet mimo osiągnięcia porozumienia w sprawie dobrowolnego zmniejszenia zużycia gazu o 15 proc. od sierpnia 2022 do końca marca 2023 r. perspektywy spadku cen błękitnego surowca są nikłe.

– Potencjalny kryzys gazowy oznacza nie tylko spowolnienie gospodarcze, ale i – w scenariuszu stagflacji – wyższe odczyty inflacyjne. To może jednak oznaczać konieczność dalszych podwyżek stóp procentowych – ostrzega specjalista DM BOŚ.

MAKROEKONOMIA/POLSKA

Tak inflacja rozlewa się po gospodarce

Kamil Pastor, ekonomista PKO BP

Tymczasem jeszcze tylko niewielkiego potencjału wzrostu inflacji spodziewają się ekonomiści PKO BP, według których jej szczyt przypadnie na trzeci kwartał. Wykres prezentowany przez Kamila Pastora pokazuje, jak doszło do tego, że dzisiaj wzrost cen stanowi taki problem. Pokazuje on rozkład zmian cen na poziomie 263 najbardziej szczegółowych kategorii koszyka inflacyjnego.

– Uwzględniamy tu m.in. takie kategorie, jak „płatki śniadaniowe”, „obuwie dziecięce” czy „sprzęt sportowy”. Im wyższa jest wysokość „górki”, tym więcej kategorii produktów drożało w tempie widocznym na osi poziomej – tłumaczy ekonomista.

Jak zauważa, przez większą część czasu najwięcej kategorii drożało w tempie około 2,5 proc. (na wykresie wyraźnie zaznaczona górka), a więc procesy cenowe były relatywnie zakotwiczone. Jednak już w okresie tuż przed pandemią część kategorii zaczęła drożeć nieco szybciej, co wskazuje na rosnącą już wtedy presję popytową w gospodarce.

Sytuacja pogorszyła się w okresie pandemii, w związku z szokami cenowymi i rozchwianiem cen w niektórych kategoriach – na wykresie pojawiły się „minigórki” po prawej stronie. Począwszy od trzeciego kwartału 2021 r. obserwujemy już szerokie rozlewanie się wzrostu cen paliw, energii i komponentów przemysłowych na zdecydowaną większość pozostałych kategorii.

– Na wykresie „górka” przeszła w „płaskowyż”, a to pokazuje, jak szeroko sięga problem z inflacją – zauważa Pastor.

RYNKI/POLSKA

Złoty stoi przed kluczowym testem

Sobiesław Kozłowski, szef działu analiz i doradztwa Noble Securities

Problem inflacji jeszcze bardziej pogłębić może osłabienie złotego. Jak zauważa Sobiesław Kozłowski z Noble Securities, notowania dolara w złotym testują najwyższy poziom w historii, odnotowany w październiku 2000 r. Argumenty fundamentalne przemawiające za osłabieniem złotego, walut w regionie czy euro są powszechnie znane.

– To teoretycznie powinno sprzyjać pozytywnemu zaskoczeniu i umocnieniu złotego, jednak na razie widoczna jest postępująca słabość – komentuje specjalista.

Jak wylicza, stopy procentowe w USA rosną, i to silniej niż w strefie euro, a banki centralne dążą do ograniczenia sum bilansowych. Do tego utrzymuje się globalna awersja do ryzyka i postępuje schłodzenie na wskaźnikach wyprzedzających (PMI, ISM, ESI czy Conference Board). Jednocześnie na umocnienie złotego nie pozwalają czynniki lokalne – wojna rosyjsko-ukraińska, ryzyko szantażu gazowego, brak środków z KPO czy obawy o kosztowne obietnice wyborcze w Polsce.

– Z punktu widzenia analizy technicznej przełamanie silnego oporu otwierałoby przestrzeń do znaczącego osłabienia złotego. Tymczasem już teraz indeksy giełdowe takie jak wyrażony w dolarze WIG20 czy MSCI Poland są o krok od zejścia poniżej dołka z 2009 r., a to ważne o tyle, że to inwestorzy zagraniczni generują większość obrotów na spółkach z WIG20 – komentuje Kozłowski.

MAKROEKONOMIA/POLSKA

Wyhamowanie dochodów wróży recesję

Marcin Mrowiec, ekonomista niezależny

Obawami napawać może dalszy potencjał do pogorszenia koniunktury gospodarczej. Zdaniem dr. Marcina Mrowca realny wzrost dochodów ludności spowolni praktycznie do zera, a to uderzy w konsumpcję prywatną i w PKB, dla którego ma ona kluczowe znaczenie.

– Aby móc liczyć na dodatnią dynamikę konsumpcji prywatnej, dochody muszą rosnąć w ujęciu realnym. Jednak potężne przyspieszenie inflacji (sporządzona przez NBP oficjalna projekcja CPI zakłada 14,2 proc. w skali roku w 2022 r. oraz 12,3 proc. w roku przyszłym) oznacza wyraźną erozję realnej dynamiki wynagrodzeń – ostrzega ekonomista.

O ile w tym roku obserwujemy realizację popytu odłożonego w czasie pandemii i z efektami bazy statystycznej mocno podbijającymi dynamiki wzrostu, o tyle perspektywy na kolejne kwartały są znacznie gorsze. W 2023 r. dochody mogą nie dogonić inflacji, a w nastroje konsumenckie i w dochody rozporządzalne uderzą obawy o dostępność i ceny gazu, prądu i żywności. To jego zdaniem przekłada się na poważne ryzyko ujemnej realnej dynamiki konsumpcji prywatnej, a to grozi poważną recesją.

– Rynki zdają się jeszcze nie w pełni doceniać ten czynnik. Co gorsza, taki scenariusz oznaczałby ryzyko jeszcze dalej idącego osłabienia naszej waluty, ze wszelkimi konsekwencjami zarówno dla inflacji, jak i dla sektora bankowego i finansów publicznych – ostrzega Marcin Mrowiec.

MAKROEKONOMIA/ŚWIAT

Nastroje europejskich konsumentów jeszcze nigdy nie były tak złe

Wojciech Białek, analityk TMS Brokers

Pogarszanie się nastrojów konsumentów to jednak nie tylko polska specyfika. Jak zauważa Wojciech Białek z TMS Brokers, konsumenci z krajów strefy euro nie byli nastawieni tak pesymistycznie jak obecnie od ponad pokolenia. Wartość publikowanego przez Komisję Europejską wskaźnika nastrojów konsumentów w unii walutowej spadła w lipcu najniżej w swej sięgającej 1985 r. historii, sięgając minus 27 punktów.

– Najpierw pandemia covidu, a obecnie militarna agresja Rosji na Ukrainę i związane z nią obawy o bilans energetyczny krajów europejskich zimą ewidentnie bardzo mocno uderzyły w nastroje mieszkańców strefy euro – komentuje Białek.

Jak dodaje, gorsze od oczekiwań ekonomistów były czerwcowe odczyty wskaźników nastrojów w gospodarce, nastrojów producentów oraz nastrojów w usługach, jednak wszystkie one utrzymują się wyżej niż wskaźnik nastrojów konsumentów.

MAKROEKONOMIA/ŚWIAT

Chiński konsument leży na deskach

Tomasz Tarczyński, prezes zarządu Opoki TFI

Co ciekawe, równie złe są nastroje konsumentów po drugiej stronie globu. Ich odczyt podany przez chiński urząd statystyczny również wypadł najgorzej w historii. Zdaniem Tomasza Tarczyńskiego musi być naprawdę źle, skoro ta nieciesząca się wśród inwestorów przesadną wiarygodnością instytucja wypuszcza aż tak złe dane.

– Po latach złorzeczenia Chinom przez wiecznych niedźwiedzi wygląda na to, że przynajmniej chiński konsument leży na deskach – komentuje prezes Opoki TFI. Jak jednak przyznaje, trudniej o jednoznaczne wnioski dla inwestorów. Można ten wykres interpretować dwojako – że jest tak źle, że gorzej nie będzie, albo że mamy do czynienia ze zmianą strukturalną, którą będzie ciążyła gospodarce Chin przez dłuższy okres.