Poniedziałek przynosi niewielkie zmiany na rynku walut i brak jednoznacznego kierunku na parach dolarowych. Wyróżnia się tylko turecka lira, która mocno zyskuje po informacjach o zniesieniu pandemicznych restrykcji. Zresztą pozostając przy koronawirusowym wątku to coraz większy niepokój rynków budzi sytuacja na Tajwanie, gdzie ostatnio stwierdzono (aż) 206 przypadków COVID i rosną obawy, co do wprowadzenia dalszych ograniczeń. Z kolei brytyjski premier Boris Johnson stwierdził w piątek wieczorem, że wprawdzie rosnąca liczba przypadków indyjskiej mutacji COVID na Wyspach jest niepokojąca, to władze na razie nie zamierzają opóźniać kolejnego etapu odmrażania gospodarki zaplanowanego na 14 czerwca. Dodał jednak, że niepewna może być data 21 czerwca, kiedy to miały zostać zniesione wszelkie restrykcje. W efekcie jeszcze w piątek po południu funt wymazał wcześniejszą słabość i nieco zyskał. W poniedziałek rano notowania GBPUSD pozostają przy 1,41. Uwagę zwraca trudna sytuacja wokół Irlandii Północnej, po tym jak David Frost nazwał uzgodnione wcześniej porozumienie z Unią Europejską za martwe i wezwał do nowego otwarcia w rozmowach.

Rentowności amerykańskich obligacji dalej spadają (dla 10-letnich papierów do 1,61 proc.), a indeksy na Wall Street pozostają blisko szczytów po zwyżkach z czwartku i piątku. Opublikowane w piątek słabsze dane nt. kwietniowej sprzedaży detalicznej i produkcji przemysłowej uznano za ważniejszy sygnał, niż kolejne niepokojące dane nt. inflacji (oczekiwania konsumentów). Niemniej wiele w temacie sentymentu mogą zadziałać dzisiejsze wystąpienia członków FED, w tym Richarda Claridy.

OKIEM ANALITYKA - stan zawieszenia

Schemat szklanki do połowy pustej jest znany i wygląda na to, że znów zaczyna być przerabiany. Od momentu publikacji fatalnych danych nt. inflacji CPI w środę, inwestorzy zdają się wynajdywać kolejne wytłumaczenia pozwalające zignorować to, co się wydarzyło. Osobiście nie uważam, że FED będzie teraz szedł w zaparte i negował potrzebę dyskusji na temat zmian w polityce monetarnej. Raczej decydenci będą otwarci na kolejne dane, zwłaszcza te z rynku pracy i dotyczące inflacji, co może oznaczać, że poważniejsze "trzęsienie ziemi" nadejdzie dopiero w czerwcu, jeżeli dane potwierdzą niepokojące tendencje. Tylko, czy rynek będzie w fazie ignorancji jeszcze przez parę tygodni. Wydaje się bardziej, że nowe trendy budują się na niepewności, a z taką niewątpliwie możemy mieć do czynienia...

Sporządził: Marek Rogalski – główny analityk walutowy DM BOŚ