Parkiet PLUS

Inwestorzy w letnich nastrojach

Tydzień na rynkach › Nie ma jednak gwarancji, że spokój potrwa do końca wakacji.

Roman Przasnyski główny analityk Gerda Broker

Liczne czynniki ryzyka straszące inwestorów w ostatnich tygodniach chwilowo uznane zostały najwyraźniej za mniej groźne, dając nieco odetchnąć. Nie ma jednak gwarancji, że spokój potrwa do końca wakacji.

Wall Street blisko rekordów

Amerykańscy inwestorzy, mając stosunkowo najmniej powodów do zmartwień, bez oporów korzystają z szans, jakie daje kupowanie akcji. Dynamicznie rosnąca gospodarka i znajdujące się w dobrej kondycji spółki sprzyjają kontynuacji hossy, nic więc dziwnego, że nowojorskie indeksy coraz śmielej zbliżają się do rekordowo wysokich poziomów. Co prawda S&P500 wyraźnie stracił w ostatnich dniach wzrostowy impet, ale do styczniowego szczytu brakuje mu zaledwie kilkunastu punktów, Nasdaq rekord także ma na wyciągnięcie ręki, a Dow Jones również nieźle sobie radzi. Niewielką poprawę nastrojów można było dostrzec na głównych parkietach europejskich. DAX w trakcie pierwszych czterech sesji minionego tygodnia zyskał co prawda tylko 0,5 proc., ale udało mu się utrzymać powyżej 12 600 punktów, co może stanowić pewną podstawę do optymizmu, szczególnie w przypadku, gdyby dolar miał się jeszcze umocnić.

Aprecjacja amerykańskiej waluty pozostaje za to nadal głównym czynnikiem ryzyka w przypadku rynków wschodzących. MSCI Emerging Markets zanotował symboliczny spadek, utrzymując się jednak w krótkookresowym trendzie bocznym. Sytuacja w tej grupie giełd była w ostatnich dniach dość zróżnicowana. Wzrostowe odreagowanie miało miejsce w Szanghaju, ale przebiegało dość nerwowo i osiągnęło niewielką, 1,5 proc. skalę. Na pozostałych parkietach azjatyckich także przeważały zwyżki. Wzrostową korektę kontynuował indeks w Stambule. Większość giełd naszego regionu zanotowała niewielkie spadki. Jedynie moskiewski RTS zaliczył ponad 4 proc. przecenę w reakcji na sankcje nałożone na Rosję. Spadki dominowały na giełdach Ameryki Południowej.

Bez fuzji lepiej

WIG20 wciąż trzyma się w pobliżu szczytów z połowy maja i końca lipca, wykazując przy tym wyraźnie względną siłę wobec wskaźnika rynków wschodzących. Takie zachowanie rokowałoby bardzo pomyślnie, gdyby nie marna aktywność handlu, niewskazująca na nadmierne zainteresowanie naszym rynkiem ze strony poważniejszego kapitału zagranicznego. Ale i tak nie ma co narzekać. Chwilowe zejście poniżej 2300 punktów z pierwszych dni sierpnia można traktować jako łagodną korektę sporej przecież zwyżki, trwającej przez niemal cały poprzedni miesiąc. Równowaga w segmencie dużych firm jest jednak wciąż dość krucha i opiera się na nastrojach w otoczeniu. Na szczęście warszawskie byki przymykają ostatnio oko na słabość rynków wschodzących, jak również na kapryśne zachowanie parkietu we Frankfurcie. Na dłuższą metę jednak nie będą raczej w stanie oprzeć się presji umacniającego się dolara i z tej strony należy wypatrywać głównego zagrożenia.

Można też powiedzieć, że utrzymanie pozycji zawdzięczają informacji o odstąpieniu od planów połączenia Pekao i Aliora, która przynajmniej w minioną środę zdecydowanie uchroniła WIG20 przed spadkiem. Tego dnia na dużym plusie były bowiem przede wszystkim akcje spółek bezpośrednio lub pośrednio zaangażowanych w ten plan. Największym wygranym okazał się Pekao SA, którego walory zyskały ponad 7 proc. W przypadku papierów Aliora radość była wyraźnie mniejsza, a w dodatku trwała tylko jeden dzień i już w czwartek została z nawiązką skorygowana. Warto również zwrócić uwagę na datujące się od połowy lipca bardzo silne zachowanie akcji PZU, które w tym czasie zyskały prawie 15 proc. Powoli odchodzi w niepamięć rozczarowanie decyzją o braku dywidendy w przypadku walorów PGNiG, a kurs papierów spółki wrócił do poziomu sprzed jej ogłoszenia. Ponad 20-proc. skalę odreagowania wcześniejszej przeceny wciąż utrzymują walory PKN Orlen, choć ruch w górę stracił impet i jego kontynuacja stoi pod znakiem zapytania.

W każdym razie WIG20 zatrzymał się w okolicach ważnego poziomu oporu i najbliższe dni powinny przynieść wskazówki w kwestii dalszego kierunku ruchu. Scenariusz udanej drugiej połowy roku wcale nie wydaje się być nadmiernie abstrakcyjny, o ile tylko otoczenie nie przeszkodzi, a spółki nie rozczarują wynikami.

Mozolnie następuje poprawa w segmencie średnich firm. mWIG40 w trakcie pierwszych czterech sesji minionego tygodnia zyskał co prawda zaledwie 1,1 proc., z czego 1 proc. przypadł na sesję środową, ale kilka pozytywnych sygnałów można dostrzec. Po pierwsze, wskaźnik zdołał pokonać niedawny lokalny szczyt. Po drugie, w ostatnich dniach wyraźnie zwiększył się wolumen obrotów, osiągając poziom najwyższy w tym roku, a trzeba pamiętać, że mamy wakacje, których wpływ widoczny jest nawet w przypadku aktywności handlu największymi spółkami. Po trzecie i może najważniejsze, część średniaków zaczyna raportować poprawę wyników lub wskazywać na lepsze perspektywy ich osiągania, co natychmiast jest dostrzegane przez inwestorów. Najbardziej spektakularny przypadek z ostatnich dni to oczywiście Kęty, których akcje w ciągu dwóch sesji zyskały ponad 13 proc., a niedawni sceptycy z nadzwyczajnym zapałem rzucili się do ich kupowania. Jeśli tego typu niespodzianek będzie się pojawiało więcej, także i w tym segmencie jest szansa na bardziej zdecydowaną poprawę. Hitem tygodnia okazał się jednak nieoczekiwany niemal 26-proc. skok notowań walorów CI Games, będący reakcją na zapowiedź kontynuacji prac nad kolejną częścią Snipera. Oby tego typu informacji było coraz więcej. Na razie bowiem mWIG40 oddalił się od istotnego wsparcia o niespełna 4 proc., a o większym optymizmie można by mówić jakieś 200–300 punktów wyżej.

Poprawy nastrojów wciąż nie widać w przypadku najmniejszych firm. Pierwsze, niepełne dwa tygodnie sierpnia przynoszą jak na razie spadek sWIG80 o nieco ponad 1 proc. Niewiele, ale wystarczy do ponownego popsucia obrazu rynku. Siedem sesji z rzędu powolnego jego osuwania się z pewnością nie motywuje do zaangażowania się po długiej stronie, mimo licznych opinii o atrakcyjności wycen akcji wielu firm. W tym segmencie niestety przeważały w ostatnich dniach informacje bardzo negatywne, wśród których wyróżniał się kuriozalny przypadek zaniedbań obowiązków dużych akcjonariuszy Krezusa, skutkujący zawieszeniem notowań oraz równie szokująca utrata umowy importerskiej przez British Automotive Holding, w wyniku czego kurs akcji dilera spadł o 57,5 proc.

Ropa w parterze, odreagowanie na miedzi

Kontynuacja lekkiej wzrostowej tendencji na rynku ropy naftowej zakończyła się w minioną środę przekraczającym 3 proc. tąpnięciem. W jego wyniku cena WTI zeszła poniżej 67 dolarów za baryłkę, a Brent staniała do około 72 dolarów. Tym samym pojawiające się tu i ówdzie prognozy o notowaniach mających sięgać 90 dolarów trzeba odłożyć na dalszą przyszłość. Tak mocny spadek można uznać za dość zaskakujący, biorąc pod uwagę rozpoczęcie obowiązywania amerykańskich sankcji nałożonych na Iran, wzrost importu ze strony Chin w lipcu oraz spadek zapasów surowca w USA. Co prawda informacja API o zmniejszeniu zapasów aż o 6 mln baryłek nie została potwierdzona przez EIA, która oszacowała ubytek na 1,35 mln baryłek i wskazała na spory wzrost zapasów benzyny i destylatów i tę rozbieżność uznaje się za powód do spadku notowań, ale to raczej pretekst niż powód do tak poważnej zniżki cen. Za uzasadnione można natomiast uznać obawy dotyczące osłabienia popytu w związku z narastającym napięciem między Stanami Zjednoczonymi a Chinami, którego konsekwencją mogą być zagrożenia dla globalnej koniunktury i handlu. Czy tak się stanie, trudno przewidzieć, w każdym razie układ na rynku ropy jest wyraźnie podażowy i można się spodziewać kontynuacji spadku notowań do poziomu wsparcia w okolicach 65 dolarów za baryłkę w przypadku WTI i 70 dolarów dla Brent. O ile środowy spadek może robić wrażenie, to bilans czterech pierwszych sesji minionego tygodnia już tak bardzo nie straszy, w ostatnim czasie tygodniowe zniżki bywały znacznie większe. Ponadto należy liczyć się z tym, że sytuacja może być dość dynamiczna, biorąc pod uwagę ewentualne działania Iranu, którego przedstawiciele sugerowali możliwość zakłócenia transportu ropy przez cieśninę Ormuz.

Obaw przed spowolnieniem gospodarczym nie było natomiast w ostatnich dniach widać w przypadku miedzi. Notowania kontraktów terminowych szły w górę, przebijając w czwartek na moment poziom 280 centów za funt. Ruch ten został jednak mocno skontrowany w ciągu dnia w związku ze sporym umocnieniem się dolara i można go traktować jedynie w kategoriach odreagowania niedawnej tendencji spadkowej. Perspektywy kontynuacji zwyżki są raczej ograniczone, a najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest w najlepszym razie stabilizacja na niskim poziomie. W krótkim terminie może on zostać zakłócony w związku z rozpoczęciem strajku w chilijskiej kopalni Escondida.

Notowania złota utrzymują się w „uporczywej", trwającej od połowy lipca konsolidacji w okolicach 1220 dolarów za uncję. Nastawienie wobec kruszcu jest słabe, a wspomniana stagnacja to efekt oczekiwania na rozwój sytuacji na rynku walutowym. Jeśli dolar będzie kontynuował aprecjację, złoto może jeszcze stanieć.


Wideo komentarz

Powiązane artykuły