Parkiet PLUS

Mija równo rok od początków covidowej przeceny. Co dalej?

W II połowie lutego 2020 r. indeksy zaczęły się osuwać. Od połowy marca rozpoczęły się wzrosty, które wywindowały wyceny wielu spółek do rekordowych poziomów.
Fotorzepa

Dwanaście miesięcy temu na rynki zaczęła napływać fala hiobowych wieści związanych z pandemią i zamykaniem gospodarek. Indeksy zaczęły się osuwać. WIG 19 lutego sięgał jeszcze 58 tys. pkt, ale potem było już tylko gorzej. Spadał, przebijając kolejne istotne wsparcia i psychologiczne poziomy: najpierw pękło 50 tys. pkt, a kilka dni później 40 tys. pkt. Aż do minimum zanotowanego 12 marca. Od tego czasu indeksy mocno poszły w górę, a katalizatorem wzrostów były informacje o opracowaniu szczepionek na Covid-19. Największe zwyżki w ostatnich kilkunastu miesiącach zanotowały indeksy zagraniczne (więcej w ramce obok).

Coraz ważniejsza selekcja

Aktualnie MSCI Poland wobec indeksu rynków wschodzących testuje historyczną słabość z końca października 2020 r.

– Branże, które mogą wspierać przełamanie tej słabości, to sektory zyskujące na globalnych trendach: wzroście notowań surowców czy poprawie nastawienia do aktywów zyskujących na inflacji – komentuje Sobiesław Kozłowski, dyrektor departamentu analiz i doradztwa Noble Securities. Dodaje, że oprócz tego kwitnie m.in. sektor asset management, domy maklerskie oraz, co może zaskakiwać, banki.

– Zerowe oprocentowanie lokat i inflacja konsumencka 2,7 proc. implikują realną utratę wartości i zachęcają do ochrony siły nabywczej oszczędności. Ostatecznie wzrost notowań surowców, w tym surowców naturalnych, zdaje się sprzyjać też spółkom z segmentu agro – uważa Kozłowski.

Również Michał Krajczewski, kierownik zespołu doradztwa inwestycyjnego BM BNP Paribas Bank Polska, podkreśla, że w obecnej sytuacji rynkowej należałoby się skupić na selektywnym podejściu sektorowym w przypadku polskich akcji, a niekoniecznie na tradycyjnym podziale duże vs średnie czy małe spółki.

– Z jednej strony WIG20, z uwagi na procykliczny charakter indeksu, powinien korzystać na otoczeniu odbijającej koniunktury i rosnących oczekiwań inflacyjnych. Z drugiej strony cały czas obserwujemy relatywną siłę mniejszych spółek i nie widzimy sygnałów do odwrócenia opisanego trendu – mówi Krajczewski. Jako preferowane sektory wskazuje głównie te cykliczne, czyli surowce, budownictwo oraz przemysł. Powinny one korzystać na poprawie sytuacji gospodarczej w kraju i na świecie.

– Widzimy na krajowym parkiecie także grono atrakcyjnych w długim terminie spółek wzrostowych z obszarów IT, sektora gier czy ochrony zdrowia. Natomiast po silnej hossie w tych obszarach, obecnie wzrosty mogą być bardziej selektywne i uzależnione od fundamentów i perspektyw poszczególnych spółek, a nie ogólnego podejścia inwestorów do branży – podsumowuje Krajczewski.

Rynki w ważnym momencie

Miniony rok był najgorszym w historii pod względem bankructw polskich przedsiębiorstw. W 2020 r. opublikowano informacje o 1293 niewypłacalnościach, to 32-proc. wzrost w stosunku do 2019 r. – szacuje Euler Hermes. Przestrzega, że w 2021 r. nastąpi kolejny znaczny wzrost niewypłacalności. Nie zmienia to faktu, że równocześnie powinniśmy obserwować ożywienie gospodarcze, a statystyki makro w zestawieniu z fatalną zeszłoroczną bazą powinny prezentować się lepiej.

Euforia inwestorów, obserwowana w szczególności za granicą, rodzi jednak pytanie, czy spodziewane ożywienie gospodarcze nie zostało już przez rynki kapitałowe zdyskontowane z nawiązką.

– Moim zdaniem po tak dużym i nieuzasadnionym fundamentalnie wzroście cen akcji pytanie powinno brzmieć: jakie akcje sprzedać, aby ograniczyć ekspozycje na rynek. W Polsce – tych spółek, w których Skarb Państwa może zwiększyć udział i wraz z innymi państwowymi podmiotami przejąć kontrolę po demontażu OFE oraz w spółkach wysoko wycenionych, a niepłacących dywidendy. To pora na ograniczenie ryzyka i zrealizowanie zysków, a nie czas nowych zakupów – uważa Marcin Materna, szef działu analiz Millennium DM. Wskazuje na obecne przekonanie inwestorów, że wszystkie aktywa mogą pójść tylko w górę (także obligacje, o czym świadczą napływy do bezpiecznych produktów inwestycyjnych), na abstrahowanie od możliwości wybuchu inflacji pomimo ogromnego transferu środków do ludności, czy na rekordowe napływy do TFI pomimo znacznego przewartościowania rynku. To wszystko może przemawiać za tym, że jesteśmy w schyłkowej fazie hossy.

– Obecnie bardziej bym się martwił zabezpieczeniem przed inflacją, i to w otoczeniu bardzo niskich stóp wzrostu PKB, niż utratą kilku procent potencjalnego zarobku na akcjach. Natomiast jeśli miałbym coś wybierać, to obstawiałbym surowce i spółki surowcowe (metale, surowce mineralne oraz rolne). Są one moim zdaniem lepszym zabezpieczeniem przed wzrostem cen niż akcje większości innych sektorów – mówi Materna. Niewykluczone są wzrosty tych firm podobnie jak w latach 2007/2009, kiedy po załamaniu się rynków duża część środków popłynęła właśnie w tym kierunku. Zdaniem Materny dodatkowo do portfela można dodać spółki e-commerce, mniejsze studia z sektora gier czy medyczne, ale jako niewielką część wszystkich inwestycji.

– Nie oszukujmy się: rynki są w trendach wzrostowych tylko dlatego, że Fed pompuje coraz to więcej środków w gospodarkę, pragnąc popchnąć ją do wzrostu. Przypomina to trochę strategię w kasynie, gdzie przegrywający cały czas zwiększa stawkę, licząc, że w końcu się odegra. W kasynie prędzej czy później kończą się pieniądze, Fed prędzej czy później ograniczy druk. I co wtedy zostanie? Gospodarki z ogromnymi długami, które nie będą w stanie nawet podwyższyć stóp – przestrzega Materna. Jeśli taki scenariusz się zmaterializuje, ratunkiem będzie silne ograniczenie wydatków budżetowych i/lub dalszy druk. – Kombinacja obu tych czynników przyspieszy inflację, ale jednocześnie negatywnie wpłynie na wzrost. I mamy gotowy przepis na wieloletnią stagflację – mówi analityk Millennium DM. Zastrzega, że oczywiście dalsze wzrosty na rynkach są możliwe, ale jego zdaniem będzie to kilka, kilkanaście procent, które będzie można zarobić przy odrobinie szczęścia, a nie rekompensuje to ryzyka, że pewnego miesiąca gwałtowna korekta stopi wartość portfeli o 30–40 proc. Wystarczy, że amerykańscy inwestorzy detaliczni wyjdą z domu i zaczną wydawać otrzymane od rządu pieniądze zamiast – jak obecnie – kupować nie tylko akcje, ale też opcje na akcje i kontrakty terminowe.

– Dodajmy do tego krajowy rynek, gdzie SP sięga po środki z OFE w warunkach, gdy dla dużej części ludzi przejście do ZUS jest po prostu korzystniejsze z punktu widzenia bezpieczeństwa i wartości emerytury. I mamy kompletny obraz „atrakcyjności" GPW w średnim terminie – podsumowuje Materna.

Zagranica | W USA rekordy, indeksy rynków wschodzących też coraz wyżej

WIG od lokalnego minimum z marca 2020 r. (37 tys. pkt) urósł o 59 proc. W ostatnich dniach oscyluje w okolicach 59 tys. pkt. Od historycznego szczytu z 23 stycznia 2018 r. dzieli go już tylko 15 proc. Na pierwszy rzut oka ta dynamika robi wrażenie. Ale jeśli spojrzymy szerzej, to zobaczymy, że rodzime indeksy od zeszłorocznego dołka urosły zdecydowanie mniej niż zagraniczne. Warszawa przegrywa niemal na każdym froncie. Zdecydowanie lepszą dynamiką mogą się pochwalić indeksy amerykańskie, które systematycznie wyznaczają nowe rekordy (zarówno S&P 500, jak Nasdaq czy Dow Jones). GPW odstaje też od rynków wschodzących oraz zachodnioeuropejskich. Dobrze widać to, gdy zestawimy warszawskie indeksy np. z niemieckim DAX-em, z którym historycznie nasze wskaźniki były dobrze skorelowane. Teraz wypadamy dużo gorzej, co widać szczególnie w przypadku WIG20. DAX wspina się coraz wyżej, kilka dni temu ustanowił maksimum, przekraczając pułap 14 tys. pkt. Tymczasem WIG20 od najwyższego punktu, zanotowanego u szczytu poprzedniej hossy w 2007 r., dzieli przepaść. Wtedy atakował 4 tys. pkt, a dziś ma problem z utrzymaniem ponad 2 tys. pkt.

Powiązane artykuły

© ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone
Źródło: PARKIET

×

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.