Giełda

Czy inwestorzy z USA znów przystąpią do „kupowania dołka”?

Poniedziałkowa sesja na rynkach akcji przynosi morze czerwieni. Spadki na europejskich parkietach były bardzo dotkliwe, natomiast w godzinach popołudniowych uwaga rynków kieruje się już na Wall Street. Pojawia się pytanie - czy ponownie będziemy świadkami scenariusza pod tytułem „buy the dip”?
Foto: Bloomberg

Obawy związane z bankructwem chińskiego dewelopera negatywnie wpłynęły na giełdowy sentyment i doprowadziły dziś do silnych spadków. Mówi się jednak, że problemy Evergrande były zaledwie jednym z katalizatorów, gdyż rynki już od pewnego czasu mierzyły się z kilkoma czynnikami ryzyka – wariantem Delta, dyskusją na temat tzw. taperingu, limitem zadłużenia w USA czy wreszcie astronomicznymi wycenami na rynkach akcji. Niektórzy wieszczą dużą korektę na Wall Street, przykładowo Morgan Stanley ostrzega przed cofnięciem przekraczającym nawet 20%. Z drugiej strony warto jednak pamiętać, że ta instytucja słynie akurat z niedźwiedziego tonu – nie tak dawno ich główny strateg ds. rynku akcji podniósł swoją prognozę dla indeksu S&P 500 na koniec 2021 roku z 3900 punktów do… 4000 punktów. Warto zatem mieć na uwadze, że część prognoz zawsze będzie skrajnie pesymistyczna.

Dziś rynek skupia się na pewnej kluczowej barierze, którą dla indeksu S&P 500 jest 50-dniowa średnia krocząca. W ciągu ostatniego roku indeks w zasadzie nie spadał poniżej tej średniej na dłużej niż 1-2 dni. Chcąc znaleźć mocniejszą przecenę, należy się cofnąć aż do października 2020 roku, gdy indeks spadł nawet lekko poniżej 100-dniowej średniej kroczącej. Jak dotąd przebieg dzisiejszej sesji za oceanem jest już lekko niepokojący, gdyż indeks zanurkował poniżej 50-dniowej średniej kroczącej i testowana jest właśnie 100-dniowa średnia krocząca – co dalej? Czy inwestorzy przystąpią do realizowania strategii „buy the dip” tak, jak to miało miejsce w ubiegłych miesiącach? Nadzieją wciąż może być sytuacja na rynku metali szlachetnych – ceny złota lekko zyskują, więc nie widać jest panicznej wyprzedaży wszystkich klas aktywów, tak jak ma to miejsce w trakcie największych panik giełdowych (wówczas sprzedawane jest praktycznie wszystko w związku z koniecznością uzupełnienia depozytów zabezpieczających tzw. margin call). Do zakończenia sesji w USA pozostały już niecałe 4 godziny – wyprzedaż jest kontynuowana i jak dotąd nie widać próby odbicia. Sytuację z pewnością warto jednak monitorować aż do zakończenia handlu.

Akcje ze Starego Kontynentu zakończyły dzień wyraźnie niżej. Część indeksów z Europy Zachodniej zanurkowała nawet o ponad 2%. Patrząc na GPW w Warszawie - WIG20 spadł o 2,59%, mWIG40 stracił 3,31%, a sWIG80 zakończył sesję 3,09% pod kreską.

Łukasz Pachucki

Dział Analiz XTB

lukasz.pachucki@xtb.com

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.