Zakończy się ona 26 stycznia, a dzień później spółka zadebiutuje na Euronext Amsterdam. Już kilka dni temu na rynek trafiły sygnały, że InPost nie ma problemów ze znalezieniem chętnych na akcje i że księga popytu została pokryta w całości. Według Bloomberga cena w ofercie będzie w górnej granicy przedziału wynoszącego 14–16 euro.

Implikuje to wartość całej spółki na ponad 30 mld zł, co zdaniem zarządzających z rodzimych funduszy jest wysoką wyceną. Podkreślali oni, że na nabycie InPostu nie zdecydowało się Allegro, które miało prawo pierwokupu. Jednocześnie oceniali, że mimo wysokiej ceny akcji InPostu można liczyć na powodzenie oferty wśród zagranicznych inwestorów. Nie brakowało też głosów, że można się spodziewać podobnego sukcesu jak przy debiucie Allegro (rekordowo duża oferta z wysoką redukcją zapisów i mocny wzrost notowań podczas pierwszej sesji).

Oferta InPostu obejmuje 175 mln papierów sprzedawanych przez dotychczasowych akcjonariuszy. Stanowią one 35 proc. kapitału. Spółka nie przeprowadza nowej emisji. InPost liczy jednak, że debiut na zagranicznej giełdzie pomoże mu w dalszej ekspansji paczkomatów (na koniec 2020 r. miał ich w sumie 12,3 tys., z czego 10,8 tys. w Polsce).

InPost był notowany na warszawskiej giełdzie. Najpierw grupa Rafała Brzoski radziła sobie bardzo dobrze, a jej notowania szły mocno w górę, ale potem popadła w problemy finansowe i wycena zaczęła topnieć. W 2017 r. AI Prime z grupy Adventu i Rafał Brzoska ogłosili wezwanie, a potem przymusowy wykup pozostałych akcji Integer.pl i InPostu, po czym spółki zostały wycofane z obrotu. Wtedy ich łączna wycena wynosiła 500 mln zł. W aktualnym IPO InPost jest wyceniany ponad 60 razy wyżej. kmk