REKLAMA
REKLAMA

Analizy

Inwestorzy zaczęli widzieć na horyzoncie koniec kwarantanny

Poniedziałkowe zwyżki na giełdach na całym świecie to wyraz wiary w to, że epidemia koronawirusa może zostać wkrótce pokonana. Optymizm może jednak później przegrać z pogarszającymi się danymi gospodarczymi.
Foto: AFP

Na globalnych giełdach czuć było w poniedziałek optymizm. Dane wskazujące na wolniejszą liczbę zachorowań na Covid-19 we Włoszech, Hiszpanii i Nowym Jorku dały inwestorom nadzieję, że pandemię koronawirusa da się opanować. Pod znakiem zwyżek upłynęła więc poniedziałkowa sesja w Azji. Japoński indeks Nikkei 225 wzrósł o 4,2 proc., a koreański KOSPI o 3,96 proc. Optymizmem szybko zaraziła się Europa. WIG20 rósł po południu o ponad 4 proc., włoski FTSE MIB o 3,5 proc., a niemiecki DAX o prawie 5 proc. Grecki Athex Composite zyskiwał aż ponad 7 proc. Sesja w USA zaczęła się od zwyżek. Dow Jones Industrial rósł o ponad 4 proc. Czy ten optymizm ma jednak realne podstawy?

Kluczowe liczby

Analitycy bardzo uważnie przyglądają się danym dotyczącym Covid-19 w USA. W niedzielę zarówno w stanie Nowy Jork, jak i w New Jersey spadła dzienna liczba zgonów na koronawirusa. W Nowym Jorku było ich w sobotę 630, a w niedzielę 594. W New Jersey spadły one w tym czasie z 200 do 71. Analitycy JPMorgan Chase twierdzą, że dalsze spowolnienie wzrostu zgonów może stać się wsparciem dla amerykańskich indeksów giełdowych. „Zarówno w chińskiej prowincji Hubei, jak i we Włoszech trwałe zejście tempa przyrostu nowych przypadków zachorowań do wartości jednocyfrowych zbiegło się z osiągnięciem szczytu w krzywej przebiegu epidemii. W Nowym Jorku mieliśmy do czynienia z jednym z wczesnych dużych skupisk choroby w USA, więc spodziewamy się dalszego spadku tempa zachorowań w ciągu tygodnia, a to może pomóc poprawić nastroje na rynkach" – wskazują eksperci JPMorgan Chase.

Ich zdaniem indeks S&P 500 powinien znaleźć w tym kwartale wsparcie na poziomie 2100 pkt, a zwyżkować nawet do 2850 pkt, czyli poziomu z drugiego tygodnia marca. W poniedziałek otworzył się w okolicach 2580 pkt, a w marcu spadał nawet do 2192 pkt.

„Myślimy, że napływające dane o nowych zachorowaniach są ogólnie zbieżne z naszym scenariuszem centralnym, przewidującym, że nowe przypadki osiągną swój szczyt w Europie na początku kwietnia, a w USA w połowie kwietnia. Większość spośród najostrzejszych restrykcji może zostać zdjęta do połowy maja" – wskazują natomiast analitycy UBS.

– Mamy wciąż bardzo dużo niepewności, ale są oznaki tego, że epidemia zwalnia w niektórych krajach. To może napędzać optymizm, że restrykcje nie będą musiały obowiązywać długo. Wciąż jesteśmy jednak w bardzo wczesnych dniach kryzysu, a wiadomości gospodarcze wciąż się pogarszają – uważa Mitul Kotecha, analityk TD Securities.

Powody do obaw

Foto: GG Parkiet

Wielu analityków jest jednak nadal pesymistami co do perspektyw dla rynków akcji.

– Gdy inwestorzy zaczną widzieć rosnące bezrobocie oraz spadający wzrost gospodarczy i zyski spółek, to będziemy mieć nowy poziom paniki na rynkach – twierdzi Scott Minerd, dyrektor inwestycyjny w firmie Guggenheim Partners. Spodziewa się on, że S&P 500 może spaść jeszcze do poziomu 1500 pkt. Indeks powróciłby w takim scenariuszu do poziomu z początku 2013 r.

Indeksy zmienności sugerują, że kwiecień może być słabym miesiącem dla rynków wschodzących. Różnica między indeksem Cboe Emerging Markets Volatility Index, mierzącym zmienność na rynkach wschodzących, a indeksem VIX, mierzącym zmienność na amerykańskim rynku akcji, wzrosła do 1,4 pkt proc., gdy w marcu wynosiła minus 0,1 pkt proc. Różnica między indeksami JPMorgana, prognozującymi zmienność kursów walut z rynków wschodzących i walut państw G7, jest najwyższa od czerwca.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA