Mistrzostwa świata przynoszą jak zawsze nadzieję na wielkie wyniki, a nawet na rekordy świata, które przy tej wyjątkowej okazji zyskują na znaczeniu i rozgłosie – nie tylko dlatego, że poprawiane są przy znacznej widowni, ale też nagradzane są tak, by najlepsi mieli całkiem konkretne powody do dobrych wspomnień.
Do występu w Budapeszcie szykują się aktualni posiadacze światowych rekordów: wenezuelska mistrzyni w trójskosku Yulimar Rojas, skaczący najwyżej o tyczce Szwed Armand Duplantis i biegający najszybciej w historii 400 m przez płotki Norweg Karsten Warholm. Czy sięgną po 100 tys. dol. za przebicie swoich najlepszych osiągnięć? Fot. Fredrik PERSSON/afp
Sportowa opowieść o mistrzostwach świata trwa od 1983 roku i wydarzeń na Stadionie Olimpijskim w Helsinkach. Niemal równie interesująca historia finansowa jest nieco młodsza. Wprawdzie już w 1982 roku kongres IAAF (wówczas Międzynarodowe Stowarzyszenie Federacji Lekkoatletycznych, a dziś WA – World Athletics, czyli Światowa Lekkoatletyka) uznał, że czas najwyższy wdrożyć nowatorską koncepcję funduszu powierniczego dla najlepszych, by mogli zyskiwać pomoc treningową i logistyczną w podróżach po świecie, co oznaczało pierwsze, łagodne odejście od biało-czarnych zasad czystego amatorstwa, ale bezpośredniego przełożenia tych decyzji na największą imprezę jeszcze wtedy nie było.
Na początku był Mercedes
Presja na zmiany była jednak znaczna. Kiedy przychody ze sprzedaży praw telewizyjnych do transmisji imprez globalnych w latach 80. eksplodowały, marszu – a właściwie sprintu – ku profesjonalizmowi w sporcie nie można było zatrzymać. W 1985 roku Międzynarodowy Komitet Olimpijski (MKOl) zezwolił zawodowym sportowcom na rywalizację w tenisie, piłce nożnej i hokeju podczas igrzysk w Seulu oraz Calgary (1988), co oznaczało również ostateczne otwarcie bram do pełnej profesjonalizacji lekkoatletów.
Armand Duplantis