Kontynuujemy temat „właściwej" wartości walut. Przed tygodniem zwracaliśmy uwagę na prawdopodobne silne niedowartościowanie złotego względem dolara amerykańskiego, bazując na tzw. parytecie siły nabywczej. Teraz zajmijmy się kursem naszej waluty względem euro – i to w dużo szerszym zakresie. Zacznijmy od wersji bazowej, takiej, jaką zastosowaliśmy w odniesieniu do dolara. Według wyliczeń Eurostatu i OECD (obie organizacje współpracują z sobą) parytet siły nabywczej na koniec 2015 r. wynosił zaledwie ok. 2,30 zł za euro. Innymi słowy, gdyby kurs EUR był na tym poziomie, konsumenci ze strefy euro nie mieliby możliwości kupna tańszych polskich produktów i usług. Dane historyczne pokazują, że parytet od ok. 15 lat utrzymuje się stabilnie mniej więcej na tym samym poziomie. Sęk w tym, że jeśli na wykres parytetu nałożymy rzeczywisty kurs euro, to okazuje się, że niezmiennie buja on w obłokach. Nawet w najlepszych dla naszej waluty chwilach (rok 2007), kurs i tak był o jakieś 55 proc. zawyżony w stosunku do teoretycznego parytetu. A teraz? Jest niemal 90 proc. powyżej parytetu (!).