Zawirowania na rynkach finansowych, spadek kursów akcji, a w ślad za tym wartości długoterminowych inwestycji to trudny czas dla wielu inwestorów. Szczególnie gdy inflacja pustoszy ich budżety domowe. Nastrojów z pewnością nie poprawiłaby lektura opublikowanego niedawno raportu Instytutu Emerytalnego, podsumowującego wyniki pracowniczych planów kapitałowych (PPK) na koniec drugiego kwartału 2022 r.

Raport pokazał, że fundusze zdefiniowanej daty (dostosowujące inwestycje do wieku swoich uczestników), do których trafiają oszczędności w ramach PPK, mocno ucierpiały z powodu złej sytuacji na rynkach. Okazało się, że na kontach uczestników aż 140 funduszy zdefiniowanej daty (na 152 analizowane) wartość środków jest niższa od sumy wszystkich wpłat, a żaden fundusz nie pokonał inflacji.

Przez kilka miesięcy wartość aktywów netto w PPK oscylowała wokół 9 mld zł, a bywały okresy, gdy znacząco spadała. Wprawdzie lipiec przyniósł poprawę – aktywa zgromadzone przez uczestników programu wzrosły na koniec miesiąca do 9,6 mld zł – ale sytuacja nadal jest bardzo niepewna. I w sierpniu, i we wrześniu na warszawskiej giełdzie mamy spadki.

To, co dzieje się na rynkach finansowych, wpływa rzecz jasna także na stan oszczędności emerytalnych gromadzonych na kontach IKE oraz IKZE.

W długim terminie kryzys to nic niezwykłego

– Obecna sytuacja na rynku emerytalnym, biorąc pod uwagę produkty lokujące środki na giełdzie, nie jest najlepsza. Ale w oszczędzaniu długoterminowym, a takie jest oszczędzanie na emeryturę zarówno w formach grupowych (np. PPK), jak i indywidualnych (np. IKZE), na takie sytuacje trzeba być przygotowanym – mówi Oskar Sobolewski, ekspert rynku emerytalnego, twórca Debaty Emerytalnej. – Obecnie aktywa będą rosły wolniej, a może nawet będą okresowo traciły na wartości, jednak należy patrzeć na to w perspektywie lat, wręcz dekad, a nie jednego czy kilku miesięcy.

Ekspert przypomina, że w 2020 r. na początku pandemii również obserwowaliśmy spadek aktywów, ale później ich wartość wzrosła.

– Nie ma co ukrywać, że w sytuacji wysokiej inflacji, gdy pensje nie nadążają za wzrostem kosztów życia, dodatkowe oszczędzanie dla wielu naszych rodaków nie jest, eufemistycznie mówiąc, priorytetem – zauważa dr Marcin Wojewódka, ekspert, członek zarządu Instytutu Emerytalnego.

Jak dodaje, niestety mało kto rozumie, że w długoterminowym oszczędzaniu wszelkie spadki na giełdach czy okresy turbulencji są dobrą okazją do inwestowania. W większości przypadków jest tak, że informacje o spadkach wywołują panikę i odwrót. Czasem jest to przejście z inwestycji ryzykownych do takich, które wydają się bezpieczne, a czasami w ogóle przestajemy oszczędzać. A to przecież szkolny błąd.

Rezygnacja z niektórych form długoterminowego oszczędzania jest możliwa. Tak jest choćby w przypadku PPK.

– Dla niektórych uczestników tego programu, zwłaszcza tych, którzy znajdą się w trudnej sytuacji, czasowa rezygnacja z PPK i uwolnienie dodatkowych 2 proc. wynagrodzenia mogą być kluczowe dla rodzinnego budżetu – mówi Oskar Sobolewski. – Jeżeli jednak sytuacja uczestnika PPK nie jest zła, to rezygnowanie z oszczędzania w programie nie jest wskazane.

Zakupy po przecenie

Podobnie twierdzi Marcin Wojewódka. Okresowa rezygnacja pracownika z dokonywania wpłat do PPK powoduje, że „odzyskane” 2 proc. wynagrodzenia można przesunąć z długoterminowych inwestycji na bieżące wydatki.

– W praktyce można to zrobić w każdym momencie, ale czy warto? – pyta ekspert Instytutu Emerytalnego. – Przecież jeśli na giełdzie leje się krew, jeśli wartość inwestycji spada, jest to właśnie okazja do tańszego zakupu. Efekty tego powinniśmy odczuć w kolejnych latach. W czasie kryzysu zdecydowanie warto pozostać w każdej formie długoterminowego oszczędzania, a nawet zwiększać swoje zaangażowanie poprzez nowe wpłaty. W długim okresie powinno się to opłacić. Gdy horyzont inwestycyjny wynosi kilkanaście albo kilkadziesiąt lat, spadki na rynkach należy uznać za okresowe i przemijające.

Jak wiadomo, składki do PPK wpłaca nie tylko pracownik, ale także pracodawca. Czy firma prowadząca u siebie program może zaprzestać wpłat ze swojej strony?

Jak informuje portal mojeppk.pl prowadzony przez PFR, zasadniczo nie może tego zrobić. O ile pracownik sam nie zrezygnuje z dokonywania wpłat do PPK, pracodawca nie może zrezygnować z wpłat podstawowych (1,5 proc. wynagrodzenia uczestnika PPK), gdyż jest to jego obowiązek ustawowy. Może natomiast (podobnie jak pracownik) w każdym czasie zwiększyć lub zmniejszyć wysokość wpłat dodatkowych, a nawet zrezygnować z ich odprowadzania (potrzebna jest zmiana umowy o zarządzanie PPK).

Do pracowniczego planu kapitałowego można przystąpić w dowolnym momencie, nie trzeba czekać na ponowny automatyczny zapis; najbliższy będzie już w przyszłym roku.

Indywidualne konta

– Wartość aktywów IKE oraz IKZE spadła dość istotnie w ciągu pierwszych sześciu miesięcy 2022 r. – mówi Oskar Sobolewski.

Jak podaje, aktywa IKE spadły z 13,46 mld zł do 12,92 mld zł przy jednoczesnym wzroście liczby uczestników z 796,5 tys. do 797,1 tys. osób. W przypadku IKZE aktywa skurczyły się z 5,97 mld zł do 5,62 mld zł, a liczba uczestników zwiększyła się z 457 tys. do 463,2 tys. Są to dane na koniec czerwca 2022 r. porównane z danymi z końca 2021 r.

Oskar Sobolewski wskazuje kilka możliwych przyczyn spadku aktywów IKE i IKZE. Pierwszym powodem może być gorsza sytuacja na giełdzie po wybuchu wojny w Ukrainie. Druga przyczyna to tradycyjnie mniejsze zainteresowanie trzecim filarem w pierwszej połowie roku. Osoby posiadające konta IKE czy IKZE przypominają sobie o wpłacie w ostatnim kwartale, bo chcą wykorzystać limity wpłat przysługujące w danym roku. W przypadku IKZE umożliwia to odliczenie wpłaty na konto od podstawy opodatkowania przy odprowadzaniu PIT za dany rok. – Trzeci powód to brak środków na budowanie kapitału emerytalnego. Spadek wartości aktywów może oznaczać, że część posiadaczy IKE i IKZE nie zasila ich w związku ze swoją trudną sytuacją finansową, podobnie jak to miało miejsce w 2020 r. – mówi Oskar Sobolewski.

Skąd te spadki

Marcin Wojewódka tłumaczy, że w przypadku IKE trzeba wziąć pod uwagę liczbę kont ogółem, liczbę nowo zakładanych IKE oraz wartość aktywów. Jeśli chodzi o liczbę IKE ogółem, to na koniec zeszłego roku (796,5 tys.) była ona zdecydowanie mniejsza niż jeszcze dwa lata temu (ponad 950 tys.).

– Przyczyn zauważalnego spadku tej liczby upatrywałbym przede wszystkim w prawnej możliwości dosyć łatwego zamykania IKE. Po wybuchu pandemii, gdy potrzebne były dodatkowe środki na bieżące potrzeby, niektórzy zamykali IKE, godząc się na zapłatę podatku od zysków kapitałowych – mówi ekspert Instytutu Emerytalnego.

Jak dodaje, inaczej wygląda dynamika zakładania nowych kont. Od 2019 r. do 2021 r. co roku przybywa mniej więcej 100 tys. rachunków, z czego zawsze ponad 60 proc. to IKE w formie funduszu inwestycyjnego.

– Trudno zatem mówić o zastoju w rozwoju IKE – komentuje Marcin Wojewódka. – Istotna jest wartość aktywów zgromadzonych na IKE. A ta systematycznie rośnie, praktycznie po 1–1,5 mld zł każdego roku. Na koniec 2019 r. aktywa wynosiły nieco ponad 10 mld zł, a na koniec 2021 r. – już prawie 13,5 mld zł. I to mimo mniejszej liczby otwartych kont.

Marcin Wojewódka wskazuje też na inne ciekawe parametry IKE. Pierwszy to liczba aktywnych IKE, czyli takich, na które w danym roku dokonano nowych wpłat. Liczba ta sukcesywnie rośnie, z ponad 373 tys. na koniec 2019 r. do prawie 430 tys. w 2021 r.

Drugi parametr to liczba i wartość likwidowanych IKE (zwrot pieniędzy). – Tutaj również mamy wyrównany poziom w latach 2019–2021, bo liczba ta oscyluje wokół 35 tys. kont w każdym roku, natomiast wartość zwrotów nie przekracza 400 mln zł w skali roku – mówi Marcin Wojewódka.

Jego zdaniem wszystko to prowadzi do wniosku, że pogłoski o rychłej śmierci IKE są znacząco przesadzone.

IKZE: mniejsze korzyści

– Jeśli chodzi o IKZE, od 2019 r. liczba rachunków zmalała z 654 tys. do 462 tys., ale trzeba podkreślić, że spadek dotyczy głównie IKZE w formie ubezpieczeniowej. Zamknięto ponad 280 tys. takich rachunków – wylicza ekspert Instytutu Emerytalnego. – Natomiast także w przypadku IKZE, podobnie jak IKE, odnotowujemy systematyczny wzrost aktywów, z kwoty ponad 3,2 mld zł na koniec 2019 r. do ponad 5,9 mld zł na koniec 2021 r.

Jednocześnie co roku zwiększa się średnia wpłata na IKZE. Wzrasta też liczba aktywnych kont: z 250 tys. na koniec 2019 r. do prawie 320 tys. na koniec 2021 r.

– Posiadający IKZE aktywnie korzystają z przysługującej im ulgi podatkowej – mówi Marcin Wojewódka. – Nie wiadomo oczywiście, jak to wszystko będzie wyglądało po tym, gdy od 2022 r. podwyższono kwotę wolną od podatku i podniesiono progi podatkowe. Sprawiło to automatycznie, że oszczędzanie w ramach IKZE stało się mniej atrakcyjne.

Spada, znaczy będzie rosnąć

Ten rok nie rozpieszcza oszczędzających, ale ci, którzy nastawili się na gromadzenie kapitału w długim terminie, powinni zachować spokój nawet wtedy, gdy na ich rachunkach widać straty. Jeśli to możliwe, najlepiej nie rezygnować z dalszego odkładania pieniędzy i inwestowania. Warto nawet rozważyć zwiększenie wpłat, bo spadki na rynkach to okazja do zakupów po niższych cenach, co w dłuższej perspektywie może przełożyć się na dodatkowe zyski. Wahania koniunktury w gospodarce i na rynkach finansowych to zjawisko normalne. Osoby oszczędzające przez kilkadziesiąt lat doświadczą go wielokrotnie.