Subiektywna ocena sytuacji
Inwestorzy na całym świecie wyciągnęli oczywisty wniosek: mniejsze zyski spółek są już w cenach. Taki sposób myślenia, w połączeniu z dobrymi dla giełdy danymi makro, w piątek dał znowu nadzieję na wzrosty pod koniec roku, a z pewnością do posiedzenia Fed.
Pisałem ostatnio o tym, że sytuacja jest niepewna i analiza przypomina szukanie czarnego kota w czarnym pokoju. Wydawało się, że znalazł się już człowiek, który go złapał. Wydawało się ? bo późniejsze wydarzenia pokazały, że ten kot nie dał się jednak złapać. Tym człowiekiem był oczywiście A. Greenspan, który po raz pierwszy, od kiedy pamiętam, zmienił ton. Po przełożeniu z greenspeaku na polski jego wypowiedź oznacza po prostu, że AG obawia się zbyt dużego wpływu spadku cen akcji na całą gospodarkę.To o tym pisałem w ostatniej ?Subiektywnej ocenie? we fragmencie ?elektronicznym?, poświęconym sprzężeniu zwrotnemu. Widać, że Fed boi się tego układu. Musi bardzo się bać, skoro jego szef zdecydował się na użycie takich słów, które prawie zachęcały do kupna akcji. Brakowało tylko gierkowskiego ?pomożecie??. Skoro tak, to oznacza, że na posiedzeniu Fed będzie przynajmniej zmiana nastawienia, jeśli nie obniżka stóp.Eksplozja kursówTakie postawienie sprawy spowodowało euforię i eksplozję kursów na giełdzie. Wyglądało tak, jakby nikt nie zadał sobie pytania: jeśli A.Geenspan tak dalece zmienił się z jastrzębia w gołębia, to może sytuacja gospodarki według niego jest bardzo zła? Ten wzrost po wystąpieniu szefa Fed mógł być początkiem rajdu świętego Mikołaja. Mógł być, ale już następnego dnia było ostrzeżenie o wynikach Apple, a co gorsza, Bank of America, na co giełda zareagowała zniżką o skali podobnej do wcześniejszego wzrostu. Wall Street była bardzo zaniepokojona tym, na co od dawna zwracam uwagę: wzrastającą ilością złych kredytów w bankach. Wynika to zarówno z podwyżek stóp, jak i (uważam, że w większym stopniu) z wyparowania około 4 bln dolarów z amerykańskiego rynku akcji. Taka sytuacja powoduje wyhamowanie rozwoju spółek TMT.Wyraźny zwrot przyniósł czwartek. Otóż tego dnia po sesji ostrzeżenie o niższych od oczekiwanych przychodach w mijającym kwartale dał Intel. Zanosiło się na następną przecenę i koniec marzeń o rajdzie świętego Mikołaja. Kurs spółki natychmiast (w handlu po sesji) spadł o 7%, ale na koniec było +0,4%. Inwestorzy na całym świecie wyciągnęli oczywisty wniosek: mniejsze zyski spółek są już w cenach. Taki sposób myślenia, w połączeniu z dobrymi dla giełdy danymi makro, w piątek dał znowu nadzieję na wzrosty pod koniec roku, a z pewnością do posiedzenia Fed.Sytuacja temu sprzyja. Ropa naftowa w ciągu 2 tygodni staniała prawie 20%, wyłamując się z kanału trendu wzrostowego i definitywnie kończąc swój ruch w górę. Pomogło załagodzenie konfliktu z Irakiem. OPEC, który miał rację twierdząc, że wydobywa wystarczające ilości tego surowca, prawdopodobnie w styczniu obniży wydobycie, ale zwalniająca gospodarka światowa będzie potrzebowała mniej ropy. Euro drożało i pokonało pierwszą linię trendu spadkowego ? to zwiększa konkurencyjność eksportu amerykańskiego.W ten sposób problem 4 ?e? został zredukowany do dwóch (zyski i gospodarka). Jeśli mniejsze zyski byłyby rzeczywiście chwilowo zdyskontowane, a gospodarka stoi u progu procesu zmniejszania stóp, to wydawałoby się, że droga do hossy (krótkiej) stoi otworem. Oczywiście średnio- i długoterminowo dobrze nie jest, bo złe kredyty i brak płynności mogą skutecznie sprowadzić nawet recesję, a taniejący dolar spowodować import inflacji. Jednak w tej chwili powstały warunki do odreagowania i wzrostów przynajmniej do posiedzenia Fed lub nawet nieco dłużej.Gdyby nie wybory...Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie wybory. Gore leżał już na deskach, a sędzia doliczył do dziewięciu i stał się cud ? Sąd Najwyższy Florydy postanowił, by otrzymane ciosy zostały uznane za niebyłe. Ograniczę się jedynie do stwierdzenia, że sytuacja rzeczywiście pachniała kryzysem konstytucyjnym. Czas przeslatego, że w sobotę Sąd Najwyższy zatrzymał liczenie. Wynikiem będzie zwycięstwo Busha. To jest (znowu) 90% pewności.Jak będzie na to wszystko reagował rynek? Pierwsze reakcje kontraktów po sesji piątkowej były co najmniej mało zachęcające. Najbardziej prawdopodobne będzie jednak to, że spadek indeksów (o ile będzie, co po decyzji Sądu Najwyższego jest wątpliwe) może być jednodniowy.W tym tygodniu mamy znowu bardzo ważne dane makro (inflacja). To czwartek i piątek tuż przed posiedzeniem Fed (19.12). Trzeba brać pod uwagę to, że prawie w całym listopadzie ceny ropy były bardzo wysokie, a CRB nie spadało. Jednak w przypadku braku zagrożeń ?prezydenckich? Wall Street może zlekceważyć nawet złe dane, bo będzie to interpretowane tak, że to już historia, a teraz ceny ropy są o 20% niższe. Czyli wniosek: tylko horror wyborczy powstrzymuje giełdy amerykańskie od (umiarkowanego) wzrostu pod koniec roku.DJIA ugrzązł w dość szerokim przedziale 10 300?11 000 pkt. i dopiero przebicie jednego z tych poziomów zadecyduje o dalszym ruchu. W tej chwili obowiązuje trend boczny.Nasdaq wygląda dużo ciekawiej. Indeks przebił się przez prognozowany przeze mnie od początku roku poziom docelowy, jednak natychmiast zawrócił, kreśląc dwie doji i otwierając dwa okna hossy. Wydaje się, że z dużą dozą pewności można powiedzieć, iż indeks w najbliższym czasie nie powinien testować dołka, czyli że 2550 pkt. jest poważnym wsparciem. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że nie powinien zejść poniżej 2700 pkt. Dwa kolejne bardzo poważne opory to 3050 i 3200 pkt. Gdyby 3200 zostało pokonane, to otwarta jest droga do 3600 pkt. Zakładam, że tej ostatniej wartości Nasdaq długo nie zobaczy.Co więc można na koniec powiedzieć o losach rynków amerykańskich? Uważam, że najważniejsze są w tej chwili perturbacje wyborcze, a właściwie reakcja rynku. To okaże się najpóźniej we wtorek. Jeśli rynki opanują się, to otrzymalibyśmy kolejny silny sygnał zakupu. Jeśli nie.... to trzeba będzie poczekać przynajmniej rok na świętego Mikołaja.Tydzień należał generalnie do udanych. Piszę ?generalnie?, ponieważ wystarczy spojrzeć na indeks cenowy i WIG20, żeby zobaczyć, jaka była prawda. Nieważony indeks cenowy stracił 0,6%, gdy tymczasem WIG20 zyskał prawie 5%. Był bardzo duży popyt, ale jedynie na największe spółki. To najczęściej jest pierwszy sygnał nadchodzących wzrostów. Niewątpliwie pomógł przetarg na UMTS i pogłoski na temat możliwego wezwania na Elektrim. Unieważnienie przetargu i rozszerzenie koncesji na bardzo dobrych warunkach w zgodnej opinii analityków podniosło wyceny operatorów GSM, a co za tym idzie, ich właścicieli (TP SA, Elektrim, PKN, KGHM). Wpierw pogłoski, a potem fakt zgłoszenia L. Balcerowicza na szefa NBP przez prezydenta też pomagał. Rola jednostki w historii jest co najmniej dyskusyjna, ale zagranica lubi Balcerowicza i to był dobry sygnał.Nie przesadzać z zachwytamiNieco lepsze dane o inflacji i deficycie obrotów bieżących poprawiły atmosferę wokół Polski. Nie przesadzałbym jednak z zachwytami nad doskonałością tych danych, bo są one po prostu lepsze niż beznadziejne, ale tak to już jest, że wykazanie poprawy wywołuje uczucie ulgi i zadowolenie. W każdym razie kryzys został odroczony. Dalej mamy widoczne z każdego zakątka globu osłabienie gospodarek, koniunktura w Polsce słabnie (pokazują to wszystkie ośrodki badawcze), prywatyzacja niedługo się skończy, budżet nie dopina się i nie ma żadnej możliwości, żeby się dopiął (nawet jeśli zostanie przyjęty z powodów politycznych). Średnio- i długoterminowo wygląda to równie źle, jak wyglądało. Jednak obraz krótkoterminowy poprawił się znacznie.Wielu inwestorów pyta mnie: dlaczego mówisz o wzrostach (a mówię), skoro uważałeś i uważasz, że sytuacja jest bardzo zła? Tak, nie zmieniłem zdania, ale trzeba być wyjątkowo upartym niedźwiedziem, żeby nie widzieć, że w krótkim okresie (tygodnie? dwa miesiące?) jest lepiej, a wtedy kapitał zainteresowany zyskami z inwestycji giełdowych natychmiast korzysta z okazji ? choćby to miał być krótki okres.Symptomatyczny jest wzrost wartości złotego do dolara. Formacja RGR wypełnia się książkowo. Wzmocnienie powinno sięgnąć poziomu 4,30 zł. Jest to jednak nie tyle zasługa złotego, ile przede wszystkim silnego euro. W ciągu ostatnich 2 tygodni złoty umocnił się o 4% w stosunku do dolara, ale osłabł o 3% w stosunku do euro. Jednak to, że w trakcie kryzysu tureckiego (chwilowo zażegnanego, co też jest dobrą informacją dla naszego regionu) i po nieudanym przetargu na UMTS złoty nie słabł, jest bardzo dobrym znakiem. Może to być sygnałem wejścia kapitału zagranicznego.W tym tygodniu będziemy mieli dane o inflacji. Zakładam, że są już zdyskontowane. Wszyscy analitycy prognozują, że inflacja spadła do 9,2--9,3%. Oczywiście, będzie też zapewne serial budżetowy, ale widać, że na tym etapie rynek zakłada nową ugodę między AWS i UW, które chcą dotrwać do końca kadencji. Budżet więc zapewne będzie przyjęty, mimo że nie będzie możliwy do wykonania. To jednak jeszcze odległa perspektywa ? będą się liczyły tylko ustawy okołobudżetowe. Tutaj dobrze nie jest, ale zdaje się, że rynek jest w fazie lekceważenia wszystkich złych informacji. To też klasyczny sygnał prowzrostowy.Wciąż międzymłotem a kowadłemJak to wszystko wygląda w analizie technicznej? Jesteśmy ciągle między młotem a kowadłem (skala liniowa vs logarytmiczna). WIG w skali liniowej pokonał 9-miesięczną linię trendu spadkowego i doszedł do przebitej linii krótkoterminowego trendu wzrostowego. Jednak w układzie logarytmicznym brak mu jeszcze trochę punktów do takiego przełamania ? musiałby wyjść powyżej 17 000 pkt.WIG20 wyraźnie pokonał linię trendu spadkowego w układzie liniowym i naruszył w logarytmicznym. Na razie można ten ruch kwalifikować jako powrotny do przebitej rocznej linii trendu wzrostowego. Jednocześnie, bez względu na skalę, w okolicach 1730 pkt. widać wyraźny opór. Uważam, że sygnał kupna nastąpił już po wyraźnym przebiciu linii trendu (liniowy). Dla spokoju analityków wierzących w układ logarytmiczny można przyjąć, że zupełnie jednoznacznym sygnałem kupna będzie pokonanie przez indeks oporu na 1730 pkt., a potwierdzeniem powrót nad linię trendu rocznego (1750 pkt.). Jeśli weźmie się pod uwagę, że indeks cenowy dotknął rocznej linii trendu wzrostowego, to aż się prosi o mocniejszy ruch na północ.Co więc czeka nasz rynek? Jeśli uspokoi się sytuacja w USA (wybory), to powinniśmy mieć dłuższy okres spokoju i wzrostu. Bliskość stycznia i oczekiwanie jego efektu powinno wzmocnić ewentualne wzrosty. Nie uważam jednak, żeby to miał być początek nowej hossy ? jest to raczej korekta 9-miesięcznej bessy.
Piotr Kuczyński