Środowa decyzja Fed o czwartej już w tym roku obniżce stóp procentowych była niewątpliwie dużą niespodzianką dla rynków. Co prawda, jeszcze kilka tygodni temu inwestorzy liczyli się z taką ewentualnością, jednakże brak nowych szczególnie negatywnych informacji na temat stanu gospodarki USA oraz zwyżka rynku akcji rozpoczęta 4 kwietnia spowodowały, że oczekiwania na obniżkę przed następnym posiedzeniem FOMC zaplanowanym na 15 maja zostały zredukowane właściwie do zera. Po ostatnich danych statystycznych można było sądzić, że gospodarka USA ciągle utrzymuje minimalne, ale jednak dodatnie tempo wzrostu. Również ostatnie optymistyczne wypowiedzi członków Fed nie sugerowały tak agresywnej akcji. Natychmiast po tej niespodziewanej decyzji inwestorzy zaczęli zastanawiać się, czy przypadkiem Fed nie wie czegoś, czego uczestnicy rynku nie są jeszcze świadomi (czegoś w rodzaju kryzysu LTCM z jesieni 1998 r.). Bardziej prawdopodobne wydaje się jednak, że Fed zaczął znacznie poważniej niż poprzednio traktować pesymistyczne scenariusze, zgodnie z którymi załamanie na rynku akcji z czasem doprowadziłoby nie tylko do gospodarczej recesji, lecz również do poważnych kłopotów w systemie bankowym (?druga Japonia?). Na dłuższą metę tak agresywne próby ponownego nadmuchania pękniętego balonu wydają się mocno ryzykowne (Fed opróżnił w ciągu 4 miesięcy już 30% swego magazynku), ale zapewne Alan Greenspan wychodzi z założenia Keynesa, że ?na dłuższą metę i tak wszyscy umrzemy?.