W okresie kiedy niektóre wielkie europejskie spółki redukują zatrudnienie, a dotyczy to także korporacji francuskich, bezrobocie we Francji w marcu spadło do 8,7%, co jest najniższym poziomem od osiemnastu lat. W lutym wynosiło 8,8%.Głównym czynnikiem skłaniającym tamtejsze firmy do zwiększania zatrudnienia jest rosnący popyt wewnętrzny oraz polityka rządu.Trudności z pozyskaniem nowych pracowników sygnalizuje m.in. firma Bouygues, drugi koncern budowlany na świecie. Francois Jacquel, szef działu zasobów ludzkich, ma znaleźć 2500 specjalistów.Jednak sporo firm w obliczu słabnącej dynamiki gospodarki światowej zdecydowało się już na zmniejszenie zatrudnienia. Zwolnienia zapowiedziały m.in. Danone, Pechiney, Moulinex oraz Marks&Spencer, tego rodzaju decyzje spodziewane są we francuskim oddziale amerykańskiego koncernu Sara Lee, holenderskiego Philipsa Corp. czy w liniach Air Liberte kontrolowanych przez SAirGroup.Ważnym czynnikiem w polityce władz jest wprowadzenie 35-godzinnego tygodnia pracy. Kiedy premier Lionel Jospin stanął na czele rządu w czerwcu 1997 r., bezrobocie wynosiło 12,6%. Dzięki subsydiowanemu z budżetu programowi zatrudnienie znalazło ponad 274 tys. osób poniżej 30. roku życia. W ciągu ostatniego roku liczba poszukujących zatrudnienia w wieku poniżej 25 lat zmalała o 15%.Klimat we francuskim biznesie jednak pogarsza się. Ostatnie badania wskazują, że tak źle, jak w kwietniu, nie było w okresie poprzednich dwudziestu miesięcy. Główna przyczyna to coraz bardziej odczuwalne skutki wolniejszego tempa rozwoju gospodarki światowej. Według prognoz rządu, malejący eksport do USA i państw azjatyckich w tym roku może doprowadzić do spadku dynamiki PKB poniżej 3%. Byłby to najgorszy wynik w ostatnich czterech latach.
W.Z., Bloomberg