Święta się skończyły, inwestorzy powrócili do pracy, aktywność na rynku złotego wzrosła, ale zmian wciąż jest niewiele. Wspólna waluta rano zbliżyła się do poziomu 0,84, potem udało jej się odrobić trochę strat.

Rano za dolara płacono 3,988 zł, za euro 3,367 zł i było to 15,15%. Od razu przeważył popyt na polska walutę i po dwóch i pół godzinie dotarliśmy do 15,3%. USD potaniał o 0,5 grosza, natomiast waluta europejska o 0,85 grosza i w ten sposób znowu osiągnęliśmy historyczne minimum rynku euro/zł, czyli 3,3585. Potem zaczęła się korekta, która doprowadziła nas około 14.00 na 15,1%. Kursy wynosiły odpowiednio 3,984 zł i 3,375 zł. Pod koniec notowań za dolara płacono 3,983 zł, za euro zaś 3,377 zł i było to 15,05%.Wciąż oczekujemy na przepływ środków przeznaczonych na wypłatę rekompensat dla pracowników przymusowych, no i na środki, które potrzebne są, by uregulować płatność drugiej raty za koncesję UMTS (około 250 mln euro). Ale kiedy i w jaki sposób środki te będą wymieniane (lub zostały w całości lub w części wymienione, czego też nie można wykluczyć) wiedzą tylko ci, którzy są odpowiedzialni za tę operację. Możliwe, że wczorajsze poranne wzmocnienie jest właśnie efektem owej zamiany. Pamiętajmy również o środowej aukcji obligacji skarbowych, która też może wpływać wzmacniająco na złotego (sprzedaż walut na sfinansowanie zakupu papierów).Rano za euro płacono jedynie 0,8430 USD. Szybko doszło do niewielkiego wzrostu wartości i do 11.30 byliśmy w okolicach 0,844. Wtedy przeważył popyt i jeszcze przed południem dotarliśmy do 0,8475. Korekta (do której mogły się też przyczynić opublikowane wtedy informacje o gospodarce Unii) i kurs wspólnej waluty powrócił poniżej 0,845, dokładnie na 0,8445. Około 13.00 znowu dało się zauważyć przewagę popytu i na dane o gospodarce amerykańskiej czekaliśmy na poziomie około 0,847. Informacje o spadku wydajności pracy i wzroście kosztów pracy w USA nie wprowadziły zmian. Była za to reakcja na dane o zamówieniach przedsiębiorstw (które zmniejszyły się) i zakończyliśmy na 0,8485.Właściwie nie ma w tej chwili czynników, które mogłyby pozytywnie wpływać na kurs euro. Obok danych makroekonomicznych pojawiły się zniechęcające do kupowania wspólnej waluty wypowiedzi polityków z krajów Unii. Np. minister finansów Belgii stwierdził, że obecny kurs nie budzi niepokoju. Z kolei minister finansów Austrii poinformował, że nie widzi potrzeby interwencji na rynku.Opublikowane we wtorek dane makroekonomiczne dotyczące UE (dodajmy ? niezbyt optymistyczne, między innymi po raz piąty z rzędu spadły nastroje w krajach strefy euro) nie wprowadziły silnych zmian, pokrywały się bowiem z oczekiwaniami. Nagły wzrost wartości, który zaobserwowaliśmy późnym przedpołudniem, wiązał się z pogłoską o możliwej interwencji na rynku (być może rzeczywiście któryś z banków centralnych ?testował? dealerów). Zysk z końca dnia zawdzięczamy głównie słabym danym o zamówieniach przedsiębiorstw w USA. N