Fundusze hedgingowe na rynku obligacji zamiennych

Jeszcze nie minęła połowa roku, a banki inwestycyjne z Wall Street sprzedały już prawie tyle samo obligacji zamiennych, ile w całym 2000 r. Znamionuje to powodzenie tego rynku, o którym jeszcze kilka lat temu na Wall Street ledwie wzmiankowano. Ale zdaniem niektórych weteranów obligacji zamiennych, mogą one paść ofiarą nadmiaru.Wprawdzie nikt nie przewiduje żadnej katastrofy, ale pojawiają się obawy, że rynek, na który w tym roku wpłynęło już prawie 50 mld USD może mieć kłopoty. W sytuacji, gdy wyraźnie uwiędły niezwykle dochodowe do niedawna interesy, takie jak gwarantowanie emisji akcji i doradztwo przy fuzjach i przejęciach, obligacje zamienne stały się jednym z niewielu instrumentów, na którym można jeszcze zarobić.Są to takie papiery, które oferują niewielkie oprocentowanie, ale inwestorzy mogą zamienić je na akcje z wyjątkową premią. Emitują je zazwyczaj spółki spekulacyjne, które nie chcą już bardziej rozwadniać kapitału akcyjnego, a nie mają jeszcze takiej pozycji, by sprzedawać normalne obligacje.W ciągu minionego roku, kiedy po załamaniu internetowej hossy kursy akcji na giełdach nie mogą dojść do siebie, wiele spółek wybrało rynek obligacji zamiennych, jako tańszy sposób pozyskania pieniędzy. Kierują te emisje do tych samych inwestorów, co zwykle, a więc towarzystw ubezpieczeniowych i funduszy emerytalnych, które lubią takie papiery ze względu na ich bezpieczeństwo. Dają one bowiem szanse na udział w zyskach przy dużych wzrostach kursów akcji emitenta, a w przypadku dekoniunktury gwarantują stałe wypłacanie oprocentowania.Ale naprawdę wielkim graczem na tym rynku stały się fundusze hedgingowe. Zaczęły tłoczyć się na nim, gdy odkryły, jak zarobić na zmienności rynku jako przeciwieństwie do jego wzrostu. Wykorzystując metody opcji cenowych fundusze hedgingowe grają na arbitrażu, handlując przy stale zmieniającym się stosunku między wartością obligacji zamiennych spółki a podstawowym kursem jej akcji. Najprościej rzecz ujmując, stosunek ten zmienia się, gdy kurs akcji zbliża się bardziej lub szybciej do premii. Przy takiej strategii nie ma znaczenia kierunek zmiany kursów, a istotne jest tylko to, żeby się zmieniały.Obserwowana ostatnio zmienność kursów pozwoliła funduszom hedgingowym zarobić na tym arbitrażu ponad 7,6% w tym roku. Dla porównania, indeks Standard & Poor?s 500 stracił w tym samym okresie ponad 5%.Ale nawet przy tak wyrafinowanych sposobach też nie można spać spokojnie. Owa zmienność, na której żerują arbitrażyści, zaczyna się zawężać. W kwietniu na Chicago Board Options Exchange indeks zmienności sięgnął 40%. Od tego czasu spadł jednak poniżej 20% ? najniższego poziomu od miesięcy ? co już rzutuje na ceny obligacji zamiennych. Ceny te mogą spaść jeszcze bardziej, gdyż coraz więcej spółek przygotowuje się do emisji nowych papierów. Już teraz podaż wyraźnie przewyższa popyt. A to zawsze szkodzi rynkowi.

J.B., ?Financial Times?