Światowe rynki akcjiuspokoiły się.Inwestorzy oczekiwali na środową decyzję Fed o obniżce stóp procentowych, która okazała się zgodna z oczekiwaniami. Najlepiej prosperował w ostatnim czasiesegment technologiczny, którego indeks Nasdaq Composite zyskał w ciągu dwóch tygodni 4%.
Stany ZjednoczoneNajważniejszym wydarzeniem ostatnich dwóch tygodni było posiedzenie FOMC 27 czerwca, podczas którego doszło do spodziewanej obniżki stopy oprocentowania funduszy federalnych o 25 pkt. bazowych. Tym samym, po sześciu obniżkach od początku tego roku, stopa ta wynosi 3,75% i jest niższa od analogicznej w strefie euro stopy repo po raz pierwszy od 1994 roku. W ciągu sześciu miesięcy Fed obniżył stopy o 275 pkt. bazowych, co nie wyklucza kolejnych cięć. Najbliższe posiedzenie Fed odbędzie się dopiero w sierpniu (21.08) i w opinii ogółu przyniesie siódmą redukcję, ponownie w wysokości 25 pkt. bazowych. Niekoniecznie jednak musi do tego dojść w tym terminie, bowiem mimo wielu objawów słabnięcia wzrostu PKB (rynek pracy, wydatki na nowe technologie, wykorzystanie mocy produkcyjnych, popyt konsumpcyjny, inwestycje korporacji) gospodarka amerykańska trzyma się o wiele lepiej niż na przykład japońska. Sporo otuchy w serca optymistów co do losów największej gospodarki na świecie wlał niedawno opublikowany raport Fed, dotyczący zasobów kapitału w korporacjach. Wynika z niego, że mimo spadku kosztu kapitału obcego wskutek łagodzenia polityki monetarnej firmy ostrożnie korzystają z długu odsetkowego. W I kwartale tego roku zadłużenie spółek zza oceanu wzrosło o 5% w skali roku, co wyraźnie kontrastuje z poprzednimi wielkościami tego wskaźnika, które w III i IV kwartale 2000 roku wyniosły odpowiednio 6,3% i 8,9%. Analiza bilansów firm amerykańskich dowodzi, że cechują się one dużymi zasobami środków najbardziej płynnych (gotówka i jej ekwiwalenty). Depozyty rynku pieniężnego wzrosły o 74% (w skali roku), wskutek czego przedsiębiorstwa dysponują z tego tytułu imponującą kwotą 264 mld USD. W połączeniu z innymi instrumentami depozytowymi korporacje posiadają na rachunkach 353 mld USD. W ostatnim ćwierćwieczu taka sytuacja występowała czterokrotnie. Za każdym razem poprzedzała okresy ożywienia koniunktury w gospodarce.Gotówka może zostać wykorzystana w trojaki sposób. Po pierwsze, na realizację programów skupu akcji. Buy back dość powszechnie występuje w Ameryce w ostatnim czasie. Jest to pochodną dekoniunktury na rynku akcji i spadku kursów. Skup papierów nie poprawia jednak kondycji przedsiębiorstwa, jedynie wskaźniki przypadające na akcje pozostałe w obrocie. Po drugie, spadek popytu konsumpcyjnego i silna konkurencja sektorowa mogą powodować, że projekty inwestycyjne charakteryzuje niska stopa zwrotu. Powinno to zachęcać spółki do transferowania gotówki do akcjonariuszy w formie zwiększonej dywidendy. Takiego zjawiska jednak się nie obserwuje, co może dowodzić, że korporacje mają w zanadrzu jeszcze inny argument, przemawiający za utrzymywaniem wysokich pozycji gotówkowych. Instrumenty zbliżone do wolnych od ryzyka nie zapewniają oczekiwanej stopy zwrotu. Dlatego utrzymywanie znacznych pozycji gotówkowych prawdopodobnie oznacza czekanie na okres, kiedy inwestycje będą przynosić wyższe zyski od stopy zwrotu z depozytów.O nadchodzącej poprawie koniunktury w gospodarce amerykańskiej przekonują dwa wskaźniki: indykatory wyprzedzające (leading indicators) oraz napływ kapitału do Stanów Zjednoczonych. W maju indeks indykatorów wyprzedzających zwiększył się o 0,5%, co okazuje się najpoważniejszym wzrostem od stycznia tego roku. Jednocześnie jest to sygnał wybicia się z kilkumiesięcznego trendu bocznego, w czasie którego indeks pozostawał w stanie równowagi.Równie interesująco zachowuje się wskaźnik napływu inwestycji kapitałowych, które w I kwartale stanowiły 5% amerykańskiego PKB. Oznacza to, że największa gospodarka na świecie wciąż jest postrzegana jako najbardziej atrakcyjna przez inwestorów. Nie może to dziwić, zważywszy na występowanie oznak recesji w Kraju Kwitnącej Wiśni czy systematycznie pogłębiające się spowolnienie wzrostu gospodarczego w Eurolandzie (na kontynencie europejskim można zauważyć zresztą sześciomiesięczne opóźnienie w realizacji cyklu koniunkturalnego w stosunku do Stanów Zjednoczonych). Niestety, wspomniane wskaźniki nie zapowiadają poprawy koniunktury w perspektywie tygodni, lecz raczej kwartałów. Najwięksi optymiści spośród analityków dużych amerykańskich banków inwestycyjnych, przedstawiciele Merrill Lynch sądzą, że dołek cykliczny zostanie osiągnięty w ostatnim kwartale tego roku, a w 2002 roku wzrost PKB wyniesie 4%.Z punktu widzenia analizy technicznej główne indeksy rynków akcji znajdują się w krótkoterminowym trendzie spadkowym, choć od kilku sesji panuje trend horyzontalny. Nasdaq Composite wprawdzie przełamał w ostatni czwartek średnioterminową średnią kroczącą, jednak wciąż pozostaje poniżej wznoszącej się linii krótkoterminowego trendu wzrostowego, poprowadzonej przez zamknięcia z 24 kwietnia i 30 maja br. Tym samym atak na lokalny wierzchołek z 22 maja pozostaje na razie w sferze marzeń strony popytowej.O wiele gorzej działo się na rynku spółek tzw. starej ekonomii (choć nie należy zapominać o tym, że w skład Średniej Przemysłowej wchodzą także takie spółki, jak: AT&T, Microsoft, Intel, SBC Communications, Hewlett-Packard czy IBM, które wprawdzie przed wieloma latami straciły przymiot firm wzrostowych, jednak działają w sektorze TMT). DJIA stracił w ciągu dwóch tygodni symboliczne 1,2%, jednak na wykresie widać niepokojącą formację głowy i ramion. Została ona utworzona na przestrzeni maja i czerwca i na sesji 13 czerwca została zamknięta przełamaniem linii szyi. Minimalny zasięg spadków po wybiciu z formacji wynosi 10 450 pkt. i został już osiągnięty. Niestety, na wykresie nie sposób zauważyć formacji odwrócenia trendu, toteż należy zakładać kontynuację aktywności strony podażowej. Potwierdzeniem impetu niedźwiedzi będzie dopiero przełamanie wsparcia w okolicach 10 400 pkt. (poprzednie dno lokalne oraz połowa korpusu długiej białej świecy z 18 kwietnia). Podobna formacja głowy i ramion występuje w przypadku indeksu rynku szerokiego. S&P 500 nie osiągnął jednak jeszcze minimalnego zakresu spadków, który znajduje się na poziomie 1190 pkt.W dalszym ciągu pozostaje aktualna prognoza z poprzedniej analizy. Spodziewam się, że na najbliższych sesjach będzie panować najwyżej horyzont z naturalną tendencją do zniżki. Pewną korektę do tego scenariusza może wnieść publikacja wskaźników makro, których wysyp nastąpi dopiero w tygodniu zaczynającym się 9 lipca. Wcześniej będą znane dane o stanie na rynku pracy (zatrudnienie, stopa bezrobocia, przeciętna stawka za godzinę pracy), jednak nie przypuszczam, aby zmieniły one obraz giełd. Wall Street czeka na dane o zapasach hurtowych (10 lipca), PPI i sprzedaży detalicznej (13 lipca). Szczególnie ten ostatni wskaźnik może zasadniczo zmienić trend. Powtórka słabych rezultatów sprzed miesiąca może być czynnikiem, powodującym wyprzedaż akcji.JaponiaGiełda w Tokio od początku maja znajduje się w fazie spadków. Ostatnie sesje przyniosły pewne wyhamowanie tej niekorzystnej dla posiadaczy akcji tendencji, jednak wciąż nie należy zapominać, że dominuje wyprzedaż walorów. Nikkei 225 ponownie znalazł się poniżej strefy wsparcia na wysokości 12 800?13 200 pkt. i nieuchronnie zmierza do marcowego dna (11 800 pkt.).Trzeba przyznać, że rynek japoński jest w ostatnim czasie bombardowany negatywnymi informacjami z otoczenia makroekonomicznego, co ? jak się wydaje ? aktywizuje podaż. Produkcja przemysłowa spadła o 1,7% (dane za kwiecień), zapasy dla odmiany zwiększyły się o 2%. Stopa bezrobocia wynosi już prawie 5%, a o kondycji gospodarstw domowych najlepiej świadczy spadek sprzedaży detalicznej o 1,2%. Czynnikiem zniechęcającym inwestorów do angażowania się w akcje korporacji drugiej gospodarki na świecie są także zaplanowane na lipiec wybory, które mogą odmienić układ rządzących. Niewykluczone że postrzegany jako reformatorski rząd premiera Koizumiego będzie musiał podać się do dymisji, co zwiększyłoby obawy inwestorów o przyszłość gospodarki tego kraju.Dodatkowo Japonia uwikłała się w konflikt handlowy z Chinami. W celu ochrony rynku wewnętrznego Japończycy zwiększyli cła na trzy grupy towarów z Państwa Środka: grzyby mun, pory i sitowie. Odpowiedź strony chińskiej była natychmiastowa i o wiele bardziej dolegliwa. Chińczycy nałożyli 100% cła na telefony komórkowe, samochody i sprzęt elektroniczny. Jest to praktycznie równoznaczne z zaprzestaniem eksportu tych towarów na najbardziej chłonny rynek na świecie. W połączeniu ze słabnącym popytem w Stanach Zjednoczonych oznacza to, że Japonia uzależniona od eksportu stanęła na krawędzi jeszcze poważniejszych problemów związanych ze wzrostem gospodarczym. N