(PAP) - Prezes NBP Leszek Balcerowicz traktuje propozycję zwiększenia deficytu budżetowego o 8,6 mld zł jako maksymalny wzrost i sądzi, że lepszym wyjściem dla rządu byłoby pogłębienie cięć w budżecie. Skalę zwiększenia deficytu proponowaną przez Ministerstwo Finansów należy traktować jako maksymalną, byłoby dużo lepiej, gdyby wzrost deficytu budżetowego był mniejszy, a ograniczenia wydatków odpowiednio większe - powiedział w środę na konferencji prasowej. Rząd zamierza w środę zaaprobować propozycję Ministerstwa Finansów, która przewiduje zwiększenie w tym roku deficytu budżetowego o 8,6 mld zł z zaplanowanych 20,5 mld zł oraz cięcia wydatków o około 7,5 mld zł. Powodem nowelizacji budżetu są mniejsze o 17,24 mld zł od szacowanych w tym roku wpływy do budżetu wynikające z osłabienia wzrostu gospodarczego. Przed środowym posiedzeniem rządu szef RCSS minister Jerzy Kropiwnicki powiedział, że rynek jest w stanie wchłonąć dodatkowe emisje papierów skarbowych o wartości kilkunastu miliardów złotych, a deficyt powinien zostać zwiększony o kwotę niedoboru środków w budżecie bez dokonywania cięć. Zdaniem Balcerowicza zwiększenie deficytu budżetu o więcej, niż 8,6 mld zł spowodowałoby wzrost kosztów obsługi długu publicznego i w konsekwencji wywierałoby presję na wzrost oprocentowania kredytów dla firm. Nadmierny wzrost deficytu budżetowego i w konsekwencji gwałtowne zwiększenie emisji papierów skarbowych musiałoby doprowadzić do wzrostu ich wymaganej rentowności - powiedział. Z kolei wzrost wymaganej rentowności powodowałby wzrost kosztów obsługi długu publicznego, co wypierałoby wydatki na inne cele, a ponadto wywierałoby presję na wzrost oprocentowania kredytów dla przedsiębiorstw - dodał. Jego zdaniem dla uniknięcia tego rząd i parlament powinny jak najszybciej przyjąć taką nowelizację budżetu, w której wysokość deficytu nie byłaby wyższa, niż proponowana przez Ministerstwo Finansów. A najlepiej, gdyby była ona niższa, a wydatki odpowiednio ograniczone - powiedział Balcerowicz. MF planuje pozyskać z dodatkowej sprzedaży papierów skarbowych do 9 mld zł. W związku z tym planuje w drugim półroczu 2001 zwiększyć podaż bonów skarbowych do 12,8 mld zł z 8,4 mld zł, podaż obligacji hurtowych do 17,2 mld zł z 11,8 mld zł, a obligacji detalicznych do 3 mld zł z 1,83 mld zł wcześniej planowanych. W sumie, wobec wcześniej planowanych 22 mld zł, MF chce sprzedać w II półroczu papiery skarbowe o wartości 33 mld zł, co oznacza wzrost wielkości emisji o 50 proc. Balcerowicz dodał, że niepewność co do budżetu jest jednym z czynników, które wpłynęły na znaczne osłabienie złotego w ostatnich dniach. Główną przyczyną są jednak czynniki zewnętrzne. Osłabienie złotego w ostatnich dniach jest w dużej mierze spowodowane czynnikami zewnętrznymi. Inwestorzy zaniepokojeni sytuacją w Ameryce Południowej i Turcji zareagowali sprzedażą walut na rynkach wschodzących, w tym również w Polsce - powiedział. Osłabienie złotego jest spotęgowane niepewnością co do kształtu budżetu na ten rok oraz nieodpowiedzialnymi wypowiedziami niektórych polityków - powiedział. Złoty osłabił się od piątku. Jeszcze w czwartek na zamknięciu za dolara płacono 4,032 zł. W piątek złoty gwałtownie spadł do 4,3 zł za dolara. Cześć polityków obarczała odpowiedzialnością za gwałtowny zjazd kursu lidera Sojuszu Lewicy Demokratycznej Leszka Millera, prawdopodobnego premiera po wrześniowych wyborach, który powiedział w piątek w wywiadzie dla agencji Reuters, że obecny stan finansów publicznych jest dramatyczny i coraz bardziej realne staje się widmo kryzysu gospodarczego. Jednak w środę głównym powodem osłabienia było zaostrzenie kryzysu finansowego w Argentynie. W środę rano doszedł do poziomu 4,50 zł za dolara, ale umocnił się po informacjach, że rząd zamierza jednak zwiększyć deficyt tylko o 8,6 mld zł, a nie więcej. Około godz. 15.30 dolar kosztował 4,3950 zł.(PAP)