Pod sam koniec dnia złoty wyraźnie stracił w odpowiedzi na opublikowane dane makroekonomiczne. Wspólna waluta przekroczyła poziom 0,87 USDza 1 euro. Pomogło jej w tym wystąpienie szefa Fed.

W pierwszych transakcjach za USD płacono 4,183 zł, za euro 3,594 zł. Odpowiadało to poziomowi 10,2%. Potem dolar zaczął bardzo powoli umacniać się, wspólna waluta zaczęła z kolei tracić i w efekcie po dwóch i pół godziny (około 11.30) byliśmy na 10,3%, przy kursach 4,185 i 3,585. Realna wartość złotego nie zmieniała się więc znacznie. Wtedy zaczęły przeważać oferty sprzedaży. Około 13.30 dotarliśmy do 9,7%. Waluta amerykańska podrożała o 1,1 grosza, europejska o 3,5 grosza. Przed publikacją danych byliśmy właśnie na 9,7%. USD kosztował 4,195 zł, euro zaś 3,623 zł. Po publikacji złoty się osłabił. Kończyliśmy na 8,95%, przy poziomach 4,207 i 3,67.Informacje o produkcji i PPI nie nastrajają optymistycznie. Produkcja spadła o 0,9% m/m i tym samym o 4,8% rok/rok, ale, biorąc pod uwagę różnicę dni roboczych, nie są to jeszcze bardzo złe dane. O wiele gorzej wygląda kwestia cen produkcji. Spadły one o 0,4% m/m, wskaźnik rok/rok osiągnął 0,9% (poprzednio było 2,5%). O czym to świadczy? Że przedsiębiorstwa mają olbrzymie problemy z uplasowaniem swojej produkcji. Wciąż nie ma przesłanek, które wskazywałyby na poprawę aktywności gospodarczej. Oczywiście, do spadku PPI przyczynił się także tani import (szczególnie chodzi tu o surowce), ale samo to nie może tłumaczyć tak wyraźnych zmian.Pozostaje pytanie, jak w takiej sytuacji zachowa się RPP? Wydaje się, że te informacje stanowią czynnik przemawiający za kolejną obniżką stóp procentowych (niekoniecznie oczywiście już na najbliższym posiedzeniu Rady). Z drugiej strony musimy pamiętać o najważniejszym argumencie przeciwko: o problemach z budżetem.Rano za wspólną walutę płacono 0,8598 USD. Potem doszło do niewielkiej korekty i około 11.30 dotarliśmy do 0,8569. Wtedy przeważyły oferty kupna i po około godzinie osiągnęliśmy 0,864. Mniej więcej ten poziom utrzymał się do późnego popołudnia. Kilka minut po 16.00 znowu gwałtownie przeważył popyt i dotarliśmy do 0,8735. Kończyliśmy na 0,8725.W środę opublikowano kolejną dawkę danych makroekonomicznych, dotyczących amerykańskiej gospodarki. Potwierdzają one, że wciąż w USA nie ma silnej presji inflacyjnej, choć dane są nieco gorsze od oczekiwań. I tak CPI w czerwcu wzrósł o 0,2% (spodziewano się zmiany o 0,1%, miesiąc wcześniej było 0,4%). Wskaźnik pomniejszony o ceny żywności i energii wzrósł o 0,3% (oczekiwano 0,2%, po-przednio mieliśmy 0,1%). Jednocześnie realne zarobki zwiększyły się o 0,1% (prognozowano 0,2%, w maju również obserwowaliśmy zwiększenie o 0,2%).Popołudniowy wzrost wartości euro związany był z wystąpieniem Alana Greenspana. Jego opinia o gospodarce USA nie była bowiem tak optymistyczna, jak zakładali inwestorzy (między innymi szef Fed dał do zrozumienia, że kolejne obniżki stóp procentowych mogą okazać się niezbędne).