Z Jackiem Saryusz-Wolskim, sekretarzem Komitetu Integracji Europejskiej, rozmawia Ewa Bałdyga

Co czeka polskie spółki po integracji z Unią Europejską? Wielu analityków jest zdania, że tylko niewielka część będzie w stanie samodzielnie przetrwać?Wśród naszych przedsiębiorstw będzie postępował proces selekcji. Przedsiębiorstwa będą musiały wzmacniać swoją pozycję konkurencyjną. Istnieje też prawdopodobieństwo, że polskie spółki będą atrakcyjnymi obiektami do przejęcia przez unijne firmy. Te spółki z kolei, które z wyprzedzeniem przygotują się do wejścia na szerszy rynek, osiągną sukces po przystąpieniu do UE.Moim zdaniem, po wejściu do Unii Europejskiej warunki działania przedsiębiorstw nie zmienią się raptownie. Czeka je zapewne wzrost konkurencji, co wiąże się z działaniem na szerszym rynku. Polskie spółki będą mogły łatwiej sprzedawać swoje produkty dla 500 mln konsumentów. Już teraz nie istnieją praktycznie żadne, szczególnie w przypadku towarów przemysłowych, bariery celne. Stopniowo są eliminowane pozostałe utrudnienia w handlu. Upodabnia się system prawny. Otwarcie naszego rynku nastąpiło już dawno i w tej chwili polska gospodarka jest ściśle powiązana z europejską. Pełna integracja może jednak przyspieszyć proces konsolidacji.Co się stanie ze spółkami, które nie zdobędą środków na przystosowanie się do nowych, konkurencyjnych warunków?Moim zdaniem, tylko atrakcyjne polskie spółki będą budziły zainteresowanie zagranicznych inwestorów. Pamiętajmy, że jest dużo firm, które czekają na nowe środki, ale to kapitał decyduje, gdzie się ulokuje. W dłuższym terminie przystąpienie do Unii Europejskiej wpłynie na poprawę efektywności polskich przedsiębiorstw. W krótkim okresie natomiast rozszerzenie rynku, na którym działają nasze firmy, będzie wymagać od nich dodatkowego wysiłku. Spółki powinny już teraz opracować wizję swojego działania na nowym rynku i dostosowywać swoje struktury do rozszerzenia granic.Zarządy polskich przedsiębiorstw najczęściej martwią się o to, w jaki sposób przetrwać, natomiast wizje rozwoju strategicznego są najczęściej odkładane. W takiej sytuacji trudno jest oczekiwać, że stan przygotowania naszych firm w momencie przystąpienia do UE będzie dobry.I to właśnie mnie niepokoi. Podmioty polskie muszą naśladować przygotowania unijnych firm. Te, już na kilka lat przed utworzeniem jednolitego rynku, przygotowywały się do gospodarki bez granic. Zostały opracowane strategie rozwoju produktów, marketingowe, finansowe, struktury zatrudnienia itp. Zintensyfikowane działania przyniosły widoczne efekty ? spółki świetnie poradziły sobie w nowych warunkach.W jaki sposób nasze firmy powinny przygotowywać się do rozszerzenia granic?Polskie spółki powinny się konsolidować i wspólnie zdobywać nowe rynki. Duża część przedsiębiorców rozumie potrzeby dostosowania do nowych warunków i już teraz opracowuje strategiczne plany, które to uwzględniają. Spółki muszą np. przeprowadzić dokładne badania rynkowe, zanalizować dyrektywy, które obowiązują na terenie UE w danej dziedzinie.Przygotowanie spółek do działania w nowych warunkach wymaga wielu zmian, które często są kosztowne. Wielu firm nie stać na modernizację czy przeprowadzenie szeroko zakrojonych badań rynkowych itp. Czy to oznacza, że firmy te są skazane na niepowodzenie?To nie jest tak, że spółki nie mają środków na przystosowanie do integracji Polski z UE. Uruchomienie dodatkowego kapitału wymaga przesunięć wydatków wewnątrz firm. Spółki muszą przede wszystkim obniżać koszty działalności, zwiększać rentowność i zdobywać rynki.Które branże, Pańskim zdaniem, są najlepiej przygotowane do wejścia do Unii Europejskiej?Uważam, że gdybyśmy starali się powiedzieć, że spółki z tej branży poradzą sobie w nowych warunkach, firmy z innego sektora zaś będą miały poważne kłopoty z dostosowaniem, to byłaby nieprawda. Wewnątrz branż znajdują się spółki w lepszej bądź gorszej kondycji finansowej.Jeżeli Polska będzie objęta regułami wspólnej polityki rolnej, to nasze rolnictwo będzie szczodrze zasilane środkami unijnymi. Rolnictwo znajdzie się pod szczególną ochroną UE. W ramach innych branż mamy do czynienia zarówno z przestarzałymi technologiami, jak i nowoczesnymi. Pamiętajmy, że produkcja energo- i pracochłonna jest przenoszona poza terytorium Unii Europejskiej, najczęściej do krajów afrykańskich bądź azjatyckich. Tak się dzieje np. z przemysłem skórzanym czy tekstylnym. To może stwarzać szanse także dla Polski.Ile jest obecnie spółek przygotowanych do działania na unijnym rynku?Nie wiem, jaki stanowią udział wśród wszystkich polskich przedsiębiorstw. Zapewne istnieje duża grupa przedsiębiorstw dobrze przygotowanych do nowych warunków konkurencyjnych. Jednak prawdopodobnie znaczna część polskich spółek musi dokonać dodatkowego wysiłku, aby konkurować z firmami unijnymi.Czy UKIE pomaga firmom w opracowywaniu strategii, która pozwoli im przetrwać na rozszerzonym rynku?Takie usługi indywidualnym przedsiębiorstwom świadczą firmy doradcze. Pomoc w tej kwestii mogą jednak otrzymać firmy z trudnych sektorów. Programy doradcze są i będą dla nich realizowane m.in. przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości, głównie dla małych i średnich przedsiębiorstw.Czy sytuacja na rynku pracy poprawi się po rozszerzeniu naszego rynku?W tej chwili nie negocjujemy jeszcze tego problemu.Kiedy przystąpimy do Unii Europejskiej?Zamknięcie negocjacji z UE zależy nie tylko od nas. W tej chwili zamknęliśmy 17 rozdziałów na 29. Strona unijna nie określiła jeszcze wszystkich swoich stanowisk np. w polityce rolnej. Nastąpi to prawdopodobnie w przyszłym roku. Czekają nas więc jeszcze bardzo trudne rozmowy. Możliwą i pożądaną datą przystąpienia Polski do Unii Europejskiej jest 2004 rok, kiedy zostanie przyjęta duża grupa państw (ok. 10). W kuluarach krążą jednak spekulacje na temat małego rozszerzenia, w którym nie ma Polski. W ten scenariusz jednak nie wierzę.Może dla Polski byłoby lepiej, gdyby przyjęto nas później ? mielibyśmy więcej czasu na przygotowanie się do wzmożonej konkurencji?Jest to jedna z błędnych teorii, często powtarzana. Im wcześniej przystąpimy do Unii, tym lepiej.Jakie korzyści odniesiemy z przystąpienia do struktur UE?Przede wszystkim będziemy otrzymywali więcej środków, do 4 % PKB. W tej chwili Polska otrzymuje od UE 1 mld euro rocznie. Po integracji dotacje zwiększą się wielokrotnie. Pieniądze będą przekazywane m.in. na pomoc dla słabszych regionów, inwestycje infrastrukturalne, system pomocy dla małych i średnich przedsiębiorstw i wspieranie wydatków przedsiębiorstw związanych z podnoszeniem kwalifikacji pracowników. Będą to dotacje na działania prowadzone przez Europejski Fundusz Regionalny i Europejski Fundusz Społeczny.Ile lat potrzeba, abyśmy nadrobili dystans w rozwoju gospodarczym dzielący Polskę i UE?Zależy od tego, jaki wskaźnik wzrostu PKB przyjmiemy do obliczeń. Jeszcze do niedawna liczyliśmy, że wyniesie on 4?5%. Oznaczało to, że potrzeba ok. 20?25 lat na zrównanie poziomów rozwoju gospodarczego. Jeśli wzrost PKB będzie niższy, dystans dzielący Polskę i UE będziemy nadrabiali dłużej.Jak będzie, Pańskim zdaniem, wyglądał rynek kapitałowy w Polsce po rozszerzeniu granic?W Europie powstanie system giełd połączonych w taki sposób, że transakcje będą toczyły się równolegle na wielu rynkach. System giełdowy będzie ułatwiał przepływ kapitału. Będzie temu sprzyjało również wprowadzenie jednej waluty. GPW prowadzi rozmowy z Euronextem i sądzę, że jest to dobry kierunek rozwoju naszego parkietu. Warszawska giełda zostanie prawdopodobnie jednym z ogniw połączonego systemu.