Dwa tygodnie po wyborach mamy wreszcie szansę, by z nieco większym prawdopodobieństwem odpowiadać na pytanie, czego można spodziewać się po nowej sytuacji. Zapowiedź przygotowania zupełnie nowego projektu budżetu oraz ustalenie maksymalnego zawartego w nim poziomu wydatków na poziomie niższym niż planowany w projekcie ustępującego rządu trzeba powitać z umiarkowanym optymizmem. Wciąż bowiem nie wiadomo, jak daleko nowy projekt będzie odbiegać od ewidentnego bubla w postaci przedłożenia rządowego ani jaka będzie poniesiony przez gospodarkę koszt ewentualnego zawarcia koalicji. Biorąc pod uwagę podejście PSL do zagadnień gospodarczych, nie należy się jednakże zbytnio łudzić, że rynek kapitałowy może rychło spodziewać się ze strony nowej koalicji impulsu do wzrostów. Nadzieję na brak sygnałów negatywnych stanowi silnie proeuropejska postawa zwycięzców wyborów, których aspiracje musiałyby pozostać nie zaspokojone, gdyby podjęto działania wybitnie sprzeczne z zachodnim pojmowaniem polityki gospodarczej. Generalnie więc krajowa sytuacja polityczna, choć daleka od optymalnej z punktu widzenia rynku, w średnim horyzoncie powinna stanowić dla niego czynnik raczej neutralny. Krajowe dane makroekonomiczne w najbliższym czasie też raczej nie przyniosą przełomu w postawie rynku. O tym więc, czy giełda podniesie się z obecnego bardzo niskiego poziomu, decydować będzie powodzenie podejmowanych w USA prób ożywienia gospodarki. A biorąc pod uwagę, że ani rozsądnych polityków, ani źródeł finansowania sensownych pomysłów tam nie brakuje, próby te nie są z góry skazane na porażkę ? i to stanowi obecnie największą nadzieję na przyszłość.