"To dostosowanie będzie jednorazowe, obiecuję to państwu" -zadeklarował Marek Belka podczas debaty w Senacie nad zmianami w ustawie o podatku PIT. "Największą wadą tej ustawy jest to, że ona w ogóle jest" - powtórzył w czasie debaty w Senacie wicepremier Marek Belka. Zdaniem Belki podnoszenie podatków jest złe i z punktu widzenia długofalowego rozwoju kraju jest rzeczą niekorzystną. "Niestety w obecnej sytuacji budżetu jest to działanie konieczne". Według Belki przychody państwa będą w przyszłym roku nominalnie niższe niż w tym roku, nie ma też żadnej gwarancji, że ta tendencja odwróci się w roku następnym. "To wszystko sprawia, że jest dramatycznie trudno stworzyć budżet, który stabilizowałby finanse publiczne i umożliwiał normalne, choć prowadzone w bardzo trudnych warunkach planowanie wydatków. Jak trudna to praca okaże się już za kilkanaście dni, gdy przedstawimy założenia budżetowe" - zadeklarował wicepremier. "Cel gospodarczy naszego rządu jest następujący: budżet roku 2002 ma oznaczać powrót do realności. Ostatnie dwa budżety okazały się nierealistyczne, w tym, budżet 2001 okazał się nierealny już dwa tygodnie po jego uchwaleniu. To była makulatura" - powiedział Belka. Jak powiedział Belka filozofia tego dostosowania jest następująca: "schodzimy na ścieżkę wydatków, które da się bezpiecznie sfinansować. I od tego momentu budżet na lata następne będzie musiał zawierać zarys strategii średniookresowej państwa." Z drugiej strony, jeżeli okazałoby się, że stagnacja czy bardzo zła sytuacja gospodarcza trwa, na przykład w wyniku złej sytuacji międzynarodowej, rząd nie będzie dążył do zmniejszenia deficytu za wszelką cenę, bo wtedy taka polityka pogłębia tylko kryzys. "Chcemy odejść od trwającej przez ostatnie lata praktyki budżetowania, którą można streścić tak: patrzymy na ile wpływów podatkowych możemy liczyć, do tego dodajemy pewną wielkość deficytu budżetowego, który wydaje się być możliwy do sfinansowania i w ten sposób wychodzimy na poziom wydatków państwa. A następnie planuje się likwidację deficytu przez trzy czy cztery kolejne lata, w zależności od tego jak odważny czy beztroski jest kolejny minister finansów. Nie patrząc na to jaka będzie sytuacja czy koniunktura w gospodarce." "Efekty tego znamy. Nie udało się obniżyć deficytu, finanse publiczne podlegały rozpaczliwym cięciom, które powodowały tylko pogorszenie struktury wydatków. Bo jak trzeba ciąć to się tnie tam gdzie nie będzie strajku, czyli tnie się to, co jest najcenniejsze - wydatki prorozwojowe." W opinii Belki to właśnie dlatego stoimy w obliczu złej struktury wydatków publicznych, złej struktury wydatków, skoncentrowanej na transferach publicznych. "Chcemy z tym zerwać".

(PAP)