Kłopot z ustaleniem opłat od zawieranych transakcji wynika z faktu, iż odmiennie kształtują się koszty i ryzyko dla przeciwnych stron rynku. Inwestorzy zakładający wzrost WIG20 muszą bowiem wnieść całą wartość jednostki (obecnie około 128 zł), zaś zakładający spadki - jedynie depozyt, w związku z czym korzystają z dźwigni finansowej.

Minimalną wartość depozytu wyznaczy KDPW, jednak - jak należy się spodziewać - będzie on identyczny z tym, jaki funkcjonuje na rynku kontraktów terminowych, a więc 11,2%, czyli około 14 zł. Tymczasem ustanowienie identycznej wartości prowizji spowoduje zmianę opłacalności zawierania transakcji. 3 zł, 5 zł, czy też 8 zł, jak to jest w różnych biurach maklerskich, oznacza bowiem około kilku procent wartości jednostki i kilkadziesiąt procent wnoszonego depozytu.

Z informacji, jakie uzyskał PARKIET, wynika jednak, iż opcja traktowania zarówno nabywców, jak i wystawców nowego instrumentu w ten sam sposób będzie przeważała. Takie wnioski należy wyciągnąć ze spotkania, jakie odbyło się wczoraj w Izbie Domów Maklerskich. Potwierdza to także Marek Fijałkowski, dyrektor biura IDM.

- Przedstawiciele biur i domów maklerskich spotkali się wyłącznie w celach konsultacji i nie zapadły żadne wiążące decyzje. Przyznaję, że ścierały się jednak dwie szkoły: pierwsza mówi, iż wszystkich należy potraktować tak, jakby działali na rynku akcji, druga - aby, wystawców traktować jak inwestorów rynku futures. Więcej brokerów opowiadało się jednak za tą pierwszą opcją - wyjaśnia dyrektor Fijałkowski. Nie oznacza to jednak, że żaden z nich nie zamierza wprowadzić odmiennych tabel prowizji. Niektórzy zapowiadają bowiem, iż będą negocjować warunki, ewentualnie pobierać stałe opłaty, tak jak na rynku futures.

Kolejny problem pojawi się na początku kwietnia przyszłego roku, kiedy upłynie promocyjny okres niepobierania prowizji przez GPW i KDPW.