Byki szybko zwarły szyki po środowej kapitulacji na wysokości głównej linii bessy. Wczoraj zniżki trwały tylko przez pierwsze dwie godziny sesji, a potem zaczęło się odrabianie strat. Proces ten zakończył się pełnym sukcesem. Jednak osiągnięcie 1280 pkt. na zamknięciu to zbyt mało, by zatrzeć negatywne wrażenie, jakie pozostawiły po sobie notowania ze środy. Każą one uznać za fałszywe przełamanie linii trendu malejącego, wyprowadzonej ze szczytu z marca ub.r. Zazwyczaj w takich sytuacjach następuje zdecydowany ruch w przeciwną stronę. Dzieje się tak dlatego, że akcje kupowane w oparciu o taką fałszywą przesłankę w znacznej części szybko wracają na rynek, tworząc "nadprogramową" podaż.

W takiej sytuacji należy liczyć się z tym, że środowy spadek jest początkiem, w najlepszym wypadku, głębokiej korekty półtoramiesięcznych zwyżek. W takim kontekście bardzo ważne może okazać się piątkowe zamknięcie. Z jednej strony byki będą musiały sobie poradzić z oporem wyznaczonym przez połowę ostatniej dziennej czarnej świecy, który znajduje się przy 1288 pkt., a potem z linią trendu. Bez tego nie może być mowy o szansach na powrót do trwalszych wzrostów. Warto też zwrócić uwagę, iż na poziomie 1292 pkt. mamy połowę białego korpusu z ubiegłego tygodnia, więc zamknięcie poniżej niego utworzy formację zasłony ciemnej chmury. Jej wymowa jest jednoznaczna - przestrzega przez zmianą trendu. Zakończenie tygodnia powyżej 1300 pkt. poprawi nastroje, przekreśli znaczenie głównej linii bessy i... znacznie skomplikuje ocenę aktualnej kondycji rynku i jego perspektyw na nadchodzące sesje.