Jednym z głównych powodów napięć i frustracji w kierownictwie DB jest niski kurs jego akcji, co może ułatwić przejęcie tego banku.
Jako najnowszy przejaw narastającego konfliktu traktowane jest oświadczenie Josefa Ackermanna, desygnowanego na nowego szefa zarządu, który obejmie tę funkcję za pół roku, zapowiadające gruntowne zmiany kadrowe w DB.
Następca Breuera obecnie kieruje działem bankowości inwestycyjnej DB, a swoje plany ujawnił w miniony weekend, podczas spotkania z biznesmenami w południowych Niemczech. Jego projekt oznacza radykalne zerwanie z dotychczasowym modelem zarządzania niemieckimi korporacjami opartym na uzgodnionym stanowisku członków gremium kierowniczego i wspólnej odpowiedzialności.
Ackermann jest zwolennikiem modelu anglosaskiego, w którym silną pozycję ma dyrektor zarządzający (chief executive officer). Chce utworzyć komitet wykonawczy, a narzędzie to jest mu potrzebne jako przeciwwaga dla zarządu i rady nadzorczej. Dzięki niemu miałby zapewnioną większą swobodę w kierowaniu firmą.
Desygnowany następca Breuera argumentuje, że inwestorzy domagają się jasno zdefiniowanej roli szefa banku. Akcermann uważa, że słabsza pozycja banków niemieckich wobec ich zagranicznych konkurentów wynika ze złej struktury zarządzania. Nie przypadkiem popierają go głównie menedżerowie kierujący zagranicznymi placówkami Deutsche Banku. Ich koledzy z centrali i filii operujących w Niemczech w zdecydowanej większości reprezentują opcję konserwatywną.