Polski rynek kapitałowy nie jest enklawą chronioną przed gospodarczą stagnacją i pesymizmem inwestorów. Odwrotnie, cały giełdowy rok 2001 był zwiastunem i potwierdzeniem gospodarczej smuty. Ale zaistniały także dwie okoliczności korzystne dla giełdy.
Po pierwsze, odważniejsze ruchy Rady Polityki Pieniężnej. Rada nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa - obniżając stopy procentowe, powinna dalej działać na niekorzyść lokat bankowych.
Po drugie, minister Belka i jego ryczałtowy podatek od zysków kapitałowych. Ominął bezpośrednie lokaty giełdowe, choć dotknął lokowanie za pośrednictwem funduszy inwestycyjnych. Niezależnie od pomysłowości banków, względnej atrakcyjności w 2002 roku nabiera gra giełdowa. Żeby tak się stało, trzeba spełnić wiele dodatkowych warunków. Zasadniczą przesłanką jest podaż nowych papierów wartościowych.
Kreatorem najciekawszych ofert, ożywiających rynek, jest wciąż Skarb Państwa. Ich brak staje się powoli zauważalnym wyróżnikiem polskiego rynku, w porównaniu na przykład z Budapesztem. Niestety, nie zanosi się na ofensywne poczynania nowego rządu. Nie zadziała przymus budżetowy, który zresztą nie jest dobrym drogowskazem dla prywatyzacji. Zadziała raczej lewicowa nieufność wobec prywatyzacji i preferencja dla układanek w sferze spółek publicznych.
Minister Kaczmarek obiecuje 6-8 mld zł w roku 2002, czyli mniej niż jego poprzedniczka. Zapowiada analizę i weryfikację dotychczasowych planów resortu. Czyli zwłokę. Taki jest los oferty PZU. Coraz częściej wynikiem analizy będzie konsolidacja wewnątrzbranżowa.