Reklama

To nie lata siedemdziesiąte

Gospodarka światowa od prawie roku wykazuje objawy spowolnienia wzrostu, graniczącego z klasyczną recesją. Jednocześnie od września za sprawą ataku terrorystycznego na World Trade Center niesłychanie skomplikowała się sytuacja na arenie międzynarodowej. Trwające obecnie zmagania na terytorium afgańskim są kwestią niezwykle delikatną także ze względu na kontakty pomiędzy państwami arabskimi,

Publikacja: 06.12.2001 08:41

czyli posiadającymi największe złoża roponośne,

a pozostałymi

państwami,

będącymi

konsumentami

Reklama
Reklama

ropy naftowej.

Gospodarka

światowa zwalnia

Według amerykańskiego National Bureau of Economic Research (NBER), prestiżowego instytutu ekonomicznego, założonego w 1920 r., gospodarka światowa zmierza nieuchronnie do recesji. Szczyt aktywności w Stanach Zjednoczonych przypadł na marzec 2001 r. Od tego czasu aktywność w gospodarce systematycznie maleje. Najświeższe dane o 1,1-proc. spadku PKB za oceanem przekonują, że rzeczywiście największa gospodarka na świecie zmierza w kierunku recesji. Nie lepiej dzieje się w innych regionach uprzemysłowionych. Dekada lat dziewięćdziesiątych okazała się zaprzepaszczona dla Japonii. Dekoniunktura na rynku IT, nie rozwiązane problemy z masowym zadłużeniem korporacji oraz niejednokrotnie nieuzasadnioną obecnością państwa w gospodarce, a także niechęć do wydatków konsumpcyjnych sprawiają, że w tym roku również nie ma co liczyć na ożywienie w Kraju Kwitnącej Wiśni. Zanik aktywności gospodarczej jest także odczuwany na Starym Kontynencie. Najlepszymi przykładami są największe gospodarki Eurolandu - Niemcy i Włochy, wykazujące oznaki pełnoobjawowej recesji, którą pogłębia dodatkowo fakt bardziej wstrzemięźliwej niż w Stanach Zjednoczonych polityki monetarnej, prowadzonej przez EBC. Nie stanowią również tajemnicy kłopoty, z jakimi boryka się nasza rodzima gospodarka. Rachityczny wzrost gospodarczy coraz wyraźniej kontrastuje z dynamicznym powiększaniem PKB jeszcze przed kilkoma laty.

Spadek konsumpcji

Zahamowanie wzrostu bądź wręcz spadek PKB oznacza, że coraz mniej wytwarza się towarów i usług w gospodarce. Jest to następstwem słabnącego popytu konsumpcyjnego i inwestycyjnego. Konsumenci ograniczają spożycie, rezygnując z wielu grup towarowych. Firmy również dostosowują skalę działalności do skali sprzedaży. W efekcie są one automatycznie zmuszane do poszukiwania oszczędności.

Reklama
Reklama

Ograniczenie popytu w sferze gospodarstw domowych i przedsiębiorstw silnie odbija się na zapotrzebowaniu na nośniki energii, w tym zwłaszcza ropę naftową. Ropa naftowa zasadniczo nie stanowi towaru pierwszej potrzeby dla zmagających się z dekoniunkturą gospodarstw domowych. Dotyczy to także, choć w mniejszym stopniu, przedsiębiorstw. Niższy popyt na dane dobro powinien prowadzić do spadku ceny tego dobra do momentu aż konsumenci ponownie zaktywizują swoją działalność. Tak się właśnie dzieje obecnie. Mechanizm równowagi pomiędzy popytem a podażą skutecznie działa w gospodarkach wolnorynkowych. Zanik popytu na ropę naftową powinien prowadzić do zdecydowanego spadku jej cen.

Niestety, w tym przypadku sprawa nie jest tak prosta. Dzieje się tak z powodu polityki OPEC - kartelu, skupiającego państwa wydobywające "czarne złoto". Wspólne ustalanie polityki wydobycia przez państwa OPEC prowadzi do skutecznego zakłócenia mechanizmu pomiędzy podażą a popytem.

Polityka OPEC

OPEC to jedna z bardziej liczących się organizacji międzynarodowych w dziedzinie gospodarki. Istnieje od 31 lat. Skupia państwa eksportujące ropę naftową, w większości z regionu Bliskiego Wschodu. Obecnie liczy 11 członków (Algieria, Indonezja, Irak, Iran, Libia, Kuwejt, Katar, Nigeria, Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Wenezuela), choć w szczycie liczyła 13 państw (Ekwador i Gabon opuściły organizację odpowiednio: w 1992 i 1994 roku). Państwa członkowskie zapewniają 40% wydobycia światowego oraz 2/3 eksportu. Głównym celem OPEC jest maksymalizowanie wpływów eksportowych z tytułu sprzedaży ropy naftowej. Przedstawiciele organizacji są zainteresowani godziwą ceną za godziwy produkt. W celu zapewnienia odpowiednich wpływów organizacja prowadzi wspólną politykę podażową, która została zastosowana po raz pierwszy w marcu 2000 roku. Mowa o mechanizmie pasma cenowego. Jeżeli przez 31 dni transakcyjnych cena za baryłkę utrzymuje się powyżej 28 USD, wówczas państwa członkowskie uruchamiają dodatkowe wydobycie, co zwiększa podaż na giełdach surowcowych, ułatwiając spadek cen poniżej przekroczonej granicy.

W rzeczywistości mechanizm działania nie jest tak efektywny, ponieważ nie uwzględnia zdolności nabywczych konsumentów oraz zasobów strategicznych państw importujących.

Ropa w kryzysach politycznych

Reklama
Reklama

Ceny ropy naftowej od lat podlegają nieustannym fluktuacjom. Zmiany są wypadkową najczęściej trzech czynników: polityki państw zrzeszonych w OPEC oraz konkurencji ze strony pozostałych wiodących producentów ropy naftowej (Rosja, Norwegia, Meksyk), zapasów strategicznych w największych państwach uprzemysłowionych oraz zdarzeń na arenie politycznej, zwłaszcza tych, które podważają zaufanie konsumentów.

Wydarzenia w Afganistanie powodują napięcia pomiędzy wieloma państwami arabskimi a sprzymierzonymi w koalicji antyterrorystycznej. Istnieje również poważne zagrożenie, że może dojść do eskalacji konfliktu na inne kraje, podejrzewane o wspieranie terroryzmu. Niektórzy eksperci wskazują, że kolejnym państwem, dotkniętym działaniami zbrojnymi, może być Irak.

Przyjrzyjmy się, jak do tej pory ceny ropy naftowej zachowywały się w obliczu najważniejszych kryzysów politycznych po II wojnie światowej. W ostatnim trzydziestoleciu byliśmy świadkami trzech poważnych konfliktów politycznych, które doprowadzały do działań zbrojnych:

- wojny Jom Kippur (1973),

- wojny Iraku z Iranem (początek w 1980), i

Reklama
Reklama

- wojny w Zatoce Perskiej (1990-1991).

W następstwie tych zdarzeń dochodziło do znaczących skoków cen ropy naftowej. Wojna koalicji arabskiej z Izraelem, popieranym przez państwa uprzemysłowione, doprowadziła do nałożenia embarga na dostawy ropy naftowej.

dokończenie str. VI

dokończenie ze str. I

Wystarczy powiedzieć, że na koniec 1972 roku baryłka ropy naftowej była wyceniana na 3 USD, a dwa lata później w efekcie embarga państw arabskich z października 1973 roku na dostawy ropy naftowej cena baryłki wynosiła 12 USD. Arbitralną decyzją przedstawicieli państw-eksporterów z regionu arabskiego zmniejszono wydobycie o 5 milionów baryłek dziennie, czego nie było w stanie zrekompensować zwiększenie wydobycia przez inne kraje zasobne w ropę (zwyżka ich wydobycia w tym czasie wyniosła tylko 1 mln baryłek na dzień).

Reklama
Reklama

Kolejne kryzysy polityczne, choć nie tak spektakularne, jak wspomniany, prowadziły również do nieuchronnego wzrostu cen ropy naftowej. Konflikt iracko-irański, który wybuchł w 1980 roku także oznaczał gwałtowane zmniejszenie wydobycia ropy naftowej. Eksperci z WTRG organizacji zajmującej się analizą rynku paliwowego szacują, że od listopada 1978 roku do czerwca 1979 roku rewolucja irańska doprowadziła do zmniejszenia wydobycia o 2-2,5 mln baryłek dziennie. Wojna iracko-irańska spowodowała z kolei, że w 1980 roku obie strony konfliktu zostały zmuszone do ograniczenia wydobycia wskutek zniszczeń wojennych o 2,7 mln baryłek (Irak) i 0,6 mln baryłek (Iran). Na niepożądany dla konsumentów wzrost cen ropy w efekcie zmniejszenia podaży nie trzeba było długo czekać. W latach 1978-1981 cena ropy wzrosła z 14 USD do 35 USD za baryłkę. Łaskawiej obeszła się za to z konsumentami wojna w Zatoce Perskiej (kryzys kuwejcki). W tym jednak przypadku straty w wydobyciu były mniejsze niż w przypadku dwóch wcześniej wskazanych szoków naftowych. Wojna sprawiła jednak, że na wiele lat wskutek sankcji ONZ z handlu został wykluczony Irak. Ceny ropy w czasie pierwszych tygodni konfliktu w Zatoce wzrosły wprawdzie o połowę, jednak w miarę upływu czasu spadały do poziomu wyjściowego.

Kryzys kuwejcki nie miał tak poważnego wpływu, jak szoki naftowe lat 70. Na wykresie zaprezentowano cenę baryłki ropy naftowej w latach 1970-2001. Szok 1973 roku doprowadził do znaczącego, ale i trwałego wzrostu cen tego nośnika energetycznegoCena ropy nigdy już nie spadła poniżej poziomu 10 USD. Mniej dotkliwy był szok 1979 roku. Ropa naftowa

po 11 września

Zamachy terrorystyczne z 11 września 2001 roku doprowadziły do zmian na scenie geopolitycznej. Po raz pierwszy od dziesięciu lat bezkonkurencyjny lider na arenie międzynarodowej po upadku Związku Radzieckiego - Stany Zjednoczone zostały postawione w stan konfliktu zbrojnego. Reakcja rynków surowcowych była dość histeryczna. Przerażeni rozwojem sytuacji inwestorzy zaczęli błyskawicznie kupować ropę naftową, podbijając tym samym jej cenę. W ciągu dnia cena ropy sięgnęła nawet 31 USD (baryłka gatunku Brent) i była o 10% wyższa niż dzień wcześniej. Zwyżka utrzymywała się jeszcze przez kilka następnych dni. Wkrótce nastąpił odwrót popytu i przeważyli inwestorzy wyprzedający ten surowiec, w efekcie czego w listopadzie za baryłkę ropy płacono nawet poniżej 17 USD.

Sztuka kompromisu

Reklama
Reklama

Jest rzeczą oczywistą, że w transakcji handlowej występują co najmniej dwie strony. Sprzedający jest zainteresowany osiągnięciem jak najwyższej ceny, co stoi w oczywistej opozycji do zamiarów kupującego. Z jednej strony państwa OPEC chcą uzyskać jak najwięcej. Z drugiej zaś importerzy ropy nie chcą przepłacać, wychodząc z założenia, że wzrost cen nośników energii podważa zyskowność przedsiębiorstw, a ponadto działa inflacjogennie. Pogorszenie rentowności przedsiębiorstw oznacza mniejsze strumienie zysków i przepływy pieniężne oraz niższe dywidendy, co w końcu zostaje uwzględnione w przecenie na rynkach akcji i obligacji.

Jeszcze we wrześniu cena ropy naftowej przekraczała 30 USD za baryłkę, natomiast obecnie wynosi niespełna 20 USD. Z pewnością z takiego obrotu sprawy zadowolone są rządy i władze monetarne państw rozwiniętych, w większości mocno uzależnionych od importu ropy naftowej (Euroland, Japonia, Stany Zjednoczone).

Ryzyko szoku

naftowego

Czy grozi nam jednak szok naftowy, wywołujący eksplozję niepokojów w gospodarkach na świecie, w przypadku eskalacji konfliktu na inne, poza Afganistanem państwa muzułmańskie? Trudno wykluczyć taką ewentualność, jednak nie wydaje się ona wystarczająco prawdopodobna. Robert Parker, jeden z szefów spółki zarządzającej aktywami Credit Suisse Asset Management, twierdzi, że w ciągu najbliższych 6 tygodni należy oczekiwać kontynuacji spadków cen ropy o około 20%, do 15-16 USD, i nie należy spodziewać się wzrostów powyżej 30 USD w perspektywie najbliższych trzech lat.

Argumentów przemawiających za takim scenariuszem jest kilka. Niska aktywność gospodarcza na świecie oznacza słabszy popyt na ropę naftową. Firmy dostosowują swoje moce produkcyjne do kurczącego się popytu ze strony gospodarstw domowych.

Utrzymywanie w ryzach cen ropy naftowej jest następstwem również wpływu tragicznych wydarzeń z 11 września, prowadzących do zmiany nastawienia konsumentów. Niepewne przyszłości gospodarstwa domowe zaczynają ograniczać spożycie i coraz więcej oszczędzają.

Dość sprawna akcja militarna wojsk sprzymierzonych w Afganistanie powoduje z kolei, że ryzyko rozszerzenia się wojny wydaje się niewielkie. Szybka i skuteczna ofensywa wojsk Sojuszu Północnego, wspieranych przez amerykańskie lotnictwo i siły szybkiego reagowania, uspokaja władze i społeczeństwa państw, przerażonych wizją eskalacji konfliktu. Z tego powodu nie zachodzi konieczność szybkiego powiększania rezerw strategicznych (także z tego powodu, że już są one imponujące).

Nie bez znaczenia jest fakt sprawowania władzy w państwach arabskich przez rządy (poza nielicznymi przypadkami) zainteresowane kontynuacją dobrych stosunków ze światem importerów ropy naftowej. To prawda, że jednym z czynników ryzyka jest przejęcie władzy w państwach arabskich przez grupy radykałów. Do tej pory jednak nie dochodzą one do głosu (poza przypadkiem niepokojów w Pakistanie), dlatego ryzyko zamachu stanu i przejęcie władzy przez zwolenników zaostrzenia stosunków z państwami uprzemysłowionymi (np. poprzez embajest również ograniczone.

Ceny ropy wprawdzie silnie wzrosły, jednak trend ten przez pierwszą połowę lat 80. odwrócił się i ceny powróciły w końcu do poziomu wyjściowego. Kryzys kuwejcki jedynie na chwilę zachwiał wiarą inwestorów. Jeszcze przed początkiem 1991 roku ceny ropy zbliżyły się wyraźnie do poziomu bezpośrednio poprzedzającego wybuch wojny.

Inna sprawa, że siła członków kartelu OPEC jest obecnie słabsza niż przed trzydziestoma laty. Rozpoczęto eksploatację nowych złóż roponośnych (m.in. Morze Północne, Meksyk, Chiny, Alaska, Rosja). Państwa nauczone przykrymi doświadczeniami dekady lat siedemdziesiątych przywiązują odpowiednią wagę do kwestii rezerw strategicznych. Zmalała zatem rola OPEC i jego wpływ na kształtowanie się cen na rynkach surowcowych. Średnio dziennie państwa OPEC wydobywały ostatnio 30 mln baryłek, czyli tyle, ile w poprzednich dekadach. Jednocześnie światowa produkcja zbliża się do 70 mln baryłek i wzrosła od początku lat 70. z poziomu niespełna 50 mln baryłek dziennie. W efekcie udział państw OPEC zmniejszył się z 60% do 40% światowego wydobycia ropy naftowej.

"The Economist" w numerze z 27 listopada br. ("OPEC kontra Rosja") nie wahał się użyć słowa "wojna" jako dobrze ilustrującego konkurencję tych dwóch gigantów eksportowych na rynku ropy naftowej. Prosperity rosyjska ostatnich dwóch lat jest nakręcana w dużej mierze poprzez wysokie dochody z eksportu właśnie tego nośnika energii. Nie w smak to reprezentantom OPEC, którzy są zainteresowani przykręcaniem kurków z rosyjską ropą, co doprowadziłoby do wzrostu kursu. Dodając do tego producentów z basenu Morza Północnego i Meksyk widać wyraźnie, że OPEC jest niezwykle trudno wykorzystywać swoją uprzywilejowaną pozycję.

Złe scenariusze

Otwarty konflikt świata terrorystów ze światem kapitalistycznym jest już od wielu tygodni faktem. Rozszerzenie tego konfliktu na państwa arabskie jest wątpliwe i mało prawdopodobne. Co jednak mogłoby się stać, gdyby doszło do realizacji najczarniejszych scenariuszy? Odpowiedź na to pytanie starał się znaleźć George L. Perry z Brookings Institution. Przyjął on trzy czarne scenariusze rozwoju zdarzeń na arenie międzynarodowej i ocenił ich wpływ na podstawowe wielkości ekonomiczne dla Stanów Zjednoczonych. Najmniej bolesny byłby scenariusz A, gdzie wskutek przejęcia kontroli przez ekstremistów w niektórych państwach arabskich (bez Arabii Saudyjskiej, Kuwejtu, ZEA i Kataru), zostają zredukowane ich dostawy na rynki światowe w 90%. Wskutek tego cięcia rośnie, oczywiście, cena ropy naftowej i notuje się niewielki uszczerbek na PKB. O wiele gorsze konsekwencje mają już kolejne dwa scenariusze. Scenariusz B jest podobny do poprzedniego, jednak w odróżnieniu od niego Arabia Saudyjska i pozostałe państwa, mające tradycyjnie dobre stosunki dyplomatyczne ze światem kapitalistycznym, nie zwiększają swojego wydobycia w celu łagodzenia skutków embarga innych państw. Skutki takiego szoku są już o wiele bardziej dotkliwe. Wysoki pułap osiąga cena za baryłkę, demon inflacji budzi się z uśpienia (dodatkowe 5 pkt. procentowych z tego powodu), a Ameryka popada w jeszcze większą recesję. Najgorszy jest scenariusz C, gdzie ekstremiści przejmują kontrolę nad zasobami roponośnymi we wszystkich krajach arabskich. Cena baryłki wówczas rośnie do przeszło 160 USD, inflacja galopuje na dobre (dodatkowe 15 pkt. procentowych z tego powodu), a kraj trawi recesja o niespotykanej sile.

Na szczęście są to tylko scenariusze, których prawdopodobieństwo spełnienia się (może z wyjątkiem scenariusza A) jest bardzo małe. Dotychczasowy spokój panujący na rynkach ropy naftowej potwierdza to założenie.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama