Reklama

Pierwsze symptomy poprawy

Z Danutą Wałcerz, prezesem Państwowego Urzędu Nadzoru Ubezpieczeń, rozmawia Tomasz Brzeziński

Publikacja: 18.12.2001 08:34

Jak Pani ocenia wyniki sektora ubezpieczeniowego po trzech kwartałach 2001 r. Czyżby nie było tak źle, jak przepowiadali niektórzy pesymiści?

Dość dobrze. Zauważalna jest znacząca poprawa wyników z działalności lokacyjnej, co zresztą dotyczy całego sektora finansowego...

Ale czy nie jest tak, że zakłady ubezpieczeń skorzystały ze zwiększonych potrzeb pożyczkowych państwa, przez co inwestycje w papiery skarbowe były lepsze od spodziewanych?

Mówimy o stanie sektora ubezpieczeniowego, a nie państwa. Poza tym można tak lokować, że w portfelu inwestycyjnym nie ma papierów skarbowych, tylko inne aktywa i nie osiągnie się takich wyników.

Czy zgadza się Pani z poglądem, że dzięki twardej szkole, jaką w ostatnich latach odebrały zakłady ubezpieczeń majątkowych, lepiej sobie one radzą w trudnych czasach?

Reklama
Reklama

W sektorze ubezpieczeń majątkowych zauważalna jest, wydaje się że trwała, poprawa wskaźników szkodowości. Jest to prawdopodobnie efekt lepszej oceny ryzyk przyjmowanych do ubezpieczenia. Po okresie problemów ze spełnieniem norm ustawowych, jakie zakłady zafundowały sobie przez niewłaściwą politykę w poprzednich latach, najwyraźniej zrozumiały, że należy zmienić politykę prowadzenia portfela. Trochę to trwało, ale pierwsze efekty są już widoczne. Oczywiście, nie są one na tyle duże, żeby można było usiąść i nic nie robić. Do zrobienia jest jeszcze bardzo dużo, zwłaszcza jeśli chodzi o poziom kosztów administracyjnych. Rozumiem jednak, że dynamika kosztów może, w sytuacji słabnącego wzrostu rynku, być przez jakiś czas nieco wyższa. Wiem, że zakłady podejmują już działania ograniczające poziom kosztów, następują ograniczenia zatrudnienia, bo przecież płace i narzuty na wynagrodzenia stanowią największą część kosztów administracyjnych. Należy więc spodziewać się, że efekty tych działań będą widoczne za pół roku. Jest to sytuacja pozytywna, oczywiście ze strony nadzoru.

Czy PUNU dysponuje szacunkami, w jakim stopniu polskie zakłady ubezpieczeń są mniej efektywne od firm działających na dojrzałych rynkach? Wydaje się, że w Polsce nie jest z tym najlepiej

Oczywiście, że nie, ale są to rzeczy nieporównywalne. Trudno zestawiać wyniki zagranicznych towarzystw, które mają po sto czy dwieście lat z firmami działającymi pięć, czy osiem lat. Mimo że odnotowujemy skokowy wzrost składek, to trudno mówić o dojrzałości naszego rynku. On się tak naprawdę dopiero tworzy. Wydaje się, że w ocenie zachodnich inwestorów wypadamy jednak nieźle. Rynek ciągle dojrzewa, lecz transformacja przebiega w dobrym tempie i nie należy jej przyspieszać. Oczywiście, firmy mogłyby racjonalniej podchodzić do swojego rozwoju, nie popełniać tak wielu błędów...

Jakich błędów?

Na przykład błędów prowadzących do zwiększania portfela w sposób nie kontrolowany, bez jakichkolwiek analiz czy biznesplanów, gdzie jedynym wyznacznikiem była wielkość udziałów w rynku. Poza tym w wielu przypadkach obserwowaliśmy ewidentny brak umiejętności zarządzania. Zdarzało się, niestety, że osoby z kierownictwa nie wiedziały, co dzieje się w podległych im jednostkach. Było to wynikiem braku kontroli wewnętrznej. Z przykrością stwierdzam, że zjawisko to ciągle jeszcze funkcjonuje w niektórych zakładach.

Wróćmy jednak do wyników. W ubezpieczeniach majątkowych spada dynamika wypłacanych odszkodowań, co może dziwić, zważywszy że mieliśmy w tym roku szereg kataklizmów naturalnych...

Reklama
Reklama

Rzeczywiście, dynamika wypłacanych odszkodowań spada. Mam nadzieję, że nie jest to zjawisko krótkotrwałe. Należy pamiętać, iż wartość wypłacanych odszkodowań jest w dużym stopniu uzależniona od czynników zewnętrznych (katastrofy naturalne, techniczne), niezależnych od zakładów. Według zebranych przez nas danych, tegoroczne powodzie i wichury nie wpłynęły znacząco na wartość wypłaconych odszkodowań. Towarzystwa wypłaciły bowiem łącznie nieco ponad 200 mln zł, co przy obecnej wielkości rynku nie jest dużą kwotą. Wydaje się, że realny spadek wartości wypłaconych odszkodowań jest w dużym stopniu wynikiem usprawnień w systemie likwidacji szkód. .

Oczywiście, na koniec roku będziemy wiedzieli więcej niż po trzech kwartałach, bowiem zazwyczaj jest tak, że w ostatnich miesiącach wypłaty odszkodowań rosną zdecydowanie szybciej niż w miesiącach wcześniejszych. Dlaczego? Może dlatego, że rozpoznanie roszczeń trudniejszych przebiega wolniej, często z winy zakładów

A może szkody "chowane" są po szufladach?

Nie, nie chodzi o sprzątanie szuflad, ale o to, że na koniec roku przychodzi ktoś z zewnątrz, kto ogląda księgi. Wtedy też okazuje się, że szkód likwiduje się więcej niż w poprzednich kwartałach. Mam jednak nadzieję, że dotychczasowe tendencje w wypłatach utrzymają się i nie będzie dużo zaległości. Obecne wyniki wydają się bowiem obiecujące.

Czy znajduje Pani wytłumaczenie dla symbolicznego, ale jednak wzrostu przypisu składki brutto w ubezpieczeniach majątkowych?

Składka wzrosła o 5%, a więc w granicach inflacji.

Reklama
Reklama

Jest to jednak znacznie lepszy wynik od osiąganych przez sektor w pierwszym i drugim kwartale. Wtedy wzrost był grubo poniżej wskaźnika inflacji...

Tak, ale obecne przyspieszenie jest prawdopodobnie wynikiem podwyższenia składki w ubezpieczeniach samochodowych przez PZU i inne zakłady. Nie zapominajmy, że mimo stosunkowo dużego wzrostu składki z pozostałych ubezpieczeń, o rozwoju rynku decydują u nas ubezpieczenia komunikacyjne. A liderem w tym segmencie jest właśnie PZU.

Niestety, wygląda na to, że znacznie gorzej niż w poprzednich latach wiedzie się zakładom ubezpieczeń na życie. Co, Pani zdaniem, jest przyczyną tej zadyszki? Czy widać drogę wyjścia z impasu?

Sektor ubezpieczeń na życie odnotował po dziewięciu miesiącach bieżącego roku 10-procentowy wzrost przypisu składki brutto. Takiego wyniku na pewno mogą nam pozazdrościć dojrzałe rynki, zwłaszcza jeśli uwzględnimy trudności finansowe, jakie ma obecnie polskie społeczeństwo. Należy jednak podkreślić, że krajowe zakłady ubezpieczeń na życie są coraz mniej skuteczne w pozyskiwaniu nowych klientów. Okazuje się bowiem, że około 14% polis zawartych w tym roku zostało już zlikwidowanych. Jest to zjawisko bardziej niepokojące niż obserwowany od ubiegłego roku dość gwałtowny spadek dynamiki składki brutto. 10-procentowy wzrost jest ciągle przyzwoitym wynikiem. Na koniec roku, po uwzględnieniu wyników listopada i grudnia, kiedy to - w związku z planami opodatkowania zysków z lokat - Polacy wpłacali do banków i kas ubezpieczycieli swoje zaskórniaki, na koniec roku wynik ten może być jeszcze wyższy.

Jakie są przyczyny tak dużej skali zjawiska rezygnacji z polis na życie?

Reklama
Reklama

Pytałam zakłady o przyczynę tego negatywnego zjawiska. Odpowiedzi były różne. Towarzystwa, które odnotowują zwiększoną skalę likwidacji polis starszych niż jednoroczne, twierdzą, że jedną z przyczyn tego zjawiska jest niedopasowanie ich produktów do potrzeb klientów. Rynek się rozwija, rośnie świadomość ubezpieczeniowa, klienci staranniej analizują oferty zakładów i rzadziej podejmują nieprzemyślane decyzje.

dokończenie str. II

dokończenie ze str. I

W tej sytuacji okazuje się, że produkty firm nie wytrzymują konkurencji z produktami wprowadzanymi obecnie przez firmy legitymujące znacznie krótszym stażem na naszym rynku.

Kolejną przyczyną są błędy popełniane przez firmy w organizacji systemów sprzedaży. Praktyka niektórych firm, polegająca na wypłacaniu pośrednikom - w pierwszym roku obowiązywania umowy ubezpieczenia - wysokich prowizji, wyższych niż zainkasowana składka w danym roku, spowodowała, że ujawnił się problem nieuczciwych agentów, którzy wędrują od firmy do firmy, pozyskując tych samych, często fikcyjnych klientów. Skala tego zjawiska niestety narasta. Wydaje się, więc, że działalność pośredników powinna być w lepszy sposób uregulowana, zwłaszcza jeśli chodzi o obowiązek udzielania klientom pełnej informacji. W sytuacji, kiedy co siódma polisa jest likwidowana, można przypuszczać, że albo klient nie jest do końca poinformowany o skutkach finansowych, jakie wynikają z zawarcia umowy ubezpieczenia, albo tak duża liczba rezygnacji z polis to wynik złej pracy i nieuczciwości agentów.

Reklama
Reklama

Słyszałam opinię, że otrzymywanie wysokich prowizji to najprostsza i najtańsza forma kredytu. Wystarczy "zawrzeć" kilkanaście umów i zainkasować kilkadziesiąt tysięcy złotych prowizji, a to, czy towarzystwo te środki później zwindykuje, to jego problem. Zlikwidowanie tego zjawiska jest o tyle trudne, że prokuratura najczęściej umarza takie sprawy ze względu na niską szkodliwość społeczną.

Na szczęście coraz więcej zakładów rozumie, że tą sprawą należy zająć się jak najszybciej. Choć z przykrością muszę stwierdzić, iż są także takie, które uważają, że ich to nie dotyczy. Uważam, że problemowi złej pracy agentów powinni wnikliwie przyjrzeć się także właściciele towarzystw, wszak straty pokrywane są z ich pieniędzy.

Spadającym przychodom ze składek w ubezpieczeniach na życie nie towarzyszą jednak działania ograniczające poziom kosztów. Wydaje się, że ubezpieczyciele w niektórych przypadkach żyją nieco ponad stan...

Rzeczywiście, jest to problem. Wydaje się, że firmy zostały zupełnie zaskoczone. W wielu przypadkach strategie zostały przygotowane wyłącznie na okres stałego wzrostu, a zakłady nie dostosowały ich do obecnych trudnych warunków. Jest to o tyle niebezpieczne, że nie pozwala przypuszczać, że w przyszłym roku nastąpi na rynku jakaś radykalna poprawa. Im szybciej zarządy firm dokonają modyfikacji swoich planów rozwoju i związanych z nimi wydatków, tym lepiej. Jeśli tak się nie stanie, może nas czekać dłuższy okres występowania negatywnych zjawisk w tym dziale ubezpieczeń. Uważam, że firmy powinny wykorzystać ten trudny czas do poprawy funkcjonowania swoich struktur, wdrożenia procedur, które będą wpływały na efektywność prowadzenia biznesu w bardziej sprzyjających warunkach gospodarczych. Niestety, w wielu przypadkach nie widać tendencji do ograniczania kosztów, a wprost przeciwnie, rozrzutność, np. rozbudowane wydatki na reklamę.

Twierdzi Pani, że przyszły rok nie przyniesie raczej jakiejś gwałtownej zmiany koniunktury na rynku ubezpieczeń. Niektórzy twierdzą, że w związku ze znaczącą obniżką stóp procentowych oraz planowanym wprowadzeniem opodatkowania zysków z lokat wyniki sektora mogą ulec pogorszeniu. Gdzie w takim razie zakłady powinny szukać możliwości poprawy wyników?

Reklama
Reklama

Sektor ubezpieczeniowy jest częścią systemu finansowego i podlega tym samym prawom rynku, co np. banki. W sytuacji, kiedy spodziewany jest spadek dochodów z lokat, towarzystwa powinny popracować nad wynikiem technicznym (z podstawowej działalności przyp. red.). Proste działania marketingowe już nie wystarczą. Czasy są trudne, w związku z tym należy włożyć więcej wysiłku, wykazać się intelektem, stosować dobre procedury.

Spadek dochodów z lokat, wzrost cen za ochronę reasekuracyjną przy niezwykle silnej konkurencji na krajowym rynku - nie może napawać optymizmem. Czy zatem wzrosną ceny polis, a może część firm podejmie większe ryzyko i tym samym zmniejszy się bezpieczeństwo systemu?

Reakcja powinna wynikać z zasad arytmetyki. Jeżeli cena reasekuracji wzrośnie, powinno to być uwzględnione w cenie ubezpieczenia. Jest oczywiście wyjście z tej sytuacji. Można przecież nie brać danego ryzyka do ubezpieczenia. Trudno bowiem spodziewać się, że 1 stycznia 2002 r. będziemy znali wszystkie czynniki zewnętrzne, w tym warunki, na jakich zostaną podpisane kontrakty reasekuracyjne.

Czy miała Pani sygnały, że związku ze znaczącym ograniczeniem popytu, inwestorzy zamierzają wycofać się z polskiego rynku? Część firm, które weszły ostatnio na nasz rynek, deklarowała, że w krótkim czasie osiągnie wysokie pozycje w rankingach. I co? Niewiele z tego wyszło...

Nie, nie miałam sygnałów, żeby któryś z inwestorów miał zamiar wycofać się z Polski. Choć należy oczekiwać, że znajdą się inwestorzy, którzy generalnie będą rezygnować z prowadzenia biznesu ubezpieczeniowego, np. majątkowego. Roszady w akcjonariatach będą następowały, to naturalne. Na krajowym rynku w pełni odbija się sytuacja rynków międzynarodowych, dlatego też nie można uważać, że np. zjawisko fuzji i przejęć nas nie dotyczy. Część inwestorów chce zaznaczyć w Polsce tylko swoją obecność, gdyż nie zangażowali tutaj znaczących kwot. To tylko nam się może wydawać, że zainwestowali oni duże pieniądze.

Dziękuję za rozmowę.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama