Brak wzrostowych
linii trendu
Na wykresie tygodniowym widoczna jest sekwencja coraz niżej położonych szczytów i dołków, co wypełnia definicję trendu spadkowego. Trend ten jest jednocześnie bardzo regularny, bo górki i dołki nie nachodzą wzajemnie na siebie, tworząc miłą dla oka strukturę. Żeby struktura ta nie uległa załamaniu, zwyżka zapoczątkowana w październiku tego roku nie powinna sięgnąć wyżej niż 1367 punktów.
W 2001 roku wykres WIG20 spadł poniżej ostatniej już linii trendu wzrostowego, pociągniętej po dołkach z marca 1995 roku i października 1998 roku. Zgodnie z jedną z interpretacji przełamania linii trendu wzrostowego, czasami można oczekiwać, że ruch poniżej linii będzie taki sam, jak odległość od niej ostatniego szczytu. W tym wypadku obliczenia wyglądałyby tak: ostatni szczyt ukształtował się na 2481 pkt., linia trendu znajdowała się w tym momencie na wysokości 1270 pkt. Odległość tych dwóch punktów od siebie to 1210 punktów lub, licząc tak jak należałoby w tej sytuacji, tj. w procentach, 50% ([(1270-2481)/2481] × ×100% = ok. 50%). Gdyby owe 50% odjąć od wartości, którą WIG20 miał w momencie przełamywania linii trendu (1470 pkt.), to indeks powinien spaść do 735 pkt. Ponieważ ostatni dołek wypadł na poziomie 1000 punktów, potencjału spadkowego nie można uznać za wyczerpany. Jednocześnie zniżka do 735 punktów nie będzie równoznaczna z nadejściem hossy na nasz rynek - do tego potrzebna jest większa konsolidacja, która stanowiłaby porządną bazę dla wzrostów.
W tej chwili na wykresie indeksu nie można wytyczyć żadnego wsparcia w oparciu o wzrostową linię trendu. Jedyną barierą oddzielającą wskaźnik od dalszych spadków jest 1000 pkt. Choć na wykresie dziennym wsparcie to zostało przełamane, to jednak na zamknięcie tygodnia wykres nie spadł poniżej tej bariery.