Reklama

Lepiej nie będzie

W mijającym roku wartość WIG20 spadła o 1/3, a trwająca 21 miesięcy bessa nie wygląda na zakończoną. Najlepsze, co może spotkać nas w 2002 roku, to powstrzymanie spadków i ukształtowanie bazy, która stanowiłaby podstawę dla przyszłej hossy. Jednak żeby proces odwracania trendu w ogóle się rozpoczął, WIG20 powinien spaść najpierw do 580 punktów, skąd w marcu 1995 roku zaczynał długoterminowy trend wzrostowy.

Publikacja: 29.12.2001 08:02

Brak wzrostowych

linii trendu

Na wykresie tygodniowym widoczna jest sekwencja coraz niżej położonych szczytów i dołków, co wypełnia definicję trendu spadkowego. Trend ten jest jednocześnie bardzo regularny, bo górki i dołki nie nachodzą wzajemnie na siebie, tworząc miłą dla oka strukturę. Żeby struktura ta nie uległa załamaniu, zwyżka zapoczątkowana w październiku tego roku nie powinna sięgnąć wyżej niż 1367 punktów.

W 2001 roku wykres WIG20 spadł poniżej ostatniej już linii trendu wzrostowego, pociągniętej po dołkach z marca 1995 roku i października 1998 roku. Zgodnie z jedną z interpretacji przełamania linii trendu wzrostowego, czasami można oczekiwać, że ruch poniżej linii będzie taki sam, jak odległość od niej ostatniego szczytu. W tym wypadku obliczenia wyglądałyby tak: ostatni szczyt ukształtował się na 2481 pkt., linia trendu znajdowała się w tym momencie na wysokości 1270 pkt. Odległość tych dwóch punktów od siebie to 1210 punktów lub, licząc tak jak należałoby w tej sytuacji, tj. w procentach, 50% ([(1270-2481)/2481] × ×100% = ok. 50%). Gdyby owe 50% odjąć od wartości, którą WIG20 miał w momencie przełamywania linii trendu (1470 pkt.), to indeks powinien spaść do 735 pkt. Ponieważ ostatni dołek wypadł na poziomie 1000 punktów, potencjału spadkowego nie można uznać za wyczerpany. Jednocześnie zniżka do 735 punktów nie będzie równoznaczna z nadejściem hossy na nasz rynek - do tego potrzebna jest większa konsolidacja, która stanowiłaby porządną bazę dla wzrostów.

W tej chwili na wykresie indeksu nie można wytyczyć żadnego wsparcia w oparciu o wzrostową linię trendu. Jedyną barierą oddzielającą wskaźnik od dalszych spadków jest 1000 pkt. Choć na wykresie dziennym wsparcie to zostało przełamane, to jednak na zamknięcie tygodnia wykres nie spadł poniżej tej bariery.

Reklama
Reklama

Głowa z ramionami

Na wykresie indeksu jest widoczna jeszcze jedna formacja, a może właściwiej byłoby powiedzieć: kształt odpowiadający głowie z ramionami. Figura ta miałaby się ukształtować na przestrzeni 19 miesięcy, między lipcem 1999 roku a lutym 2001 roku. Wysokość formacji to 43% lub 1065 punktów. Odejmując te wartości od punktu, w którym wykres indeksu przełamał linię szyi (1565 pkt.), otrzymujemy 890 punktów lub 500 punktów jako docelowy zasięg spadku. Przy tak rozległych formacjach zasadne jest prowadzenie obliczeń w ujęciu procentowym, zatem zasięg spadku wynikający z tej figury to 890 punktów. Przy czym jest to minimalny zasięg spadku i, podobnie jak w przypadku poprzednio użytej metody, nie można mówić o końcu bessy na tym poziomie.

W książce "Podstawy analizy technicznej" Martin Pring pisze, że po realizacji formacji można spodziewać się odwrócenia trendu tylko w przypadku ukształtowania analogicznej formacji do tej, która trend spowodowała. Zakładając, że dołek na 1000 pkt. jest lewym ramieniem odwróconej głowy z ramionami, a najniższy punkt tej figury wyniesie 890 punktów, to hossy, która wyniesie WIG20 do 2000 punktów, możemy spodziewać się dopiero w 2003 roku.

Głowa z ramionami ma jednak wadę, która znacznie podważa jej wiarygodność. Mianowicie jest za duża w stosunku do poprzedzającego ją trendu, który trwa (do czasu ukształtowania lewego ramienia) zaledwie 9 miesięcy. Dodatkowo nie stanowi zwartego okresu konsolidacji, o którym można powiedzieć, że w czasie jego trwania doszło do dystrybucji akcji. Jest raczej złożeniem dwóch bardzo ostrych trendów i mimo podobieństwa, jeśli chodzi o kształt do głowy z ramionami, w żaden sposób nie odpowiada istocie formacji stanowiącej koniec jakiejś tendencji.Proporcje

Nawet jednak odrzucając głowę z ramionami można znaleźć poważny argument za kontynuacją bessy. Chodzi o proporcje między poszczególnymi ruchami cen. Zgodnie z założeniami analizy technicznej, można oczekiwać, że korekta zniesie maksymalnie 62% (zgodnie ze zniesieniami opartymi na liczbach Fibbonacciego) lub 66% (zgodnie z klasyczną analizą techniczną) poprzedzającego ją ruchu. Gdy te proporcje zostają przekroczone, to często znoszony jest cały poprzedni ruch cen. Gdyby spadek zapoczątkowany w marcu 2000 roku był tylko korektą hossy z lat 1995-2000, to powinien był się zakończyć najpóźniej na poziomie 1200 punktów. Skoro na tej wysokości spadku nie udało się powstrzymać, to niedźwiedzie sprowadzą WIG20 do początku tej tendencji (z marca 1995 roku), kiedy indeks miał wartość 580 punktów.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama