Rano wszyscy zastanawiali się nad jednym: co dalej ze złotym? Czy będziemy obserwować dalszy wyraźny spadek wartości polskiej waluty, czy też teraz dojdzie do wzmocnienia. Z technicznego punktu widzenia ważnym poziomem było 4,12 zł za USD. Wnioski były więc takie: jeśli uda się obronić ten poziom, powinno dojść do odreagowania i to dość znacznego, jeśli nie, to kto wie, czy nie będziemy obserwować powtórki tego, co działo się w lipcu 2001 roku, kiedy w ciągu trzech dni złoty stracił 10% wartości.

Zaczęliśmy z 4,09 zł za dolara, euro kosztowało wtedy 3,65 zł (10,4% powyżej parytetu), od razu ponownie przeważyła podaż. W ciągu minut dotarliśmy do 4,12 za USD, wspólna waluta straciła w tym czasie 2 grosze (odchylenie 9,85%). Na tym poziomie pojawiły się oferty kupna, widać wyraźnie, że część inwestorów zaczęła go bronić, co potwierdzałoby wcześniejszą tezę. W efekcie bardzo szybko wróciliśmy na poziom otwarcia. Nie był to jednak koniec. Złoty dalej odrabiał straty, choć tym razem wolniej. Około 10.30 dotarliśmy do 4,03 i 3,60 (11,70%). I wtedy dopiero rynek się uspokoił. Do końca nie było już dużych zmian.

Pozostaje odpowiedź na pytanie: dlaczego doszło do tak silnego zdestabilizowania sytuacji? Rynek był w ostatnim czasie bardzo nerwowy. To prawda, że nie opublikowano żadnych danych makroekonomicznych, ale z drugiej strony - wiele się działo na styku RPP-rząd. W dodatku pamiętajmy, że część posłów zgłosiła projekt nowelizacji ustawy o NBP. Środowe spotkanie przedstawicieli Rady i rządu skończyło się bardzo enigmatycznie. Inwestorzy widzieli nagłą zmianę tonu w wypowiedziach: od bardzo ostrych przed spotkaniem, do bardzo "wygładzonych" po nim. Jednocześnie nie poinformowano jednak o żadnych ustaleniach. W takiej sytuacji powstało wiele niedomówień: a może jednak doszło do jakiegoś porozumienia, tylko obie strony mają zachować dyskrecję (jest to, co prawda, mało prawdopodobne, biorąc pod uwagę, że musiałoby to oznaczać zmianę merytorycznego podejścia RPP, ale przecież różne rzeczy się zdarzają)? Znaleźli się więc tacy, którzy uwierzyli i w pogłoskę o interwencji, i w nadzwyczajne, poświęcone zmianie stóp, posiedzenie RPP. No i dmuchany od wielu tygodni, a w ostatnich dniach ze zdwojoną siłą, spekulacyjny balon musiał pęknąć. Pytanie: co dalej? Wszystko wskazuje na to, że sytuacja się uspokoiła. Jeśli więc znowu nic nas nie zaskoczy, to zadecydują przyszłotygodniowe dane makroekonomiczne (inflacja, produkcja przemysłowa i PPI). A te powinny być "pod" obniżkę stóp, co oznacza, że i na rynku obligacji, i na rynku złotego nie powinno być dalszych korekt. Mało tego, dolar może znowu kosztować mniej niż cztery złote.