Rano za dolara płacono 4,092 zł, za euro 3,615 zł, odpowiadało to poziomowi 10,85% powyżej starego parytetu. Potem obserwowaliśmy przewagę popytu, która zaprowadziła nas około 11.00 na 11,3%. USD potaniał o 1,2 grosza, wspólna waluta o 2,5 grosza. Wtedy pojawiły się oferty sprzedaży. Złoty zaczął tracić, w ciągu trzech i pół godziny osłabił się o 1,3%, docierając do 10% ponad parytetem. Poziomy wynosiły wtedy 4,135 i 3,643 zł. Pod koniec dnia doszło do nieznacznego odreagowania. Kończyliśmy środę na 10,2%. Dolara ceniono na 4,123 zł, euro na 3,64 zł.
Można właściwie powiedzieć, że środowy rynek złotego przypominał te z poprzednich dni, z tą różnicą, że silny spadek wartości euro wobec dolara doprowadził do przesunięcia kursów wobec poszczególnych walut. W dalszym ciągu rynek jest płytki, niewielkie transakcje doprowadzają do znacznych zmian i trudno je przewidzieć ze względu na ich spekulacyjny charakter.
Wiceminister finansów Andrzej Raczko poinformował w środę, że Polska rozważa wyemitowanie obligacji denominowanych w jenach. Byłyby to pierwsze tego typu papiery. Przeprowadzono już próbne rozmowy z przedstawicielami zagranicznych banków inwestycyjnych. Przy okazji A. Raczko powiedział, że kwestia zwiększenia tegorocznej emisji euroobligacji z 750 mln euro do 1 mld euro pozostaje otwarta i będzie uzależniona przede wszystkim od tego, czy uda się uzyskać 6,6 mld zł wpływów z prywatyzacji. Wiceminister powtórzył także, że Ministerstwo Finansów liczy na znaczną obniżkę stóp procentowych na najbliższym posiedzeniu RPP (zostało ono przesunięte na 29-30 stycznia, a więc o jeden dzień). Wydaje się, że samo cięcie jest rzeczywiście dość prawdopodobne, ale na duże zmiany nie ma raczej co liczyć.
W pierwszych środowych transakcjach za euro płacono 0,882 USD. Potem niewiele się działo. Prawie przez cały dzień kurs wspólnej waluty zamknięty był właściwie w przedziale 0,881-0,882. Dopiero późnym popołudniem doszło do nieznacznego wzmocnienia. Kończyliśmy na 0,8830 USD.
Euro w stosunku do poziomów wtorkowych dość wyraźnie straciło na wartości. Stało się to jeszcze podczas notowań w USA. To efekt przedwczorajszych danych o gospodarce amerykańskiej i związanego z nimi wzrostu optymizmu na giełdach.