Kenneth Lay (na fot.), prezes Enrona, jako pretekst podał fakt zniszczenia przez pracowników Andersena dokumentów dotyczących audytu tej korporacji. Rzeczywiście oburzające.
Jest to gest, delikatnie mówiąc, bez znaczenia, gdyż współpraca obu firm zakończyła się, kiedy Enron zwrócił się o ochronę przed wierzycielami. Oburzenie Laya jest zrozumiałe w świetle norm zawartych w kodeksie etycznym wydrukowanym na użytek pracowników jego firmy, ale całkowicie niestosowne w świetle faktów ilustrujących jej praktykę biznesową.
Kodeks Enrona można kupić na aukcji w Ebay za cenę w widełkach 5 - 255 USD. Jeden ze sprzedających zauważył, że gdyby kierownictwo korporacji przestrzegało zawartych w nim reguł, bankructwa można by było uniknąć.
Enron prosperował tak długo, jak długo udawało się utrzymywać w tajemnicy rzeczywistą kondycję firmy. Można ją było wytropić w księgach firm partnerskich. Ścisłe związki biznesowe z dwiema takimi firmami miał Andrew Fastow, odpowiedzialny za finanse Enrona. Zarobił na tym 30 mln USD, ale kapitał akcyjny Enrona trzeba było obniżyć o 1,2 mld USD.
Menedżerowie Enrona uważali się za finansowych artystów, firma przez ostatnie cztery lata nie płaciła podatku dochodowego, a nawet załatwiła sobie refundację w wysokości 400 mln USD. Było to możliwe m.in. dzięki prawie 900 spółkom zależnym zarejestrowanym w rajach podatkowych.