Prezydent George W. Bush uważa, że waszyngtońska administracja, czyli jego współpracownicy, właściwie radzą sobie z problemem Enrona, upadłego potentata na rynku handlu energią, największego sponsora kampanii wyborczej obecnego lokatora Białego Domu, współautora zasad deregulacji rynku energii. Przedstawiciele rządu, mimo długu wdzięczności, nie pomogli Enronowi.
Bush wyraził oburzenie z powodu potraktowania pracowników tej korporacji, którzy stracili miejsca pracy i akcjonariuszy, wśród których, jak przyznał, do 4 grudnia znajdowała się jego teściowa Jenna Welch. Mama pierwszej damy USA 21 września 1999 r. kupiła 200 papierów po 40,90 USD. Sprzedała je po 42 centy za sztukę dwa dni po ogłoszeniu przez Enrona bankructwa. Prezes Enrona Kenneth Lay na szczęście musiał wcześniej spłacić kredyt i zarobił parę milionów.
Wprawdzie skala orientacji prezydenta w problemach Enrona jest sprawą otwartą, ale wiadomo, że jego niektórzy bliscy współpracownicy byli informowani przez kierownictwo Enrona o narastających problemach firmy. Kenneth Lay prosił nawet o interwencję w agencji ratingowej planującej obniżkę wiarygodności kredytowej jego korporacji.
Katastrofa Enrona mimo wszystko przyszła nagle, a jej katalizatorem było ujawnienie przez spółkę gigantycznego zadłużenia ukrywanego dotąd w księgach spółek partnerskich. Menedżerowie Enrona, znani z agresywnych praktyk księgowych, tworzyli je w oszałamiającym tempie, a na każdych 5 zatrudnionych tej korporacji przypadała jedna taka firma, najczęściej zarejestrowana w raju podatkowym.
Postępowanie menedżmentu Enrona, jak się okazuje, nie było niczym niezwykłym, bo z dobrodziejstw amerykańskich standardów księgowych korzysta wiele firm. Takie mozliwości stwarzają przepisy o jednostkach specjalnego przeznaczenia (special purpose entity). Organizująca je korporacja nie musi ich wyników konsolidować w swoich księgach, jeśli pozyska niezależnego od siebie partnera, który obejmie zaledwie 3% udziałów.