Bez wątpienia średnio- i długoterminowa sytuacja techniczna walorów ING BSK jest bardzo korzystna dla ich posiadaczy i obecnie nie ma przesłanek mówiących o tym, by miało się to w najbliższym czasie zmienić.
Od jesieni 2000 r. kurs znajduje się w trendzie rosnącym, którego zwieńczeniem było przełamanie bariery podażowej, wyznaczonej przez maksimum sprzed dwóch lat. Przewrotnie jednak ten niezwykle pozytywny sygnał zamiast przyczynić się do kontynuacji zwyżek obrócił się przeciwko nim. Od 9 stycznia jesteśmy świadkami stabilizacji notowań w przedziale 331 - 339 zł, co budzi mieszane uczucia. Z jednej strony nie podlega dyskusji kierunek średniookresowego trendu. Tylko przez trzy miesiące, od października do stycznia, kurs wzrósł z 230 do 339 zł, czyli o blisko 50%. Z tego względu kilkuzłotowa zniżka nie może mieć wpływu na obraz rynku w dłuższej perspektywie. Z drugiej strony każdy trend kiedyś kończy się i trzeba być przygotowanym na taką ewentualność. Stąd też obserwowane teraz sygnały można traktować jako ostrzeżenia przed słabnięciem strony kupującej i przyczynek do zastanowienia się nad tym, czy jest to najlepszy moment na włączenie się do gry. Ale nie są one jeszcze wystarczające do tego, by zalecać pozbycie się tych akcji. Do tego potrzeba ich potwierdzenia w postaci spadku kursu poniżej 331 zł.
Punktem wyjścia do tych rozważań są ostatnie trzy tygodnie notowań, które przyniosły opisywaną powyżej konsolidację. Warto przy tym zauważyć, iż odbywa się ona pomiędzy dwoma istotnymi poziomami, wynikającymi z układu wsparć i oporów. Dolne ograniczenie konsolidacji wypada dokładnie na wysokości przełamanego oporu, górnym ograniczeniem zaś jest ramię kanału zwyżkującego, jakim można opisać notowania od końca października 2000 r. To dodatkowo będzie wzmacniać znaczenie wygenerowanego, poprzez opuszczenie krótkookresowego trendu bocznego, sygnału.
Taki opis aktualnej sytuacji papieru stwarza komfortowe warunki do podejmowania decyzji inwestycyjnych, gdyż wybicie w dół będzie oznaczać, że styczniowe przełamanie bariery, związanej z maksimum ze stycznia 2000 r., było fałszywe. To w efekcie zaowocowałoby korektą przynajmniej w ramach fali wzrostowej, rozpoczętej przed czterema miesiącami, sprowadzającą kurs przynajmniej do 291 zł. Ten poziom wynika z usytuowania dołka z 22 listopada ub.r. oraz 38,2 proc. zniesienia fali zwyżkowej. Jednak biorąc pod uwagę, że sygnał sprzedaży poprzedzony byłby fałszywym przebiciem oporu, należało będzie się liczyć z tym, iż zniżki będą dużo głębsze i niedźwiedzie spróbują zepchnąć cenę akcji do wysokości, na jakiej przebiega prosta, łącząca dołki z października 2000 i 2001 r. Sama formacja podwójnego szczytu, utworzona poprzez zamknięcie poniżej 331 zł ze względu na swoją niewielką wysokość nie jest groźna, więc trzeba ją traktować bardziej jako zwiastun zmiany układu sił na rynku, a nie element pomocny przy prognozowaniu zasięgu ruchu.
Zważywszy na dominację trendu rosnącego, w żaden sposób nie da się wykluczyć już teraz, że styczniowa stabilizacja jest tylko przystankiem w celu zebrania sił przed dalszą aprecjacją kursu. Ba, z uwagi na kierunek średniookresowej tendencji należy raczej przyjąć, że wybicie w górę jest bardziej prawdopodobne, a konsolidacja jest niczym innym, jak charakterystyczną dla kontynuacji dotychczasowego trendu formacją prostokąta. Zatem zamknięcie powyżej 339 zł rozwieje wszelkie wątpliwości wokół interpretacji styczniowych notowań. W zasadzie nieduża odległość między poziomami, których przecięcie wygeneruje krótkoterminowe sygnały, zwalania z zastanawiania się nad tym, który z tych wariantów ma większe szanse na realizację.Można żałować, iż kolejne miesiące przynoszą dalszy spadek obrotów, co znacznie utrudnia interpretację zachowania kursu, zwłaszcza w chwili takiej, jak teraz, kiedy oczekujemy na wybicie z konsolidacji.