Środa była złym dniem dla złotego. Najpierw pojawiły się negatywne informacje o wynikach przetargu na obligacje skarbowe, na którym mocno spadły ich ceny. Potem Marek Belka, wicepremier i minister finansów, zasugerował możliwość dewaluacji złotego po zakończeniu negocjacji akcesyjnych z Unią Europejską. W rezultacie, w Londynie, w środowy wieczór ceny dolara i euro wynosiły odpowiednio 4,30 i 3,70 zł wobec 4,2 zł i 3,635 zł rano.
Wczoraj na otwarciu polskiego rynku dolar kosztował 4,27 zł, a euro 3,67 zł. Jednak złoty od początku dnia zaczął tracić i po południu ceny tych walut wynosiły odpowiednio 4,28 zł i 3,71 zł. Wydawało się, że będą one nadal rosły i dojdą szybko do poziomu zanotowanego w Londynie. Jednak nastąpiło odbicie po tym, gdy wicepremier przyznał, iż jego wypowiedź o dewaluacji została źle zrozumiana. - Nie powiedziałem, że złoty powinien być zdewaluowany, powiedziałem jedynie, że słyszę od niektórych moich rozmówców z Zachodu, że oni takie koncepcje rozważają - stwierdził.
Z kolei premier Leszek Miller powiedział wczoraj, iż dewaluacja jest pomysłem godnym rozważania w późniejszym terminie.
Pod koniec dnia dolar kosztował 4,235 zł, a euro 3,670 zł. Jednak, zdaniem analityków, wczorajsze umocnienie nie powstrzyma procesu deprecjacji złotego. - Biorąc pod uwagę wcześniejsze doświadczenia, okresy gwałtownej deprecjacji złotego były dobrym momentem do kupna naszej waluty - powiedział Krzysztof Rybiński, główny ekonomista BZ WBK. - Ci, którzy tak zrobili np. w lipcu ubiegłego roku, zarobili. Jednak sądzę, że tym razem historia się nie powtórzy.
Wartość złotego mogłaby wzrosnąć, gdyby pojawiła się szansa na obniżkę stóp procentowych. Może ona nastąpić, jeśli wyniki gospodarki będą nadal złe, a inflacja stabilna. - Na rynek w ciągu 3-4 miesięcy wróci optymizm, bo znowu pojawi się nadzieja na redukcję stóp i okaże się, że obligacje o rentowności ok. 9% są atrakcyjne - powiedział Mateusz Szczurek, ekonomista ING BSK. - Jednak potem znowu przyjdzie osłabienie. Nie będzie dalszych obniżek i szybkich zysków, a na dodatek zacznie się pogarszać deficyt na rachunku obrotów bieżących. Dlatego na koniec roku złoty będzie jeszcze słabszy niż jest teraz.