Każdy kolejny akt dramatu o upadku Enrona każe inwestorom zastanawiać się, czy stosowane przez zarząd spółki manewry księgowe były tylko anomalią czy może raczej regułą na mapie amerykańskiej przedsiębiorczości. Idą w dół akcje spółek stosujących zbliżone praktyki księgowania operacji finansowych i tych, których metody księgowania określa się jako "złożone". Dostało się nawet żonie Cezara, pozostającemu zwykle poza wszelkim podejrzeniem koncernowi General Electric.
Pocieszające jest tylko jedno - okazywana przez różne organy władzy determinacja w wyjaśnianiu kulis upadku Enrona. Ta jawność może w końcu odbudować zaufanie inwestorów. Amerykańska ekonomia, bardziej nawet niż inne, oparta jest bowiem na zaufaniu do giełdy, do audytorów, analityków, zarządów spółek giełdowych.
Zdecydowanym zwycięzcą ubiegłego tygodnia było złoto oraz akcje firm wydobywających ten kruszec, lekarstwo na przetrwanie trudnych czasów. Notowany na filadelfijskiej giełdzie indeks XAU, który monitoruje ruchy akcji firm wydobywających złoto oraz srebro od poniedziałku do piątku wzrósł o 8,7% (a od początku roku zyskał 25%). Cena uncji złota doszła w ubiegłym tygodniu do 307 dolarów, co jest rekordem ostatnich osiemnastu miesięcy.
- Wśród inwestorów nastąpił kryzys ufności zarówno co do metod księgowania operacji finansowych stosowanych przez spółki, jak również poziomu ich zadłużenia - powiedział "Wall Street Journal" William Welch, menedżer firmy inwestycyjnej Fiduciary Asset Management. - Ale jak to się zwykle dzieje na Wall Street, ów kryzys nabrał wyolbrzymionych rozmiarów - dodał. - Rynek przywiązuje uwagę nie do tych wydarzeń, do których powinien - zauważył cytowany przez WSJ Sam Olesky, założyciel firmy inwestycyjnej Olesky Capital Management. - Ważniejsza od skandalu Enrona jest diametralna zmiana wszystkich ważniejszych wskaźników ekonomicznych, które wskazują na koniec recesji, początek cyklu koniunktury gospodarczej.
Rzeczywiście, zgodnie z opublikowanymi w ubiegłym tygodniu rządowymi raportami, wzrastają zamówienia na dobra trwałego użytku, robotnicy fabryczni pracują dłużej, spadają zapasy produkcyjne. - Wydaje się, że najgorsze jest już za nami - komentował rządowe raporty cytowany przez "Los Angeles Times" Dan Meckstroth, ekonomista ze Stowarzyszenia Przemysłowców stanu Wirginia.