Informacje o wielu transakcjach nie były nigdy publikowane. Brak przejrzystości dotyczącej sytuacji finansowej wytknęli firmie inwestorzy, co nadszarpnęło jej reputację, przyczyniając się do spadku notowań. Nie wykluczano, że od 1993 r. na przejęcia przeznaczono 64 mld USD, aby ukryć pogarszającą się sytuację konglomeratu.
Pragnąc poprawić wizerunek Tyco, kierownictwo spółki przedstawiło w zeszłym miesiącu plan podziału, który - według dyrektora generalnego Dennisa Kozlowskiego - miał pobudzić z czasem wzrost ceny jej akcji przynajmniej o połowę. Uczestnicy rynku kapitałowego przyjęli jednak sceptycznie zamiary firmy i od ogłoszenia planu notowania Tyco spadły o 38%.
Tymczasem w czwartek Dennis Kozlowski nie wykluczył, że spółka zrezygnuje z pierwotnych projektów jej podziału ze względu na niekorzystne warunki rynkowe. W konglomeracie miałyby pozostać jednostki zajmujące się sprzętem medycznym i urządzeniami przeciwpożarowymi, których akcje miały być sprzedane w ramach pierwotnych ofert publicznych.
Dyrektor generalny podtrzymał zamiar sprzedaży produkcji artykułów z tworzyw sztucznych oraz szczególnie atrakcyjnej CIT Group, wyspecjalizowanej w usługach finansowych. Zdaniem analityków, ta ostatnia transakcja ma największe znaczenie dla dalszych losów konglomeratu, gdyż za przynoszącą zyski CIT Group może on otrzymać stosunkowo wysoką cenę. Jest to tym ważniejsze, że obecnie Tyco nie ma szans na pozyskanie kapitałów na rynku obligacji, a w przyszłym roku musi spłacić zobowiązania wynoszące 12 mld USD.
Jednak i tu pojawiły się pewne wątpliwości, gdyż - według "The Wall Street Journal Europe" - część potencjalnych nabywców, takich jak United Parcel Service czy American International Group, zrezygnowała z zakupu CIT Group. W dalszym ciągu jej przejęciem zainteresowane są GE Capital i FleetBoston Financial, ale obie instytucje finansowe znane są z tego, że niechętnie płacą wysokie ceny.