Reklama

Dymiące komputery

Próby przewidywania kierunku zmian cen akcji i giełdowych indeksów mają bardzo długą i ciekawą historię. W czasach, gdy analiza techniczna nie była jeszcze tak rozpowszechniona, wykorzystywano dość proste wskaźniki, takie jak np. liczba czynnych pieców hutniczych. Teraz trzeba by liczyć dymiące komputery

Publikacja: 16.02.2002 08:42

Inwestowanie w czasie trwającej kilka lub kilkanaście lat hossy, jaką obserwowaliśmy do niedawna na światowych rynkach akcji, a przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych, jest zajęciem nudnym i nie wymagającym zbyt dużego wysiłku intelektualnego. W takim czasie praktycznie nie trzeba niczego obserwować (poza portfelem puchnącym od papierowych zysków), a najbardziej popularną strategię najlepiej opisuje słynne hasło: "kup i trzymaj".

Od pewnego czasu nie mamy już jednak takiej luksusowej sytuacji i trzeba się mocno natrudzić, by zarobić na giełdzie jakieś pieniądze. Podobnie było w szalonych latach początku XIX wieku. Dynamiczny rozwój nowych technologii i szybko zmieniające się cykle koniunktury gospodarczej były przyczyną wielkich ruchów cen na giełdach i częstych zmian ich kierunku. Dlatego też wówczas bardzo intensywnie poszukiwano metod i wskaźników pozwalających na trafne przewidywanie giełdowych cykli.

Teoretycy i praktycy mieli jednak w tamtych czasach ułatwione zadanie - przynajmniej tak się wydaje z naszego, współczesnego, punktu widzenia. Gwałtowny rozwój przemysłu i innowacji technologicznych powodował, że dla wszystkich oczywisty był związek między tym, co dzieje się na giełdzie, a tym, co działo się w gospodarce.

O ile jednak ogólna zasada, polegająca na kupowaniu akcji w czasie złej koniunktury gospodarczej i sprzedawaniu ich, gdy sytuacja się poprawiła, była dość powszechnie znana, to jednak jej wykorzystanie nie było zbyt łatwe. Powstawał bowiem problem odpowiedniego doboru mierników tej koniunktury. A wybór był dodatkowo utrudniony ze względu na szybki postęp technologiczny. Dlatego też wielu badaczy doszukiwało się różnorakich związków między zmianami zachodzącymi na rynku akcji a symptomami zmian w gospodarce.

Główny kierunek tych badań koncentrował się na relacjach między wahaniami aktywności gospodarczej a cyklami na rynku giełdowym. W wyniku tych poszukiwań powstawały różnego rodzaju mierniki, które z dzisiejszej perspektywy wydają się dość egzotyczne, lecz mimo to wnioski z ich konstrukcji są wielce pouczające.

Reklama
Reklama

Jednym z bardziej popularnych wskaźników w pierwszych dekadach XIX wieku był indeks pieców hutniczych. Na podstawie obserwacji statystycznych można było zauważyć, że koniunktura giełdowa była dodatnio skorelowana ze wzrostem liczby czynnych urządzeń tego typu. Kursy akcji rosły aż do chwili, gdy 60% pieców było wykorzystywanych. Od tego momentu należało zacząć pozbywać się papierów - był to znak, że koniunktura w gospodarce osiągnęła punkt szczytowy i wkrótce zacznie się pogarszać.

Oczywiście, indeks ten - jak wiele innych - dawał niejednokrotnie mylne, a raczej mało precyzyjne sygnały. Ale miał dwie niewątpliwe zalety. Był prosty i zrozumiały i niełatwo było go zafałszować. Pomijając raczej mało prawdopodobne przypadki, w których spekulanci giełdowi palili w nieczynnych piecach wilgotne liście i gałęzie, pozorując ich pracę (ówczesna komisja papierów wartościowych - gdyby istniała - miałaby dość proste zadanie). Drugą jego zaletą była łatwość w interpretacji.

Niestety, łatwo już było. Teraz życie inwestora jest już znacznie bardziej skomplikowane. Znów mamy dynamiczny postęp technologiczny, zmienną koniunkturę giełdową, powrót gospodarki do cykliczności. Obserwacja przejawów aktywności gospodarczej nie jest już tak prosta, jak niegdyś. Piece hutnicze już nie dymią, a z liczeniem czynnych komputerów problem jest niebagatelny. Mało prądu zżerają, a więc i dym mizerny.

Być może właśnie z powodu tych trudności mieliśmy do czynienia ze spekulacyjną "internetową bańką". Ileż to wymyślono sposobów liczenia użytkowników portali, wortali, hubów i innego ustrojstwa. Kliknięcia, wizyty, odsłony to jednak nie to samo, co dym. Są one jeszcze bardziej nieuchwytne niż ten, wydawałoby się tak ulotny, wskaźnik. Trudne do zdefiniowania i weryfikacji, za to bardzo podatne na twórczą statystykę, w oparciu o którą można tworzyć fantastyczne biznesplany.Co tam zresztą mówić o kliknięciach, skoro rzeczywistość skomplikowała się tak bardzo, że nawet księgi rachunkowe z tradycyjnej ostoi solidności stały się źródłem różnego typu dymnych zasłon, wprowadzających w błąd miliony inwestorów i naciągających ich na ogromne pieniądze.

W przemyśle o powrocie do epoki pieców hutniczych nie ma mowy, za to w etyce prowadzenia biznesu wróciliśmy do najlepszych tradycji spekulacyjnej hucpy sprzed lat.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama