Głównym powodem takiego stanu rzeczy był wczorajszy brak notowań na rynku amerykańskim. Nasi gracze, mimo że czasem zachowują się nieco odmiennie od swoich kolegów zza oceanu, jednak nie potrafią się znaleźć, gdy tamci mają przerwę w notowaniach. Skutkiem tego była wczorajsza niska aktywność inwestorów. Przejawiała się ona przede wszystkim w słabym poziomie obrotów, który na serii marcowej nie przekroczył nawet 5 tys. sztuk. W takiej sytuacji każdy sygnał techniczny mógłby zostać odebrany z rezerwą. Wczoraj jednak z żadnymi sygnałami nie mieliśmy do czynienia. Nadal ceny znajdują się między poziomem wsparcia na 1345-55 pkt., a poziomem oporu w postaci linii trendu spadkowego. Ta znajduje się obecnie w okolicach 1360 pkt. Jak więc widać, robi się naprawdę ciasno i trzeba się przygotować na wybicie, które nieubłaganie się zbliża. Wczoraj po raz kolejny po zetknięciu się z linią trendu spadkowego wykres kontraktów odbił się od niej, ustanawiając nowe minima sesji. Nie jest to dobry prognostyk. Podobnie jak ciągle spadająca średnia krocząca. Oba te sygnały nie stawiają popytu w dobrym świetle. Dziś najprawdopodobniej będziemy świadkami rozstrzygnięcia tej potyczki, a ze względu na słabość popytu skłaniałbym się nadal ku tezie, że słabsze okaże się wsparcie. To jednak tylko mój pogląd i należy być przygotowanym także na optymistyczny dla rynku wariant. Nie można się dać zaskoczyć, bo straty mogą okazać się bolesne.