Pierwszych transakcji dokonywano po kursach 4,15 zł za USD i 3,624 zł za euro. Potem przez cały dzień obserwowaliśmy powolne umacnianie polskiej waluty, przy czym wartość dolara praktycznie się nie zmieniała, taniało natomiast euro. Kończyliśmy na 4,15 i 3,613.
Niską aktywność inwestorów zawdzięczamy częściowo President's Day w USA (w związku ze świętem nie pracowały rynki finansowe w tym kraju). 4,15 na rynku USD/zł okazało się na razie poziomem nie do przebicia. Wszelkie zmiany dotyczyły właściwie tylko rynku euro/zł, ale i tu nie działo się zbyt wiele. Inwestorzy czekali na dane o produkcji przemysłowej i PPI. Jeśli potwierdzą one, że gospodarka zwolniła jeszcze bardziej, to wzrosną szanse na cięcie stóp i wtedy złoty może się umocnić jeszcze bardziej. Będzie to jednak działanie typowo spekulacyjne, co oznacza, że po tym umocnieniu będzie nas czekała korekta. I to prawdopodobnie dość silna.
Złotemu pomogły także informacje o poziomie realizacji planu deficytu budżetowego. Osiągnął on po styczniu 17,2%, co jest dobrą informacją, niektórzy ekonomiści przewidywali bowiem, że mógł on przekroczyć 20%. Na razie więc nic złego z budżetem się nie dzieje.
Sejm uchwalił w piątek ustawę budżetową. Najważniejsza zmiana w stosunku do rządowego projektu to zwiększenie dochodów i wydatków o prawie 1,2 mld zł. Wysokość deficytu nie została więc zmieniona. Reakcji na rynku nie zaobserwowaliśmy, nikt bowiem nie spodziewał się, że coś nas może zaskoczyć. Poparcie dla projektu deklarowała przecież rządząca kolacja, która ma w sejmie większość głosów.
Dzisiaj o 16.00 poznamy dane o produkcji przemysłowej. Średnia prognoz mówi o spadku o 1,4% rok/rok. Moim zdaniem może być gorzej.