W statucie każdego funduszu inwestycyjnego zawarta jest informacja o wysokości maksymalnych wydatków, jakie może on ponieść w ciągu roku. Pokrywane są one z aktywów i obejmują m.in. opłatę za zarządzanie, wynagrodzenie depozytariusza i agenta transferowego oraz wydatki na marketing i reklamę.
Jeśli faktycznie poniesione przez fundusz koszty przewyższają dopuszczalny limit, to różnicę musi pokryć towarzystwo. TFI, jeśli zechce, może też pokryć część wydatków funduszu, nawet jeśli limit nie zostanie przekroczony. W ten sposób towarzystwo może przejściowo "podreperować" wyniki funduszy (podawane są one po odjęciu wspomnianych opłat). Można przypuszczać, że TFI, które decyduje się na taki krok, liczy na duży wzrost aktywów w krótkim czasie. Korzyści ze wzrostu aktywów pokrywają bowiem straty wynikłe z przejściowego współfinansowania działalności funduszu.
Takie działania nie są jednak korzystne dla klientów, którzy wybierają fundusz na podstawie wyników. W momencie gdy TFI przestanie finansować fundusz, wyniki mogą ulec pogorszeniu.
Według Mirosława Kachniewskiego, rzecznika KPWiG, samo pokrywanie kosztów działalności funduszu przez TFI nie jest działaniem na szkodę inwestorów, ale powinni być oni o tym poinformowani. - Jeśli takie informacje nie są ujawniane, to jest to wprowadza nie w błąd obecnych i przyszłych uczestników - mówi M. Kachniewski.
Wzrost aktywów funduszy na niespotykaną dotychczas skalę miał miejsce w listopadzie ub.r., gdy inwestorzy wpłacali do funduszy duże sumy pieniędzy, aby ochronić je przed fiskusem. Większość tych wpłat trafiła do funduszy bezpiecznych. Nieoficjalnie mówi się, że niektóre towarzystwa pokrywały w tym okresie koszty działania funduszy, aby ich wyniki wyglądały lepiej na tle konkurencji.