Cały obecny tydzień WIG20 znajdował się w pobliżu średniookresowej linii trendu, zaczepionej o dołki z października i grudnia ub.r. W poniedziałek cała świeca znalazła się powyżej tej prostej, we wtorek i środę poniżej, ale na zamknięciach żadna ze stron nie mogła uzyskać znaczącej przewagi. Bez wątpienia jednak czwartkowe notowania szalę zwycięstwa przesunęły na stronę niedźwiedzi. Spadek poniżej niego będzie potwierdzeniem pesymistycznych perspektyw naszego rynku i wygląda na to, że jest on tylko kwestią czasu.

Na dwie sprawy warto zwrócić uwagę. Jedna to ostateczne rozstrzygnięcie losów średnioterminowej linii trendu - niepewność co do tego utrzymywała wiarę, że uda się obronić to wsparcie. Teraz, kiedy okazuje się, że było to mylne założenie, akcje kupowane przez ostatnie dni mogą wrócić na parkiet. Po drugie przebieg sesji, przez większą jej część dość spokojny (opadanie indeksu było bardzo łagodne i wydawało się, iż większy popyt jest w stanie odmienić losy notowań), nie za bardzo stwarzał możliwość reakcji na złe sygnały i dlatego też tej reakcji można spodziewać się dopiero dziś. W sumie te dwa czynniki mogą wyzwolić znaczną podaż akcji, która zaowocuje zniżką do obszaru luki hossy z 4 stycznia pomiędzy 1285-99 pkt. Nie należy się jednak spodziewać, by na dłużej powstrzymała ona niedźwiedzie, bo wczorajsza sesja dopiero kończy fazę dystrybucji akcji, po której dynamika trendu malejącego powinna wzrosnąć.

Ostatniej szansy byków można upatrywać w obronie poziomu 1339 pkt., choć oznaką trwalszej poprawy sytuacji będzie przełamanie linii miesięcznych zniżek, znajdującej się na wysokości 1375 pkt.