Mimo że o losach wycenianej przez rynek na 20 mld USD fuzji Hewlett-Packarda i Compaqa zadecydują w najbliższych dniach akcjonariusze tej pierwszej firmy na walnym zgromadzeniu, to jednak ostateczne rozstrzygnięcie zapadnie dopiero na początku marca. Wtedy swoją opinię na temat tej transakcji wyda Ram Kumar. Ten 32-letni prawnik nie ma żadnych akcji Hewlett-Packarda, przyznaje też, że nie bardzo orientuje się w regułach, jakimi rządzi się branża technologiczna. Jednak to właśnie od niego zależy, jaki będzie finał tej rozgrywki.
Kumar pracuje w Institutional Shareholder Services (ISS). Ta, działająca zaledwie od 1985 r. firma analizuje plany fuzji i przejęć największych amerykańskich przedsiębiorstw pod kątem spodziewanych korzyści dla akcjonariuszy. Gdy pojawiają się jakiekolwiek wątpliwości, zaleca inwestorom instytucjonalnym odrzucenie planów. Według tych wskazówek postępuje coraz więcej głównych największych graczy na rynku. "Kto decyduje się postąpić przeciw zaleceniu ISS, musi dysponować cholernie mocnymi argumentami" - przyznał na łamach "New York Timesa" Richard Koppes, były menedżer największego amerykańskiego funduszu emerytalnego CalPERS.
Zarówno prezes Hewlett-Packarda Carly Fiorina, jak i jej przeciwnik, syn założyciela firmy i członek rady nadzorczej koncernu Walter Hewlett, doskonale zdają sobie sprawę z potęgi ISS. Dlatego oboje w ostatnich tygodniach odbyli pielgrzymki do Rockville (w stanie Maryland), by przedstawić swoje racje oddelegowanemu do tej transakcji Ramowi Kumarowi. Ten z kolei przedyskutuje argumenty obu stron z jego - jak to sam nazwał - "zespołem inteligentnych laików", w efekcie czego powstanie ok. 20-stronicowy raport dla inwestorów. Kierownictwo Hewlett-Packarda ocenia, że ok. 20% jego akcjonariuszy uzależnia od wydźwięku tego dokumentu swoje przyszłe decyzje. Teoretycznie wpływ ten mógłby być jeszcze większy, aż 57% akcji H-P znajduje się bowiem w rękach inwestorów instytucjonalnych.
Skąd tyle władzy w rękach ISS? Początkowo nic nie wskazywało, że będzie ona tak duża. Institutional Shareholder Services została założona przez znanego obrońcę praw akcjonariuszy Roberta Monksa i od początku stawiała na niezależność. Jej znaczenie rosło wraz z rosnącym wpływem inwestorów instytucjonalnych w spółkach. Od momentu połączenia w ub.r. ze swoim największym rywalem Proxy Monitor instytucja ta jest jednym z liderów opiniotwórczych na Wall Street. Obecny kryzys zaufania do rynku akcji dodatkowo wzmacnia pozycję ISS. Od momentu bankructwa energetycznego potentata Enron nieufni wobec menedżmentu koncernów inwestorzy coraz chętniej słuchają wskazówek niezależnych firm analitycznych.
Z tych samych powodów rośnie ostatnio także rynkowe znaczenie agencji ratingowych. Wpływ wielkiej trójki, którą tworzą Moody`s, Standard and Poor`s i Fitch, na losy nie tylko spółek, ale także i państw (przykładem może być choćby Argentyna) już wcześniej nie podlegał dyskusji. Od przypadku Enrona zarówno inwestorzy, jak i menedżerowie wprost panicznie obawiają się obniżenia wiarygodności kredytowej. Degradacja papierów firmy do grupy pozbawionej ratingu inwestycyjnego (tzw. junk bonds) coraz częściej równa się wyrokowi śmierci dla przedsiębiorstwa. W ubiegłym tygodniu specjalizująca się w produkcji oprogramowania spółka Computer Associates (o jej kłopotach piszemy obok) zrezygnowała niemal w ostatniej chwili z emisji obligacji o wartości miliarda dolarów, uzasadniając tę decyzję zapowiedzią obniżenia ratingu przez Moody`s.