Reklama

Kto rozdaje karty na Wall Street?

Jedna opinia analityków ISS może pokrzyżować plany tak dużej fuzji, jak Hewlett-Packarda z Compaq Computer. Podobne wpływy zdobyły w ostatnim czasie także agencje ratingowe. Zdaniem niektórych analityków, ich decyzje mają nieproporcjonalnie duży wpływ na losy wielu przedsiębiorstw. Co ciekawe, ich siła ciągle rośnie.

Publikacja: 22.02.2002 08:41

Mimo że o losach wycenianej przez rynek na 20 mld USD fuzji Hewlett-Packarda i Compaqa zadecydują w najbliższych dniach akcjonariusze tej pierwszej firmy na walnym zgromadzeniu, to jednak ostateczne rozstrzygnięcie zapadnie dopiero na początku marca. Wtedy swoją opinię na temat tej transakcji wyda Ram Kumar. Ten 32-letni prawnik nie ma żadnych akcji Hewlett-Packarda, przyznaje też, że nie bardzo orientuje się w regułach, jakimi rządzi się branża technologiczna. Jednak to właśnie od niego zależy, jaki będzie finał tej rozgrywki.

Kumar pracuje w Institutional Shareholder Services (ISS). Ta, działająca zaledwie od 1985 r. firma analizuje plany fuzji i przejęć największych amerykańskich przedsiębiorstw pod kątem spodziewanych korzyści dla akcjonariuszy. Gdy pojawiają się jakiekolwiek wątpliwości, zaleca inwestorom instytucjonalnym odrzucenie planów. Według tych wskazówek postępuje coraz więcej głównych największych graczy na rynku. "Kto decyduje się postąpić przeciw zaleceniu ISS, musi dysponować cholernie mocnymi argumentami" - przyznał na łamach "New York Timesa" Richard Koppes, były menedżer największego amerykańskiego funduszu emerytalnego CalPERS.

Zarówno prezes Hewlett-Packarda Carly Fiorina, jak i jej przeciwnik, syn założyciela firmy i członek rady nadzorczej koncernu Walter Hewlett, doskonale zdają sobie sprawę z potęgi ISS. Dlatego oboje w ostatnich tygodniach odbyli pielgrzymki do Rockville (w stanie Maryland), by przedstawić swoje racje oddelegowanemu do tej transakcji Ramowi Kumarowi. Ten z kolei przedyskutuje argumenty obu stron z jego - jak to sam nazwał - "zespołem inteligentnych laików", w efekcie czego powstanie ok. 20-stronicowy raport dla inwestorów. Kierownictwo Hewlett-Packarda ocenia, że ok. 20% jego akcjonariuszy uzależnia od wydźwięku tego dokumentu swoje przyszłe decyzje. Teoretycznie wpływ ten mógłby być jeszcze większy, aż 57% akcji H-P znajduje się bowiem w rękach inwestorów instytucjonalnych.

Skąd tyle władzy w rękach ISS? Początkowo nic nie wskazywało, że będzie ona tak duża. Institutional Shareholder Services została założona przez znanego obrońcę praw akcjonariuszy Roberta Monksa i od początku stawiała na niezależność. Jej znaczenie rosło wraz z rosnącym wpływem inwestorów instytucjonalnych w spółkach. Od momentu połączenia w ub.r. ze swoim największym rywalem Proxy Monitor instytucja ta jest jednym z liderów opiniotwórczych na Wall Street. Obecny kryzys zaufania do rynku akcji dodatkowo wzmacnia pozycję ISS. Od momentu bankructwa energetycznego potentata Enron nieufni wobec menedżmentu koncernów inwestorzy coraz chętniej słuchają wskazówek niezależnych firm analitycznych.

Z tych samych powodów rośnie ostatnio także rynkowe znaczenie agencji ratingowych. Wpływ wielkiej trójki, którą tworzą Moody`s, Standard and Poor`s i Fitch, na losy nie tylko spółek, ale także i państw (przykładem może być choćby Argentyna) już wcześniej nie podlegał dyskusji. Od przypadku Enrona zarówno inwestorzy, jak i menedżerowie wprost panicznie obawiają się obniżenia wiarygodności kredytowej. Degradacja papierów firmy do grupy pozbawionej ratingu inwestycyjnego (tzw. junk bonds) coraz częściej równa się wyrokowi śmierci dla przedsiębiorstwa. W ubiegłym tygodniu specjalizująca się w produkcji oprogramowania spółka Computer Associates (o jej kłopotach piszemy obok) zrezygnowała niemal w ostatniej chwili z emisji obligacji o wartości miliarda dolarów, uzasadniając tę decyzję zapowiedzią obniżenia ratingu przez Moody`s.

Reklama
Reklama

Szczególnie brutalnie działa obniżka oceny wiarygodności, kiedy wyemitowane przez firmę obligacje opatrzone są tzw. klauzulą Triggera. Zaostrzeżenie to zmusza przedsiębiorstwo do natychmiastowej spłaty części zadłużenia albo przygotowania dodatkowych gwarancji spłaty pożyczki. W tym przypadku jedynym ratunkiem dla firmy pozostaje tylko ogłoszenie bankructwa. Klauzula Triggera znalazła zastosowanie m.in. w przypadku Enrona, który po obniżeniu ratingu inwestycyjnego pod koniec listopada ub.r. stanął w obliczu niespodziewanej spłaty 690 mln USD. Pieniędzy w kasie koncernu nie było już od dawna, więc musiał ogłosić niewypłacalność.

Obecnie istnieją szanse, że polityka ratingowa zostanie nieco poluzowana. Jest to wynikiem ostrej fali krytyki, z jaką spotkały się największe agencje po bankructwie Enrona. Zarzucano im, że aż do 29 października ub.r., mimo że wiedziały o finansowych problemach energetycznego koncernu, ani Moody`s ani Standard and Poor`s nie zdecydowały się na zmianę jego ratingu. Agencje zapowiedziały szybsze reakcje na wydarzenia w ocenianych firmach. Ale jak w takich sytuacjach bywa, z przyspieszenia nie są zadowolone zarządy niektórych spółek. Ich zdaniem, zbyt skwapliwie wydawane opinie również mogą szkodzić przedsiębiorstwom.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama