Giełda - jak słyszałem - chce promować jednostki miniwig20, by zwiększyć zainteresowanie nimi. Spokojnie. Proponuję wpierw przyjrzeć się ich konstrukcji, która jest, moim zdaniem, kaleka.
Uzasadniam.
Wolumen obrotu na mw20 jest znikomy. Jeśli podzielić go przez 100 tak, by zyski/straty z umownego bloku odpowiadały co do rzędu wielkości zyskom/stratom z inwestycji w kontrakt indeksowy, wówczas okaże się, że jest dramatycznie niski - porównywalny z wolumenem niepłynnych kontraktów walutowych. Być może to nie przypadek.
1) Porównanie z kontraktami indeksowymi.
Wystawca opcji mw20, zajmując na rynku pozycję krótką, płaci depozyt, inwestor zajmujący pozycję długą, płaci kwotę równą wartości jednostki. Pozycja krótka obarczona jest dodatkowym ryzykiem konieczności jej zamknięcia wskutek możliwego wyniku losowania w procedurze umorzenia. Umorzenie to konieczny mechanizm, który "trzyma" wartość opcji blisko indeksu wobec odległego terminu zapadalności jednostki (2025 r.). Owo dodatkowe ryzyko dla pozycji krótkiej i brak dźwigni dla "longów" sprawia, że mw20 nie wytrzymuje konkurencji z kontraktami indeksowymi. Last but not least, okazało się, że prowizje maklerskie, płacone za otwarcie/zamknięcie/umorzenie pozycji na mw20, są dużo większe (takie jak dla akcji) od prowizji pobieranych przy inwestycji w kontrakty indeksowe.